Pojechały chamy na europejskie stoki...

Nasza Czytelniczka szusuje po zagranicznych stokach i wstyd ją zżera, ilekroć napotka rodaka. Czy pocztówka z widokiem na chamstwo Polaków, którą nam przesyła, jest przypadkiem czy odzwierciedla ogólną tendencję?

Cześć redakcjo! Czołem czytelnicy!

Wiem, że Focha zazwyczaj czytają kulturalne babki i fajni faceci, nie chcę więc wyjść na marudę, która uderza w dzwon, gdy nie ma na sali tych, których warto gromić, ale z drugiej strony może mnie uspokoicie. A wkurzona jestem niezmiernie. Na nas, Polaków! Do jasnej cholery, jestem patriotką, kocham swój kraj, ale poza nim spotykam przede wszystkim bandę niekulturalnych Polaczków.

Krystyna idź sprawdź, czy nie da się tak, że jeden karnet i ty go podajesz pod płotem mnie.

Jestem właśnie w Stubai, na nartach z moim narzeczonym. Trochę odkładaliśmy na ten wyjazd, ale widzę, że nasi krajanie są tu jak paniska! Może nie są większością na stokach, ale zachowują się tak, że nie sposób ich przeoczyć. Już na parkingu. "Kurwa jak drogo, Krystyna idź sprawdź, czy nie da się tak, że jeden karnet i ty go podajesz pod płotem mnie". Potem kolejka. Staną dwie święte krowy, tamują ruch, bo Zbig jeszcze jara, już biegnie. Zamiast wspólnie stanąć, albo usiąść na ławkach, ci blokują kolejkę, no ekstra, jakby to co najmniej było 40 minut stania na Kasprowy. Nie kochani, tu, w Austrii idzie to znacznie sprawniej.

Potem stok. To jest poezja. Zatrzymywanie się na środku (?!), porykiwanie, absolutny brak szacunku dla innych "uczestników ruchu", znów to cholerne blokowanie na przewężeniach. Zero "przepraszam", zero "nie chciałem". Kiedy jakiś Austriak, Szwajcar albo Niemiec niechcący zajedzie ci drogę, przeprasza dwadzieścia razy, ilekroć migniesz mu w resorcie. Jak zrobi to nasz krajan buc, to słyszysz tylko "Ło kurwa, ale pizgnąłem", albo "patrz jak ta bźdźągwa się napatoczyła, kurwa, znikąd".

Czasem żałuję, że na narty nie trzeba mieć pozwolenia.

Ja wiem, że są na zagranicznych stokach dziesiątki kulturalnych polaków. Smutno mi, że spotykam takich chamów. Tak jakby narciarza nie obowiązywał savoir-vivre, jakby kask eliminował "sorry", albo jakikolwiek gest. To przykre, tak jak jazda na nartach po znacznym spożyciu, bo przecież jest różnica w wypiciu jednego grzańca, a sporej ilości gorzały zza pazucha, niestosowne żarty wobec kelnerek i instruktorek.

Trochę mi wstyd, a trochę przykro, że ludzie skądinąd bogaci, z dobrym sprzętem, dobrze ubrani, potrafią tak koszmarnie zepsuć dobry wizerunek swoim zachowaniem. No, to sobie ulżyłam. Mam nadzieję też, że to głównie mój pech, że takich spotykam. W kraju też czasem jeżdżę i takie chamstwo należy już do niechlubnej, ale jednak, mniejszości. Czasem żałuję, że na narty nie trzeba mieć pozwolenia, a zachowanie na stoku i kultura osobista nie są elementami sprawdzianu na narciarza.

Narciarka z fochem

Więcej o: