Uwodzicielko, co kompensują Ci mężczyźni?

Najpierw zamieszanie w definiowaniu kobiecości wywołała nasza redakcyjna Rączka. Teraz swoje trzy grosze do dyskusji dorzuca Czytelniczka. Opisuje jeszcze jeden typ kobiet. Eufemizmem będzie stwierdzenie, że trochę ich nie lubi. O kim mowa? O notorycznych uwodzicielkach. Oczywiście, ma swoje powody.

Szanowna redaktor Rączkowska z przykrością muszę stwierdzić, że Twój ostatni materiał był moim zdaniem niepełny. A ponieważ uwielbiam Cię czytać, dopisuję, może nieco nazbyt obszerne i chaotyczne, postscriptum. Wybacz, że osobiste i mocno przesycone złością. Zapomniałaś napisać o notorycznych uwodzicielkach. Nie wspomniałaś o kobietach, które literatura piękne nazywa „femme fatale”, a moi rubaszni koledzy określają jako: „gorejące sromy”.

Więcej szkody wyrządzić mogą bardziej inteligentne uwodzicielki, które prócz zamiast kuszenia ciałem, uwodzą zupełnie inaczej.

Z moich ostatnich doświadczeń wynika, że uwodzicielki nie zawsze rzucają się w oczy. W większości filmów są to piękne kobiety o posągowych kształtach, dumnie uniesionym biuście i nogach zmysłowo otulonych pończochą ze szwem. W życiu bywa różnie. Znacznie łatwiej poznać je po zachowaniu. W arsenale środków „na faceta” mają tak niewyszukane formy uwodzenia jak kręcenie włosów na palcu podczas rozmowy czy mówienie głosem słodkiej 5-latki. Ewentualnie jak po nawdychaniu się helu. Dodajmy do tego wysokie szpilki niezależnie od pogody za oknem, przyciasny sweterek z dekoltem i schematyczny szkic jest gotowy. Ale ten typ jest mało groźny. Więcej szkody wyrządzić mogą bardziej inteligentne uwodzicielki, które prócz zamiast kuszenia ciałem, uwodzą zupełnie inaczej. Umiejętnie flirtując w korespondencji służbowej. Chętnie opowiadając o sobie i sugerując mimochodem, że są mistrzyniami ars amandi. Pochlebiając, przełamując dystans, drążąc, knując. Polując.

I tutaj zaczyna się historia, którą się z Wami podzielę. Jestem wkurzona, a chciałabym zrozumieć. Bo żeby z wrogiem wygrać, to trzeba myśleć tak, jak on.

Nie wyróżniała się specjalną urodą, więc tym bardziej jej nie doceniłam.

Mój mąż zajmuje kierownicze stanowisko w firmie, w której większość zatrudnionych stanowią kobiety. Zazdrosna oczywiście bywałam, bo pracowało tam wiele atrakcyjnych kobiet. Nie, żeby mi czegoś brakowało, ale miss świata też nie jestem. Niektóre dziewczyny próbowały go uwodzić, ale najczęściej rezygnowały, gdy mówił o mnie i dzieciach, no i jeśli nie odwzajemniał sygnałów. Aż trafiła się znacznie bardziej sprytna od innych konkurentka. Dlatego nie od razu ją zauważyłam. Nie wyróżniała się specjalną urodą, więc tym bardziej jej nie doceniłam. Dopiero wydarzenia na niedawnym firmowym świętowaniu dobrych wyników sprzedaży, sprawiły, że nabrałam podejrzeń. Poznałam ją i zobaczyłam, jak poluje. Niczym głodny krwi drapieżnik.

Jako osoba towarzysząca, nie mogłam zbyt swobodnie konwersować, gdyż najzwyczajniej nie znałam specyfiki ich pracy. Za to ona z łatwością przejęła w rozmowie prowadzenie. Robiła wszystko, aby być w centrum uwagi mężczyzn. Gdy już nie miała nic do powiedzenia, to sugestywnie wiła się na krześle, przybierała dość dziwne pozy lub śmiała się perliście, nawet gdy nie było powodu. Nie było mowy o tym, aby jakakolwiek inna kobieta mogła dojść do głosu. Bez skrępowania pozwalała sobie na pozornie nic nie znaczące gesty takie jak na przykład dotykanie pleców mojego męża lub łapanie go za rękę, gdy coś do niego mówiła. Do tego dodam jeszcze opieranie się na jego ramieniu podczas zanoszenia się chichotem. Od tego śmiechu nie mogę opanować tego, jak podskakują mi piersi - mówiła, sprawiając, że brwi wędrowały mi do góry. Kobiety, które się nigdy z takim zachowaniem innych kobiet nie spotkały pewnie mnie nie zrozumieją. Ale te, które tak niby mimochodem zaczajają się na mężczyzn, są uzależnione od uwagi innych i łakną adoracji z pewnością dobrze wiedzą, co mam na myśli. Takie zachowanie jest aż tak niewidoczne, jak się wydaje.

Aby odetchnąć od tego wszystkiego, uciekłam na zewnątrz zapalić. Okazało się, że to właśnie tam skupiła się większość kobiet. I to one powiedziały mi, że na celowniku „gwiazdy wieczoru” jest nie tylko mój mąż. Są też inni. W zasadzie wszyscy mężczyźni w firmie. A że przy papierosie rozmowa toczy się wartko, dowiedziałam się wielu rzeczy. Na przykład tego, że jej zachowanie działa na nerwy innym kobietom. To nieustanne podświadome konkurowanie. Bo każda traktowana była jak konkurencja i jeśli jest tylko w ich towarzystwie jakiś mężczyzna, „gwiazda” zaczynała swoje show. Mówiła w afektowany sposób, tak aby być słyszaną, prężyła się, kokietowała, kokietowała i jeszcze raz kokietowała. Relacja z nią możliwa była tylko w takim układzie, że ona była królową, a ty służką.

W jej mailach nie brakowało wieloznacznych słów o podtekście seksualnym.

Nie będę oszukiwać, że po tej rozmowie zachowałam się z klasą. Zdecydowanie nie. Zajrzałam do korespondencji męża i przeczytałam maile. Uwodziła go. Nie wprost, ale po tym, co zobaczyłam na przyjęciu, wiem, że pewnie sformułowania nie pojawiają się przypadkowo. A kobieta potrafi „zrobić dobrze” facetowi, także słowem. W jej mailach nie brakowało wieloznacznych słów o podtekście seksualnym. Skończyło się jak się domyślacie na moim płaczu, a potem wściekłości. Powiedziałam mężowi o swoich podejrzeniach, przyznałam się też do przeczytania maili i po kłótni poprosiłam o to, aby przemyślał zachowanie tej kobiety i postarał się dać jej znać, że to mu niekoniecznie odpowiada.

W gruncie rzeczy nie wiem, czy tak postąpił. Zakładam, że tak, bo wydawał się raczej zawstydzony jej nieco nachalnym zachowaniem. Tym bardziej że nie jest zabójczo atrakcyjną kobietą. Mimo wciąż myślę o niej i to mnie zatruwa. Moja koleżanka przyznała nawet, że takim kobietom zazdrości. Twierdzi, że takie „uwodzicielki” są bardzo pewne siebie. Mam wątpliwości. Myślę wręcz, że trzeba mieć tej pewności siebie potężne deficyty, skoro trzeba się przeglądać nieustannie w oczach innych. I tam tylko szukać potwierdzenia. Działają chyba na zasadzie kompensacji. A może chodzi raczej o niechęć wobec innych kobiet? O to, aby z nimi konkurować? Przecież nie chodzi o to, aby zdobyć jednego mężczyznę.

Renata

Więcej o: