Nie mam miłości i się tego wstydzę

Samotność boli. Zwłaszcza w takim okresie jak ten, gdy cała okołoświąteczna komunikacja koncentruje się na byciu razem, rodzinie i miłości. Egoistyczna i sfochowana redakcja staje murem za naszą Czytelniczką: smutni, samotni i nieszczęśliwi - nie jesteście gorsi! I macie prawo do żalu i złości. Z przyjemnością potrzymamy Was za rękę choć przez chwilę, abyście mogli je na nas wylać.

Właśnie przeczytałam artykuł "Mam miłość i się tego nie wstydzę". W afekcie postanowiłam napisać mój, pod jakże oryginalnym tytułem "Nie mam miłości i się wstydzę". Miałam napisać podobnego maila już wcześniej. Miało to być coś w rodzaju terapii, chciałam raz powiedzieć o rzeczach, o których nigdy nie mówię głośno. Tylko nie wiedziałam jak.

Może najprościej - mam 29 lat. Jestem samotna. Mam dobry zawód i pracę. Mam mieszkanie. Tyle - aż tyle, z pozytywów. Byłabym głupia, gdybym tego nie doceniała. Z minusów... Jestem samotna. Nikt mnie nie kocha. Ja nie potrafię nikogo pokochać. Jestem brzydka.

Wiem, co teraz będzie, bo to raz googlowałam sobie podobne wypociny innych podobnych do siebie osób. Wyjdź z domu - po co, nic nie jest w stanie mnie zainteresować. Zadbaj o siebie - toteż dbam o siebie aż za bardzo, ale nic nie zastąpi naturalnej urody. Wydaję majątek na ciuchy, zawsze mam zrobione paznokcie, a moja kosmetyczka ma mnie dość, widzi mnie co dwa tygodnie.

Ja zostałam jak niepasujące nigdzie zjawisko.

Może problem jest w mojej głowie? Czasem zastanawiam się kogo za to winić i, wiadomo, ja jestem najbliżej. Ale też ja najbardziej obrywam.

Wszystko mnie boli. Siedzę sama, bo totalnie nie mam znajomych. Nie mam pomysłów na niedzielę. Wszyscy moi znajomi mają już inne sprawy na głowie, a ja zostałam jak niepasujące nigdzie zjawisko. Nie wiem jaka mam być, co mam robić - nie ma specjalnie wzorców, ról społecznych dla kobiet w takim stanie. Albo ja jestem tak ograniczona, że ich nie widzę.

Oglądam sobie jakieś seriale, singielki zdają się spędzać czas w barach, poznając nowych ludzi. Tylko co mają zrobić te nieładne? O tym nikt filmów nie kręci. Nikt na mnie nie patrzy z zachwytem czy pożądaniem. I to boli. Bolą nawet artykuły Lindy na Fochu, no bo co? Mam się ekscytować czystą teorią?

Bolą głupie komentarze na onecie - "kijem bym jej nie dotknął". Jakby uroda była jedynym wyznacznikiem wartości kobiety. A może tak jest? W końcu te wszystkie popularne portale - onet, demotywatory - to siedlisko ludzi, którzy w prosty sposób mówią jak jest, jeśli się chce żeby rodzaj ludzki się powielał.

Moje życie jest jałowe i nie ma sensu.

Boli widok rodzin z dziećmi, kobiet z oponką na brzuchu, które w legginsach i butach z ekoskóry spacerują ze zdrowym niemowlakiem. Ja dbam zawzięcie o linię i co z tego mam? Jałowy brzuch i obolałe serce.

Nawet nie mam siły pisać tego ładniej, w jakiś wyrafinowany, napełniony metaforami sposób. Mogłabym tak, ale po co?

Nie mówię, że wszystkie kobiety w mojej sytuacji tak mają. Na pewno są takie, które angażują się w różne aktywności, mają przyjaciół, pasje, nie nudzą się. Mówię o sobie. Moje życie jest jałowe i nie ma sensu. Właściwie to nie mam żadnych tez do przekazania, chciałam tylko wylać gdzieś te zawstydzające myśli.

ab

Więcej o: