W obronie nieistniejących mężczyzn, co nie chcą tylko seksu

Nasz Czytelnik po lekturze listu o seksualnych niewolnicach poczuł, że nie istnieje... Z tajemniczego miejsca, gdzie takich jak on - nieistniejących - jest więcej nadsyła odpowiedź.

Nie istnieję. Da się to łatwo sprawdzić: otóż wg autorki każdy facet dąży tylko do jednego - do seksu, z byle kim, byle jak i byle gdzie. Skoro jestem facetem i nie działam w ten sposób to muszę nie istnieć... Pociecha taka, że w tym swoim nie istnieniu nie jestem sam! Wszyscy moi przyjaciele i większość znajomych płci męskiej nie istnieje również!

Czyż argumentacja autorki nie jest żelazna? Takich mężczyzn przecież autorka spotyka. Ba, nie tylko ona, ale również jej koleżanki, które skwapliwie odnotowują każdy przypadek 'faceta', który 'myśli tylko o jednym'. Skoro innych facetów nie znają, to prostym wydaje się wniosek, że innych po prostu nie ma.

W moim towarzystwie szanuje się kobiety, choć czasami nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę, że nie wszystkie kobiety szanują same siebie.

Facetów, którym zależy jak poetycko ujęła autorka tylko na "zamoczeniu", "spuszczeniu się" i "poruchaniu" jest podejrzewam sporo. W przeciwieństwie do autorki nie jestem autorytetem w tej dziedzinie, więc o dokładne dane proszę mnie nie pytać. Jednak czy wszyscy są tacy? Śmiem wątpić. Jako się rzekło, nie uważam się za takiego osobnika. Z dużym przekonaniem stwierdzam, iż moim towarzystwie takich osobników brak. W moim towarzystwie "kto, z kim, ile razy, i jak" nie jest omawiane, zgodnie sądzimy bowiem, że takie rozmowy są w bardzo złym guście, względnie są uważane za zwyczajny objaw gówniarstwa i zwykłej niedojrzałości takiego osobnika. W moim towarzystwie szanuje się kobiety, choć czasami nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę, że nie wszystkie kobiety szanują same siebie.

Nie bez przyczyny wspomniałem o towarzystwie. Towarzystwo wybieramy sobie sami. Jeśli autorka obraca się w takim, w którym myślących facetów brak, to czemuż wini za to facetów? Czyż nie bardziej sensownym jest zmienić towarzystwo, które autorce nie odpowiada, niż lamentować z powodu tego, że jest takie a nie inne? Jest to bardziej sensowne, lecz nie tak łatwe, niż automatycznie ustawić siebie samą i wszystkie kobiety w roli ofiar mężczyzn napędzanych tylko i wyłącznie chucią.

Nie wydaje mi się uczciwym, wrzucać wszystkich do jednego "wora" tylko dlatego, iż ktoś się sparzył.

Proszę nie odebrać mej skromnej repliki do listu autorki jako ataku na jej osobę. Nie chcę jej atakować. Współczuję jej. Z listu aż wylewa się ukierunkowany żal i poczucie krzywdy. Domniemywam, iż została głęboko zraniona przez faceta, który wykorzystał jej uczucia do zaciągnięcia autorki do łoża. Jednak nie wydaje mi się uczciwym, wrzucać wszystkich do jednego "wora" tylko dlatego, iż ktoś się sparzył. Każdy, się kiedyś na kimś sparzył, i gdyby przeprowadzić zbiorowy rachunek sumienia, wynikło by z niego iż sami też nie możemy "cisnąć kamieniem".

Mam tylko jedną małą sugestię: trochę więcej myślenia, obiektywizmu i samokrytycyzmu. Nikt nas nie skrzywdzi o ile mu/jej na to nie pozwolimy. Nie można winić świata za konsekwencje swoich złych wyborów.

Nieistniejący facet

Więcej o: