Mam dość nienawiści do korporacji i ich pracowników

Jak świat światem - w Polsce po ulicach chodzą białe niedźwiedzie (tubylcom zapewne przybijają piątkę), szkoła jest głupia i nie uczy, światem rządzi spisek, a każda korporacja to ZŁO. Zło wcielone. Tak jak każda blondynka jest głupia. Nasza czytelniczka stanowczo sprzeciwia się powszechnej opinii na temat pracowników korporacji.

Witajcie, oto ja - dziecko korporacji. Spory staż pracy, kilka korpo mniejszych i większych za sobą. Obecnie - niezłe stanowisko w globalnej firmie. Czyli niechybnie przeszłam na złą stronę mocy. Dlaczego tak się przedstawiam? Powiecie - ano, zadufany w sobie korpoludek, definiuje go tylko jego korporacja. Pudło. Ale właśnie tak ostatnimi czasy postrzegają mnie ludzie i media. Żeby tylko szufladkowali - tym się mało przejmuję. Ale ostatnio zaczęło to przybierać ostry ton. Zewsząd atakują mnie artykuły, opinie, wypowiedzi - które po prostu mnie obrażają. Mówiąc krótko - nie musicie rozpływać się w zachwycie nad moją pracą, ale kto dał Wam prawo mnie szkalować?

Oto, jak ostatnio ja i moi korpokoledzy jesteśmy postrzegani:

1. Jestem głupia

No, może niektórzy określą mnie zaledwie jako tępą. Albo po prostu mało lotną. Ale charakteru to już nie mam za grosz. Bo przecież w korpo pracują same matołki lub co najwyżej średniaki. Wiadomo, geniusze na potęgę zakładają własne firmy lub są freelancerami. O, twórcami. W końcu mnie, zahukanego średniaka otacza taka ilość dzieł owych twórców, że sama nie wiem, co wybrać, tyle tego dobrego. Również ludzie z charakterem są wyłącznie samozatrudnieni. Bo przecież korpo to łamanie praw człowieka, smagają tam nahajem i poniżają przy każdym odejściu od biurka.

2. Nie wiem co to życie

Dlaczego? Ha, ponoć go nie mam! Oczywistym jest, że korpoludek przeszedł wielokrotne pranie mózgu. Nie myśli wartościami ludzkimi, wyznaje tylko te pochodzące od sekty, tfu, korpo! I pracuje, pracuje jak szalony a od jego pracy i tak nic nie zależy, i tak nic to nie zmienia. W związku z tym nie ma rodziny a jeśli przypadkiem ma, to jest to patologia i przypadek toksyczny. Gdyż liczy się dobro korpo, nie rodziny.

3. Moja praca nic nie znaczy

Wszak korpo jest bezużyteczne i niszczy świat. Niemniej korpoludek jest ufny, on żyje swoją pracą. W sumie mogłoby go nie być ale on, nieboraczek, nie wie o tym i tyra... Twórcy i im podobni spoglądają na niego z żalem, wszak oni na co dzień zmieniają świat. A on jak ten chomik w kołowrotku.

4. Dążę do nieuniknionej samodestrukcji

Jedynym wyjściem dla mnie jest rzucenie korpo. Tak, patos tego wyrażenia jest porównywalny z tym dotyczącym odwyku narkomanów, odciągnięcia pobitych kobiet od mężów-tyranów. Tak więc pewnego pięknego dnia pokażę figę szefowi-sadyście, który niszczył moje życie, spakuję rzeczy ze swych trzech szuflad, spoglądnę z żalem na pozostałych niewolników a potem sprzedam wszystko razem z lodówką i ruszę piechotą przez Kaukaz - tylko tak mogę się uleczyć.

5. Jestem niewolnikiem

Pracy, korpo, pieniądza. Tu jest nieco elastyczniej ale wyrok zawsze dla mnie niekorzystny. Jeśli zarabiam mało to jestem niewolnikiem nowych czasów, bez godności, bez szans na cokolwiek, cały zysk bierze ten potwór, korporacja. Natomiast jeśli jestem bogata to też jestem niewolnikiem pieniądza, muszę mieć go więcej i więcej. A i tak wydaję na żałosne rzeczy, któż widział korpoludka wydającego pieniądze na kulturę wyższą? Tak, tu ponuro kiwają głowami bohaterscy Twórcy.

Dobra, a teraz na poważnie.

Jesteśmy wszyscy głupi? W korpo znajdziesz pełen przekrój typów pracowników. Tak, poznałam osoby, które wiele nie umiały. Ale poznałam też geniuszy. Oraz mnóstwo - naprawdę dużo - zdolnych ludzi, którzy po prostu dobrze wykonują swoją pracę. W korpo znajdziesz też introwertyków jak i ekstrawertyków, konformistów jak i rewolucjonistów. Śmiech? Korpo jak każda większa grupa społeczna - będzie zawierać najróżniejsze typy, jakie występują.

Nie wiemy, co to życie? Serio, zdecydowana większość ludzi w korpo ma rodziny, ma zainteresowania i po wyjściu z biura żyje swoim życiem. Wiecie, grają w planszówki, lepią z dziećmi figurki z plasteliny, planują weekendowe wycieczki kajakiem. Zakochują się, rozstają, jeżdżą na wakacje. I też robią coś fajnego. Nie dlatego, że korpo tak mówi - bo chcą i mają możliwości. Tak, jednorazowo ale i długofalowo. Mniej i bardziej medialnie. Pomoc domom dziecka i samotnym matkom - powiecie oczywiste. Ale dawanie korepetycji dzieciakom z ubogich rodzin? Uporządkowanie i konserwacja cmentarzy obcych wojsk na terenie naszego kraju? Naprawdę, w korpo jest wielu fajnych ludzi zmieniających świat na lepsze, tak namacalnie.

Nasza praca jest bez znaczenia? Bez człowieka korporacja nie istnieje. I możecie nazywać korpoludka trybikiem - ale sami wiecie, co się dzieje, gdy zatrze się trybik? Każda praca jest ważna. I każda zasługuje na szacunek. W korpo znów znajdziecie pełen przekrój - tych, co tworzą coś wielkiego ale i tych, których praca jest częścią czegoś wielkiego. I potrzebnego. Dzięki ludziom z korpo Wasze pensje trafiają na Wasze konta. Wasze przesyłki są dostarczane, do sklepów trafia zaopatrzenie, realizujecie zakupy online, składacie skargi na linie lotnicze. I wiele, wiele innych. Tak, korpo to nie tylko „klepacze” - ale praca klepacza także jest ważna, potrzebna. I wiecie co - niektórzy taką pracę lubią. I świetnie!

Dążymy do samodestrukcji? Większość ludzi z korpo jest naprawdę zdrowych psychicznie i wbrew obawom wielu - nie wymagają natychmiastowego odwyku. Nie mam nic przeciwko wyprawie przez Kaukaz czy Atlantyk - niechaj się uda! Może sama kiedyś pojadę. Ale mam dość wmawiania, że jedyna rzecz, którą warto zrobić z korpo to rzucić ją. Oraz wmawianie ludziom, że nie mają odwagi do takich działań. Po pierwsze, nie każdy chce coś takiego przeżyć - co nie znaczy, że jest ułomny, po prostu nie każdego to kręci. Po drugie, nie każdy może - nie, nie dlatego, że korpo jest zła. Ma zobowiązania mniej lub bardziej ważne, jest odpowiedzialny i dotrzymuje ich - nie każdy może w jednym momencie rzucić wszystko. Szczerze to bardziej podziwiam takich ludzi. Ale o nich nikt nie pisze.

Jesteśmy niewolnikami? Szczerze? Znam niewielu niewolników pieniądza. Znam natomiast masę ludzi z różnymi dochodami - i są to normalne osoby. Ale cóż, jeśli ktoś kupuje sobie gadżety - niewolnik technologii. Jeśli mam mnóstwo kosmetyków - kosmetykoholiczka. To samo z modą (trzeba być modnym), samochodami (szpan), książkami (lans). A może ci ludzie kupują te rzeczy bo zwyczajnie - podobają im się, są im potrzebne, stać ich na to? Czy to naprawdę takie niewiarygodne? Oraz: tak, korpoludki czytają książki, słuchają muzyki, chodzą na koncerty. Nawet, o zgrozo, do opery! Czy też teatru. Większość to naprawdę wykształceni i oczytani ludzie. Nie mogę pojąć, skąd to powszechne mniemanie o nich jako ludziach nieuczestniczących w kulturze. Nawet nie wspomnę, że niektórzy również ową kulturę tworzą. Ale to zbyt wiele jak na ten tekst.

Nie chcę gloryfikować korpo, nie było to moim celem. Chcę tylko pokazać, że tam też są fajni ludzie i zasługują na szacunek jak każdy inny. Mam dość hejtu na korpo i jej pracowników - czy naprawdę tak wiele wymagam od Twórców?

Więcej o: