Nie odpowiadasz na maile? Ktoś może zarzucić ci brak kultury

Internet z pewnością ułatwił nam komunikowanie się ze sobą. To duży plus. Minusem jest to, że wyprowadził też z naszego życia dobre maniery. Chyba on. List Iwony nie jest jednoznaczny. Bo może jest tak, że lekceważenie jest cechą charakteru niezależną od tego, w jaki sposób i z kim się kontaktujesz?

Pamiętacie list czy może to był raczej post na FB Michała Rusinka, osobistego sekretarza Wisławy Szymborskiej, o tym, że jeśli na początku listu jest słowo - WITAM - to on nie odpowiada? Nieustannie natykam się na takich Michałów. I to nawet jeśli nie zaczynam pogawędki czy e-maila od kontrowersyjnego WITAM.

Brak odpowiedzi też jest bowiem odpowiedzią. Moim zdaniem brzmi ona: „mam cię w d*pie”.

Może jestem przewrażliwiona. Może wśród was znajdę jednak kogoś, kto podziela moją irytację. Brak odpowiedzi na zadane pytania, na wysłane propozycje związane z pracą lub po prostu urwanie rozmowy, zwyczajnie mnie denerwuje. Wydaje mi się, że jest to jeden ze sposobów, aby okazać komuś brak szacunku. Brak odpowiedzi też jest bowiem odpowiedzią. Moim zdaniem brzmi ona: „mam cię w d*pie”.

Oczywiście, bardzo wiele zależy od kontekstu i sytuacji. Bo kiedy na przykład nie odpowiada mi firma, do której aplikuję, nie wiążę ze sobą tych dwóch faktów. Nie odbieram tego osobiście. Takich maili jak mój będzie pewnie z kilka tysięcy. Mam wątpliwości, czy ludzie w kadrach będą w stanie przeczytać wszystkie. To jest jasne i nie będę się nad tym rozwodzić. Tym bardziej że wiele firm kulturalnie z góry ostrzega, że kontaktować się będzie jedynie z wybranymi osobami. Można z klasą? Można.

Wychowałam się w normalnym, zupełnie przeciętnym domu, w którym do kulturalnego zachowania jakąś tam wagę się przykładało.

Kiedy jednak na maila nie odpowiada prywatna osoba, zaczynam się zastanawiać, dlaczego to robi. Czy brak odpowiedzi z jej strony jest zawoalowaną odpowiedzią, że ma mnie w głębokim poważaniu? Zanim spadną na mnie gromy, że igły z widły, bo na świecie wojna i łzy, powiem dlaczego tak bardzo mnie takie zachowanie irytuje. Wychowałam się w normalnym, zupełnie przeciętnym domu, w którym do kulturalnego zachowania jakąś tam wagę się przykładało. „Przepraszam”, „proszę”, „dziękuję” i oczywiście, jeśli ktoś powiedział „dzień dobry”, należało odpowiedzieć lub przynajmniej się odkłonić. Dobiegam raptem do 40., nie do 80., a jednak coraz częściej czuję się niczym relikt minionej epoki. Czym innym, jeśli nie odwróceniem się na pięcie w trakcie rozmowy czy wymownym ziewnięciem, jest brak odpowiedzi na zadane pytanie? I nie mam tutaj na myśli pytań w stylu: czy to prawda, że twój mąż cię zdradza?; jak często uprawiasz seks? czy po urodzeniu trzeciego dziecka w sposób naturalny nie masz kłopotu z trzymaniem moczu? Nie mówię o wścibskim i bezczelnym wtykaniu nosa w nie swoje zupełnie sprawy. Mam na myśli zwykłe pytania, które wynikają podczas chociażby współpracy. Dajmy na to: chciałabym dopytać o pewien szczegół, czy dobrze będzie jak I milczenie. Irytujące, ale dajmy na to, że akurat twój współpracownik czy przełożony jest ekstremalnie zajęty (bo np. pracuje w NATO) i nie ma czasu, aby ci odpowiedzieć. Zresztą samodzielność jest w cenie. Robię coś tam po swojemu, wiedząc, że czas na dopytywanie o szczegóły jest wtedy, gdy dostajemy zadanie do wykonania, nie później. Takie przypadki nie irytują mnie aż tak bardzo, choć przyznaję chowam je sobie w tyle głowy i gdy za jakiś czas to szef czy współpracownik zada mi pytanie, dam sobie dłuższy niż zazwyczaj czas na przygotowanie odpowiedzi. A, co mi tam, taka mała, maleńka „zemściulka”. To jednak zdarza się incydentalnie a jeszcze rzadziej pozwalam sobie na dziecinne zemsty. To z czym borykam się znacznie częściej, to brak odpowiedzi znajomych, dalszych i bliższych.

Zastanawia mnie niechęć do tego, żeby odpisać choćby zdawkowo „odpiszę potem”, „odezwę się”.

Facebook ma tę możliwość, że z łatwością widzisz, czy ktoś twoją wiadomość przeczytał, czy nie. Niektóre programy służące do wysyłania poczty, też nie czynią tajemnicy z informacji, czy ktoś twojego maila odczytał czy nie. To jest jasne dla obydwu stron konwersacji. Dlatego zastanawia mnie niechęć do tego, żeby odpisać choćby zdawkowo „odpiszę potem”, „odezwę się” - cokolwiek, co nie byłoby pogardliwym (chyba?) milczeniem. Skrajną irytację wywołują we mnie zaś te osoby, które odpowiedzieć na moje pytanie nie raczą, ale gdy w grę wchodzi interes...  O wtedy, to nie mają najmniejszych nawet oporów, aby poprosić o przysługę. Częstokroć za przysłowiowe - dogadamy się. Czytaj: zmarnujesz swój czas, a ja o tobie i tak zapomnę. Może przytoczę przykład, żeby było jaśniej. Koleżanka pisze do mnie, żebym coś jej poradziła, bo ma pewien problem ze zdrowiem. Jestem jej jednym słowem potrzebna. Odpowiadam, krótko, bo akurat jestem w drodze do pracy. Wieczorem siadam i dopisuję resztę. I co? Nic. Żadnego dziękuję. Dopytuję w kolejnym mailu, czy wszystko w porządku. Milczenie. Wiem, że żyje i ma się dobrze, bo mamy wspólnych znajomych. Po prostu zapomniała o sprawie.

Znam osoby o imponującej kindersztubie, które jeśli nie są w stanie odpowiedzieć, przepraszają za to.

Nim ktoś skomentuje, że jestem czytelniczką Bravo, mam 12 lat i pewnie zaawansowany trądzik, odpowiem, że tego typu sytuacje są na tyle częste, że być może je ignorujecie. Albo nie widzicie w tym problemu, bo sami tak się zachowujecie. A może jest zupełnie inaczej. Nie chcę nikogo obrazić. Nie twierdzę, że tak mają wszyscy, zawsze i wszędzie. Znam osoby o imponującej kindersztubie, które jeśli nie są w stanie na list czy wiadomość odpowiedzieć lub na przykład oddzwonić, gdy kontaktują się ponownie, przepraszają za to. Ale to białe kruki.

Zastanawiam się dokąd to może doprowadzić. Mnie samą korci niekiedy, żeby zachowywać się podobnie. Ignorując zasady dobrego wychowania i na pytania, maile, nawet zwykłe „dzień dobry” odpowiadać selektywnie. Mając na uwadze wyłącznie to, czy mam akurat taki kaprys, czy nie. „Proszę” i „dziękuję” zamienię na: weź to zrób, podaj, nie świruj, nie bądź taka drętwa, wyluzuj. Czy to zrobię? Pewnie nie. Zastanawiam się tylko, czy jestem ostatnią na świecie naiwniarą, która uważa, że ignorowanie pytań czy maili w sytuacji kiedy naprawdę można odpowiedzieć, świadczy o braku kultury?

Iwona

Więcej o: