Poświąteczne przemyślenia na temat rodziny, poświęcenia i straty czasu

A teraz wyobraź sobie, że się starasz, poświęcasz i chcesz dla wszystkich jak najlepiej. Licząc po cichu na choćby cień wzajemności. I nagle okazuje się, że nie było sensu liczyć na cokolwiek. A zawiodła rodzina. I to w święta...

W związku z tym, że temat poświątecznych przemyśleń trwa na Fochu w najlepsze, postanowiłam że i ja dorzucę do tego worka swoje trzy grosze I może dzięki temu mój foch mi minie.

Foch dotyczy słabych prezentów, a nawet ich braku. Zacznę od tego, że mam naprawdę ciekawa rodzinkę, w której skład wchodzi rodzina moja pierwotna i nabyta przez związek. I odkąd jesteśmy w takim składzie, liczba osób do obdarowania jest naprawdę spora, a przedświąteczna gorączka męcząca. Dlatego ja - mistrzyni planowania i niemal perfekcyjna pani domu - postanowiłam do świąt przygotować się dużo wcześniej. I tak na pół roku przed świętami obserwowałam, podpytywałam, wsłuchiwałam się w potrzeby innych i robiłam notatki. Wiedząc zresztą, że z tematem jestem sama, bo przecież "mężczyźni nie mają głowy do tych spraw", zakupy i przygotowania zaczęłam ze znacznym wyprzedzeniem, dzięki czemu w Wigilię podkładałam prezenty pod choinką z niewiarygodnym uczuciem satysfakcji. Satysfakcji, która rosła wraz z każdym kolejnym zachwytem i uśmiechem na ustach obdarowanej rodzinki.

Możecie wiec wyobrazić sobie moje wkur***nie, kiedy okazało się, że dla mnie prezentów nie ma albo są takie, że lepiej by ich nie było. Serio. I uwierzcie mi, że to nie są moje wygórowane oczekiwania. Butelka wina z popularnego dyskontu (9,99zl) od siostry z komentarzem "przecież tak lubisz czerwone". I gofrownica od osoby, która opowiadała miesiąc wcześniej przy stole, że na urodziny właśnie taką dostała i zupełnie nie wie co z nią zrobić... No to chyba znalazła sposób. Innym tematem jest, że zgodnie z tradycją w rodzinach obdarowuje się każdego ale mnie chyba ta tradycja ominęła, bo to koniec moich tegorocznych prezentów.

Rozczarowanie było ogromne. Bo bardzo się starałam i poczułam się olana. Foch trzyma do dzisiaj i mocno wpłynął na moje noworoczne postanowienie. Nie rzucam w tym roku palenia i nie będę się odchudzać, żeby być jeszcze atrakcyjniejszą dla mojego lubego. Nie zamierzam w tym roku odkładać na prezenty od maja, a już zwłaszcza kosztem własnych przyjemności. Wręcz przeciwnie: moje postanowienie noworoczne, to zadbać o siebie, bo jak sama tego nie zrobię, to nikt nie zrobi. Koniec z odmawianiem sobie drobnostek, ciągłego przesuwania wizyt u fryzjera mimo autostrady na głowie, koniec z dogadzaniem i spełnieniem marzeń innych. Wiem doskonale, że sama do tego doprowadziłam, że własna matka nie robi mi prezentów i tylko przebiera nóżkami przy Wigilii czekając, kiedy będzie mogła otworzyć swoje. I to, że doprowadziłam do tego sama jeszcze bardziej mnie wkurza, w związku z tym postanowienie: w przyszłym roku olewam i mam nadzieje ze foch mnie dzięki temu ominie. I że wytrwam!

Pozdrawiam wszystkie sfochowane!

Furiatka

Więcej o: