Seksualne niewolnice: przeciwko "masturbacji kobietą"

Wszyscy faceci myślą tylko o jednym - jak zaliczyć kolejną kobietę. I ewentualnie jeszcze o tym, jak potem szybko zwiać. Nasza Czytelniczka ostro przeciwko "masturbacji za pomocą kobiety".

Z im większą liczbą facetów mam kontakt, im więcej facetów poznaję, im więcej słucham o facetach, których poznały moje znajome i koleżanki, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zależy im tylko na jednym - na seksie. Niezależnie od wzrostu, karnacji, zawodu, wieku, inteligencji, zawsze każdy facet dąży do tego, aby mieć kobietę na każde skinienie swojego penisa, prywatną dziwkę, która przyjdzie pod przykrywką zaproszenia na film, aby po seansie szybko ściągnąć spodnie i się w niej spuścić, a następnie powiedzieć, że musi już wychodzić, bo spóźni się na autobus. Lub jest tak zmęczony, że koniecznie musi iść spać. Żadnego dziękuję, żadnego: było miło, fajnie i przyjemnie, po prostu zrobiłaś swoje i już sobie idź, najlepiej jak najszybciej.

Potępiam chwalenie takiego zachowania przez kolegów, którzy prześcigają się w ilości „zaliczonych” dziewczyn.

Oczywiście facet nie powinien się tak zachowywać i osobiście jestem ogromną przeciwniczką masturbacji przy pomocy kobiety, a zwłaszcza gloryfikowania takiego faceta, który uważa się za supersamca, bo poruchał. Jego ego jest tak wysokie, że spadając z niego mógłby sobie skręcić kark. Oczywiście wiem, że przy niefortunnym upadku można skręcić sobie kark upadając nawet z wysokości parteru, ale podejrzewam, że ego faceta po szybkim numerku jest bliższe Mount Everest, niż kilku metrom. Potępiam również chwalenie takiego zachowania przez kolegów, którzy prześcigają się w ilości „zaliczonych” dziewczyn i na tej podstawie wybierają samca alfa w stadzie.

Jednak, żeby nie być tak jednostronną, uważam, że jeżeli kobieta chce od faceta czegoś więcej, poza bzykaniem, nie powinna dawać sobą manipulować, mimo że uważa, że takim zachowaniem może coś osiągnąć, a jeżeli już na to pozwala, niech robi to umiejętnie. Oczywiście w miarę możliwości i rozsądku, bo faceci później utwierdzają się w przekonaniu, że seks im się po prostu należy, tak jak psu buda, nie muszą kompletnie nic zrobić, aby doszło do kontaktu, no może ich jedyny wysiłek, to ściągnąć film, włączyć „play” i ewentualnie zapewnić wcześniej jakiś alkohol, aby dostęp do tyłka płci pięknej był prawie zagwarantowany.

Najgorszą sytuację mają kobiety, które naiwnie wierzą, że seksem zatrzymają faceta, rozkochają, zdobędą, a tymczasem same się zakochują.

Każdy lubi być łowcą i zdobywać zwierzynę, bo w końcu czy większą satysfakcję będzie miał myśliwy, który upoluje zająca po kilkugodzinnej gonitwie za nim przez pół lasu, czy taki, który zastanie futrzaka we wnykach, w ogóle nie wkładając wysiłku w jego zdobycie? Osobiście jestem zwolenniczką gonienia króliczka i uważam, że czasem sama gonitwa daje więcej satysfakcji, niż osiąga się po złapaniu futrzaka.

A już w ogóle najgorszą sytuację mają kobiety, które naiwnie wierzą, że seksem zatrzymają faceta, rozkochają, zdobędą, a tymczasem same się zakochują, nawet nie wiedząc kiedy. Facet odchodzi do nowej seksualnej niewolnicy, bo dla niego było to tylko moczenie penisa bez żadnych uczuć. A ona zostaje ze złamanym sercem, problemem i totalnym brakiem zaufania do reszty facetów, a taka była pewna, że zatrzyma go seksem przy sobie. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio coraz częściej zauważam odwrotną tendencję, co mnie bardzo cieszy i nie będę tego ukrywać. Otóż kobiety zaczynają powoli, bo powoli, ale jednak, traktować seks jako przyjemność, a nie małżeński obowiązek, czerpią z niego radość i potrafią uważać go jako zabawę. Natomiast mężczyźni powoli zaczynają przejmować ciężar zauroczenia się po jednym przypadkowym numerku, który nastąpił po wyjściu z klubu z nowo poznaną dziewczyną.

Aga

Więcej o: