Nie mam dzieci, a jestem matką. I mam dość

Dzisiejszy list od Czytelniczki jest krótki, ale dosadny i dotyczy bardzo złożonego problemu. Gdzie się kończy nasza odpowiedzialność za rodzinę? I co, jeśli czujemy się matką własnej matki? Czy łatwo się wyplątać z takiego układu i zacząć żyć własnym życiem?

Mam 30 lat. Pracuje na dwa etaty (łącznie ponad 300 h miesięcznie) i... Utrzymuję całą moją rodzinę, w tym brata studenta (ok - każdemu studentowi trzeba pomagać, fakt). Ale mi pomagali babunia i dziadziuś, nie rodzice. I w sumie, to nie wina brata, że i oni teraz nie mogą mu pomóc.

Ale ja już na drugim roku studiów stanęłam na nogi: stypendia+praca pozwoliły mi się uniezależnić. Znalazłam wymarzoną pracę. I ilekroć wracałam do rodzinnego domu zostawiałam połowę tego, co zarobiłam. Potem przeprowadziłam się do jeszcze bardziej wymarzonej pracy. Miesiąc później zamieszkał ze mną brat, cztery miesiące później mama. Byłam przeszczęśliwa. Miałam ukochanych bliskich ze sobą.

Jestem mamą dla mojej matki i 22-letniego brata  I chyba mnie to już zaczyna męczyć.

Schody zaczęły się, gdy mama cztery miesiące temu straciła pracę, a brat dostał się na studia do Gdańska. No i sie zaczęło: walka o każdy grosz, bo przecież za akademik musisz zapłacić, a za mieszkanie? To zapłać i za mieszkanie. Nie mam kurtki na zimę. Ok, nie masz, ale ja już dałam Jarkowi 500 zł, więc nic mi nie zostało.

Przepraszam, za wybebeszenie emocjonalne, ale nieraz jestem mamą dla mojej matki (Wiesz, te 200 zł co było na kablówkę, to chyba zgubiłam...) i dla mojego 22-letniego brata (Jesteś moją straszą siostrą - na kogo innego mogę liczyć?)... I chyba mnie to już zaczyna męczyć. Biegam z dyżuru na dyżur, biorę wszystkie nadgodziny, ale czasem mam już, kurwa, zwyczajnie dość. I wiem, że jestem głupia. Oboje - i brat, i mama - to dorośli ludzie, ale to ja jestem ich mamą, tak się czuję. I nie zmieni się nic. Wygadalam się. Lepiej mi. Dzięki Fochu!

Mirela

Więcej o: