Gorzka odpowiedź wykładowcy na pewien list absolwentek

Sześciolatki i gimnazjaliści to nie jedyne grupy wymagające wsparcia. O uwagę i szacunek walczą też studenci. Choćby przez pisanie gorzkich listów do gazet. Nasz Czytelnik - wykładowca akademicki - nie wytrzymał po lekturze listu absolwentek i postanowił rozprawić się z roszczeniowymi studentami.

Nadszedł w końcu taki moment, kiedy w komentarzu do kolokwium zapytałem studentkę wprost, czemu marnuje mój czas i po raz czwarty popełnia kluczowy błąd, który wytknąłem jej już trzy razy. Oczywiście oznacza to, że za kilka dni do gazety trafi list, którego autorki w doskonałym stylu, doprawionym finezyjną ironią, wygarną całemu środowisku akademickiemu wybujałe ego, picie kawy i wyładowywanie się na studentach, starannie unikając posługiwania się stereotypami i podając bardzo konkretne przykłady ego oraz wyładowywania. Ach nie, przepraszam. Taki list już powstał. O, tutaj jest:

>>>PRZECZYTAJCIE LIST ABSOLWENTEK

Już po przeczytaniu tytułu krew mi ścierpła w żyłach. Damscy bokserzy to zjawisko przerażające samo w sobie, a damscy bokserzy na najlepszej polskiej uczelni to metafora. To dobrze, bo nie dość, że nie musimy zawiadamiać prokuratury, to jeszcze widać, że studentki nauczyły się na swoich humanistycznych kierunkach, jak z wyczuciem stosować środki stylistyczne. Wprawdzie taka wiedza powinna była zostać wyniesiona z gimnazjum, ale nie odbierajmy sobie zasług. Autorkom zresztą w żadnym razie nieumiejętności użycia metafor zarzucić nie można - jak widać, ich umysłom szczęśliwie udało się uniknąć dokonywanej przez uniwersytet aborcji.

Mimo wysiłków uczelni studentkom udało się także przyswoić wiedzę na temat mitologii greckiej. Rzadko stosowane porównanie pań z dziekanatów do cerberów jest jeszcze bardziej oryginalne dzięki obrazowi dziupli. Warto pamiętać, że przynajmniej jedna głowa wystająca z rzeczonej dziupli musi pić kawę, która jest naczelnym grzechem pań. Fakt, że piją one kawę i nie podpisują wszystkich papierów na każdy rozkaz studentów, jest w rzeczy samej skazą na polskiej demokracji, a wykrycie tej skazy przez autorki zasługuje na pochwałę i ocenę bardzo dobrą z podstaw nauk politycznych. Oczywiście autorki niepotrzebnie biorą na siebie winę, pisząc, że studenci sami gotują sobie zły los. Studenci przychodzą w godzinach pracy dziekanatu, rzucają „dzień dobry”, „dziękuję” i „przepraszam” jak z rękawa, nie zadają ciągle tych samych pytań ani spóźniają się z podaniami, żeby potem z sarnimi oczami tłumaczyć i...  Nie, przepraszam, to tylko udawanie głupszego, niż się jest; wcale, przyznaję, skuteczna zasłona dymna.

Autorki piszą, że nie mogą składać ukłonów Panu i Władcy, jeżeli wykładowca nie rozumie, co do niego powiedziały. W tej sytuacji ukłonów składać oczywiście nie powinny, a i do aktywności w istocie taka sytuacja nie powinna zachęcać - tak bym odpowiedział, gdyby panie o to pytały, ale same wyjaśniają, że pytanie jest retoryczne. Tego typu wyjaśnienia można by odebrać jako przejaw ich wybujałego ego, ale na szczęście szybko dowiadujemy się, że ego studentów jest niczym w porównaniu z ego wykładowców. Sztuka retoryki autorek jest na poziomie równie wysokim, jak Księżyc. Argument o Koronie Ziemi jest tyleż trafny, co rzeczowy. Jak się tu z nim spierać? Nawet gdybym chciał tłumaczyć, że na pewno nie wszyscy studenci nic nie chcą, muszę zwiesić głowę, uznać się za pokonanego i zabrać się zgodnie z sugestią do czytania regulaminu studiów. Ponieważ studenci doskonale znają tę jego część, która traktuje o ich prawach, dla równowagi poczytam o ich obowiązkach. Fragment ten jest zwykle starannie omijany, ale teraz może nawet zanalizuję go ze studentami w ramach pracy grupowej?... To bardzo dobry pomysł - w końcu, jak czytamy, wszyscy aż się wyrywają, aby nauczyć się umiejętności współpracy. Kiedy zadaję pracę grupową, nigdy nie muszę chodzić między ławkami, nakazując schowanie telefonów i skupienie się na temacie zajęć.

Ryba psuje się od głowy, piszą autorki, i brutalnie obnażają prawdę o polskich uczelniach. Pracują na nich dwie grupy wykładowców: wspomniani już damscy bokserzy i szaleni naukowcy, którzy dbają wyłącznie o własną karierę. Obie grupy wespół w zespół obniżają poziom uczelni w sobie tylko znanym, niecnym celu. Pielgrzymki studentów czy studentek błagających o obniżenie progu czy przełożenie kolokwiów, zapłakane mamusie opisujące delikatną psychikę swoich ciemiężonych przez wykładowców dzieci, studentki popełniające po raz czwarty te same błędy, mimo trzykrotnego ich wskazywania i poświęcania czasu na sprawdzanie kolejnych popraw, niedoszli absolwenci rozpaczający nad trudnością zadań na obronie czy absolwentki rozpaczające nad otrzymaną na obronie piątką, otrzymaną mimo iż, jak widać, studia nie nauczyły ich absolutnie niczego - to się nie zdarza.

Więcej o: