Czy jestem złą osobą, bo czasem nie umiem się przyjaźnić?

Cóż to by było za życie bez przyjaciół? Smutek i żal. A z przyjaciółmi zawsze weselej, zawsze coś się dzieje. A gdy dzieje się źle? Nasza Czytelniczka nie potrafi sobie poradzić z kryzysem przyjaciółki.

Przyjaciół poznaje się w biedzie. Przyjaciel zawsze będzie przy tobie, na dobre i na złe. Nie możesz zostawić przyjaciela, który boryka się z życiowymi problemami, nawet jeśli ty masz własne - musisz mu pomóc! Takie hasła dzwonią mi w uszach, sama nie wiem, skąd się niektóre biorą, pewnie z kolorowej prasy albo psychologicznych artykułów, które czasem czytam. A może z życia, bo przecież naprawdę tak uważam: że przyjaciele powinni być przy nas, a my przy nich bez względu na wszystko.

Nie umiem wspierać, nie umiem nie być zniecierpliwiona, nie wiem już w zasadzie, czy umiem być przyjaciółką dla mojej przyjaciółki...

Przeczytałam tekst redaktor Moniki o przyjaźni i pomyślałam sobie, że może nie jestem taką złą osobą, za jaką się ostatnio uważam, skoro ona wspomina tam o tej odporności, którą trzeba mieć, by przechodzić z bliską osobą przez jej tragedie życiowe. Ja czuję się strasznie od wielu miesięcy, bo czuję, że nie spełniam pokładanych we mnie oczekiwań. Nie umiem wspierać, nie umiem nie być zniecierpliwiona, nie wiem już w zasadzie, czy umiem być przyjaciółką dla mojej przyjaciółki...

Wszystko zaczęło się niecały rok temu, gdy moją K. porzucił facet, po kilkuletnim związku. Porzucił z przytupem, bo dziś już jest szczęśliwym mężem innej pani, a pani ma brzuszek. Znaczy, że działo się trochę zanim pozamykał sprawy z K., co jest wyjątkowo małe i brzydkie, bydlę nie facet, straszny palant i różne inne słowa też już zostały na jego określenie użyte, przy rytualnym opijaniu bólu.

K. rzuciła się w wir imprez celem zapomnienia. Jej kolejne poczynania budziły wątpliwość w naszej paczce, ale kto bez winy, bla bla - wiadomo, nie było komu rzucać kamieniami, bo przecież każdy jakoś przechodzi okres żałoby po związku, nie ona pierwsza w ten sposób. Problem zrobił się wówczas, gdy okazało się, że wpadła w fatalny ciąg krótkotrwałych relacji, z których ona chciała każdorazowo budować romantyczną, trwałą miłość.

Jedni piją, inni zamykają się w domu i z nikim nie gadają. Jeszcze inni zachłystują nagle odzyskaną wolnością.

Nie mam siły. Nie mogę wysłuchiwać po raz kolejny historii w tym samym trybie: w sobotę rano euforia po nocy spędzonej z super facetem poznanym poprzedniego dnia w klubie. „Tym razem to zupełnie co innego, poznasz Krzyśka, Tomka, Maćka, Alka (imiona zmieniają się w szybkim tempie) i będziesz nim zachwycona”, w okolicach środy robi się dramat, bo Krzyśki vel Maćki przestają dzwonić, po tym jak K. wpadła z niezapowiedzianą wizytą lub wysłała o 30 smsów za dużo. Ale to nic, zaraz znów przyjdzie piątek i...

Wiem. To taki etap. Jedni piją, inni zamykają się w domu i z nikim nie gadają. Jeszcze inni zachłystują nagle odzyskaną wolnością. A że wciąż mają w sobie ogromne pokłady miłości, które odbiły się od porzucającego faceta i zostały w powietrzu, chcą się zakochać, szybko, poznać kogoś już, natychmiast - i dążą do tego tak rozpaczliwie, że nie ma szansy wydarzyć się nic pozytywnego.

Próbowałam rozmowy. Nic to nie daje. K. wie lepiej, wie co dla niej dobre, żąda, by jej nie oceniać. Ale gdy nie odbieram telefonu dwa-trzy dni z rzędu ma pretensje, że jej unikam. Słuszne, bo unikam. Źle mi z tym. Ale nie mogę, po prostu nie potrafię być przy niej, choć wiem, że to świetna, inteligentna dziewczyna, która akurat przechodzi przez trudny etap w trudny dla otoczenia sposób. Jestem złą osobą?

Pinezka

Więcej o: