Warszawa to nie miasto dla kobiet w ciąży, ludzi starszych, czy inwalidów

Nasza Czytelniczka, zawiedziona nieprzyjaznym przyjęciem, jakie zgotowała jej Warszawa, postanowiła napisać o swoich przeżyciach do Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m.st. Warszawy. W oczekiwaniu na odpowiedź, dzieli się z nami swoim listem. "Myślę, że warto zainteresować się tematem barier architektonicznych, bo w XXI wieku to wstyd dla stolicy Polski" - pisze. I nie sposób się z nią nie zgodzić.

Jestem mieszkanką Śląska i piszę tego maila po wczorajszym powrocie z kilkudniowego pobytu w Warszawie. Jestem bardzo rozczarowana tym, jak "Warszawa" wita podróżnych, a tych jest niemało w stolicy. Pokrótce opiszę problem.

Jestem bardzo rozczarowana podejściem "Warszawy" do podróżnych, a tych jest niemało w stolicy.

Przyjechałam pociągiem do Warszawy na kilkudniowe szkolenia. Szkolenia odbywały się zaledwie kilometr od głównego dworca PKP, w Alejach Jerozolimskich. W trakcie okazało się, że otrzymamy do domu bardzo dużo materiałów szkoleniowych, które łącznie ważyły prawie 10 kilogramów. Dodam, że jestem w ciąży i nie mogę dźwigać tak ciężkich rzeczy. Z tego powodu zdecydowałam się kupić walizkę na kółkach, aby móc wygodnie dotrzeć do dworca. Dystans wspomnianego kilometra zdecydowałam się przebyć autobusem. Wysiadłam na przystanku na przeciw dworca i tu pojawiła się niespodzianka. Aby przejść na drugą stronę ulicy i dostać się na peron, trzeba skorzystać z przejścia podziemnego. Przede mną ukazały się wysokie schody. Czy po to kupowałam walizkę na kółkach żeby teraz brać ją na plecy i dźwigać po schodach? Zwłaszcza, że miałam na sobie już plecak! Razem z koleżanką (która miała jeszcze cięższy bagaż) rozglądałyśmy się na wszystkie strony i nie znalazłyśmy żadnego innego przejścia, oprócz tego podziemnego. Zdecydowałyśmy się więc podejść do schodów przy których widniała tabliczka z oznaczeniem "dla inwalidów". Nacisnęłyśmy dzwonek 3-krotnie i nikt się nie zjawił ani nie zareagował. Koleżanka zobaczyła tylko jak na dole, w podziemiu, przeszedł ochroniarz, który zignorował nasze dzwonienie i poszedł dalej. Byłam bardzo zdenerwowana, bo o ruchomych schodach również nie miałam co marzyć. Nawet jeśli są w podziemiu, to zepsute, oznaczone taśmami.

Stałyśmy już dłuższą chwilę przy wejściu do podziemia, gdy pojawił się pan, który przyszedł zamieść schody. Zapytałyśmy go czy możemy liczyć na to, że zjawi się jakikolwiek pracownik, który nam pomoże, ale pan odpowiedział że raczej nie ma na to szans. Powiedziałam, że razem z koleżanką mamy ciężkie bagaże, których nie możemy dźwigać. Ten miły i uczynny człowiek sam zaoferował, że zniesie nam bagaże na dół. Mimo, że nie należy to do jego obowiązków. Dzięki niemu mogłyśmy udać się w kierunku peronów, gdzie oczywiście znów zastałyśmy schody, ale na szczęście były to tylko cztery stopnie i koleżanka pomogła mi wnieść walizkę.

Udało mi się przebyć całą drogę z bagażem tylko dzięki ludziom dobrej woli.

Na dworcu, przy peronach było już łatwiej. Ku mojej uciesze znalazłyśmy podjazd, dzięki któremu nie musiałyśmy dźwigać walizek po kolejnych schodach. Na peron zjechałam ruchomymi schodami, ale poprosiłam jednego z podróżnych o pomoc w trzymaniu bagażu, bo obawiałam się, że mogę się przewrócić. Moim zdaniem, schody poruszają się zbyt szybko. Kolejny podróżny pomógł mi wnieść bagaż do pociągu. Mogę więc powiedzieć, że udało mi się przebyć całą drogę z bagażem tylko dzięki ludziom "dobrej woli". Nie sądziłam, że przebycie kilkudziesięciu metrów do dworca może nastręczyć mi tyle trudności i stresu.

W końcu dotarłam do Katowic. Miły pasażer pomógł mi wynieść bagaż z pociągu, a później byłam w stanie poradzić sobie już sama. Zjechałam ruchomymi schodami, moim zdaniem jadącymi bardziej bezpiecznym tempem, a później podjazdem. Nie zastałam przy wychodzeniu z dworca żadnych kolejnych barier architektonicznych typu wysokie chodniki czy schody bez podjazdu.

Warszawa nie jest przyjazna wobec podróżnych z kraju czy ze świata, bo bariery architektoniczne "witają" ich już na dworcu.

Reasumując: uważam, że Warszawa nie jest przyjazna wobec podróżnych z kraju czy ze świata, bo bariery architektoniczne "witają" ich już na dworcu. Aby wydostać się z dworca z bagażem należy być człowiekiem silnym i sprawnym, który będzie w stanie pokonać mnóstwo schodów co chwilę biorąc bagaż "pod pachę" lub na plecy. Już boję się wspomnieć o tym, że podróżny, który chciałby dotrzeć na piechotkę do jakiegokolwiek pobliskiego hotelu zastanie kolejne przejścia podziemne i wysokie schody.

Jeszcze większym przerażeniem napawa mnie myśl, w jaki sposób poradziłabym sobie, gdybym musiała przyjechać do Warszawy pociągiem z małym dzieckiem w wózku. Wypadałoby wtedy wziąć na plecy wózek, dziecko i bagaż, i modlić się, żeby się nie zabić najpierw na szybkich ruchomych schodach, a później nie dostać przepukliny na kolejnych schodach w podziemiach.

Są jeszcze rzesze ludzi, którzy nie mogą dźwigać i chodzić po schodach z powodu starszego wieku, choroby lub niepełnosprawności.  Kobietom w ciąży, matkom z dziećmi w wózkach, ludziom starszym, inwalidom, ludziom chorym i tym, którzy nie mają kondycji atlety, zalecam pozostanie w domu i nie przyjeżdżanie do Warszawy, bo to nie jest miasto dla nich.

Uprzejmie proszę o to, by zainteresowano się tym problemem, bo nie piszę o barierach architektonicznych w Wąchocku czy Pcimiu Dolnym, ale o barierach w stolicy Polski, którą odwiedzają zarówno Polacy jak i cudzoziemcy z całego świata.

Zawiedziona stolicą

Więcej o: