"Jesteś gruba" - najgorsze, co dziewczynka może usłyszeć?

Nasza Czytelniczka Aniakuleczka napisała bardzo mądrze o tym, o czym często zapominamy. O tym, że nie każdy może być Aniąszpileczką. Niektórzy może nie chcą, inni może nie mogą. Ale nie można ludzi definiować ich obwodem w pasie. Niby wiemy, ale czy na pewno?

Już dawno chciałam wam o tym napisać. O sobie właściwie. Ale zainspirował mnie do realizacji tego dopiero cytat z J.K. Rowling. Autorka "Harry'ego Pottera" opowiada o tym, jak określenie - „jesteś gruba” staje się najgorszym możliwym wyzwiskiem, jakie dziewczynka może usłyszeć. Polecam cały tekst do przeczytania tutaj.

Rowling

Jak zostałam Aniąkuleczką? Dawno, dawno temu. Pozwólcie, że opowiem wam moją historię. Od urodzenia byłam „dzieckiem grubej kości”. Niezbyt otyłym, ale zawsze większym niż inne. Gdy miałam 13 lat zaczęłam dojrzewać i zaokrąglać się jeszcze bardziej. To, co dziś byłoby dla mnie wymarzoną figurą, dla nastolatki było przekleństwem, otyłością i dramatem. Kompleksy, o których ostatnio pisała Monika zjadały mnie od środka. Ale bycie zjadaną przez kompleksy nie współgrało z moją naturą. W ósmej klasie (#gimbynieznają) przyszła mi ochota, żeby startować na przewodniczącą samorządu szkolnego. Ale najbardziej na świecie bałam się, że ktoś mnie wtedy zauważy i powie - ALE ONA JEST GRUBA! I wtedy będę zupełnie przegrana.

Postanowiłam, że jedynym sposobem, żeby temu zapobiec jest powiedzenie światu, że ja już o tym wiem. Wtedy każdy, kto tak mnie nazwie będzie zwykłym głupkiem, który mówi, że białe jest białe. Nic ciekawego. Więc wymyśliłam sobie Aniękuleczkę. Powiedziałam światu, że wiem, że jestem gruba, że to nic ciekawego i nie musi mi świat o tym przypominać, dziękuję. Podziałało. Na mnie samą też. Nie pogodziłam się wówczas z moją wagą. Okres dorastania, odchudzania i błędnego zajadania smutków, jojo i innych takich kosztował mnie 20kg in plus. Ale ja nie o tym. Za wszelkie porady dietetyczne w komentarzach też dziękuję. To było bardzo dawno temu.

Rowling cytowana powyżej pokazuje, że świat nie stoi na głowie, ani tym bardziej na obwodzie talii. „Skomplementowana” przez dawno niewidzianą znajomą: „Nie widziałyśmy się tyle czasu! Jak wspaniale schudłaś” odpowiada: „Stworzyłam swoje trzecie dziecko i szóstą powieść od kiedy się ostatnio widziałyśmy. Czy to nie jest znacznie ważniejsze i ciekawsze niż mój rozmiar?”

Więc ja to temperament, światopogląd, wiedza, doświadczenie, osobowość, cokolwiek, co tam w sobie mam. Przyjemności, trudności, zamiłowania. Ja to nie tylko rozmiar. Choć on ma znaczenie. Dla dużych ludzi rozmiar XXL to coś, przez co sami siebie widzą i definiują. To codzienność. Nie zawsze słabość. Nie zawsze lenistwo. Czasem to efekt rezygnacji. Czasem choroby. Czasem mur nie do przeskoczenia. A czasem po prostu rozmiar jest i dajcie mi spokój. Nie przeszkadza, jestem szczęśliwa - moja sprawa.

Może kiedyś zostanę Aniąszpileczką, a może nie, a może po prostu przestanę kiedyś używać nicków ze zdrobnieniami, bo to głupie. Póki co proszę Was tylko o odrobinę wyczucia względem dużych ludzi i bardzo dużo wyczucia względem dzieci.

Aniakuleczka

Więcej o: