16 powodów, dla których fajnie być mamą nastolatka [LIST]

Nasza Czytelniczka postanowiła podzielić się spostrzeżeniami na temat uroków bycia mamą nastolatka. To wiele wyzwań i wiele wzruszeń, choć czasami człowiek żałuje, że nie pokroił i nie zjadł dzieciątka, gdy jeszcze było zbyt małe, żeby stawiać opór.

Zainspirowana tekstem Biurwy nie wytrzymałam i popełniłam "16 powodów, dla których fajnie być mamą nastolatka". Nie jest to tekst polemiczny, ale raczej "jak fajnie byĆ mamą 10 lat później".

A oto moje spostrzeżenia :

1. Mam okazję powrócić do książek z dzieciństwa. Niewątpliwie, podręcznik do matematyki i zbiór zadań z fizyki już na mnie czekają. Szkoda, że z głowy wyparowało sporo wzorów. Lancetnik jako przykład strunowca... Hm, to mój ulubiony rozdział książki pt. "Biologia". Tylko jak wygląda ten lancetnik?! Śmieję się razem z dziećmi z nieśmiertelnych historii o pięknie łąk nad Niemnem, bo co bardziej ekscytujące kawałki mogę wyrecytować o drugiej w nocy, na wyrywki (wszak śnią mi się wciąż jako koszmar, choć upłynęło wiele lat od mojej matury).

2. Mogę pokazywać dzieciom świat. Mogę pokazywać, objaśniać, ale po paru wspólnie spędzonych wieczorach nad zbiorem zadań one denerwują się na myśl, że chcę objaśniać i żądają korepetytora. Chyba dlatego, że mniej nerwowo podchodzi do ich niewiedzy. Czasem na Mazurach razem ze znajomymi i ich dziećmi rozstawialiśmy leżaki, ale dzieci nie chciały z nami siedzieć. Hm, może nie lubią jak im pokazujemy gwiazdozbiory? A może wolą je oglądać w parach damsko-męskich?

3. Więcej czasu spędzam na świeżym powietrzu. Zwłaszcza po wywiadówce w gimnazjum. Deszcz czy śnieg, wyjść trzeba, bo w przeciwnym wypadku odreagowując mogłabym dokonać zniszczeń większych niż jakakolwiek Godzilla.

4. Mogę się bawić z nimi w "dzieci burzy". Bo często mają chmurne oblicza. Zresztą, ta zabawa trwa przez cały okres dojrzewania - wszak to burzliwy okres.

5. Mogę poznać przystojnego sąsiada albo dzielnicowego. Zwłaszcza jeśli wyjechałam i po powrocie okazało się, że moje dziecko zrobiło fajną imprezę, ale sąsiadom nie spodobały się utwory muzyczne, których "słuchała" młodzież.

6. Jestem na bieżąco z farmaceutycznymi nowościami. Okazuje się, że istnieje wiele innych leków oprócz paracetamolu, nurofenu i nospy (kiedyś poruszałam się w obrębie tych trzech medykamentów). Dowiedziałam się, że marihuana jest użyteczna w leczeniu np. jaskry, raka czy AIDS, ale na tym jej użyteczność się nie kończy.

7. Mogę rozwijać talenty dydaktyczne i aktorskie zarazem. Uczę dzieci, że sprzątanie jest ekstra zabawą. Właściwe to już się tego nauczyły, dlatego nie sprzątają, żeby mama mogła się dobrze bawić. Dzieci pójdą się nudzić z kolegami do kina albo przy komputerze. Rzeczywistość wygląda mniej-więcej tak, że każę im sprzątać, oni się buntują, padają teksty z rodzaju: „to najgorszy dzień mojego życia” (okazja do doskonałego ćwiczenia z aktorstwa: mogę udawać, że dobrze się bawię przy sprzątaniu).

8. Pogodziłam się z mamą. Tak jak moja mama uważam, że kolejny kolczyk w nosie nastolatka to przesada, a spodnie z krokiem w okolicach kostek nie wyglądają na moim dziecku najlepiej.

9. Odkryłam na nowo warszawskie parki, puby młodzieżowe i dyskoteki. Nie byłam tam dawno, a to ich "place zabaw". Wszystkie są czaderskie, kuszące i takich nie było w czasach, kiedy ja mieszkałam z matką. Szkoda, że osoby 35+ nie są tam mile widziane.

10. Mogę zadbać o zdrowe zęby dzieci. Tak, wiele razy mówiłam, ze osad z papierosów szpeci.

11. Kupuję sobie synowi gry komputerowe, żeby zobaczyć, czy to nie za trudne, ale i tak nie pamiętam jakie to gry, bo bawi się nimi mąż. Ja i tak dobrze się bawię klepiąc codziennie 15 kotletów dla wyrośniętych głodomorów.

12. Mogę narobić dziecku obciachu. Mogę czasem, prawda? Tak przy kolegach. Powstrzymuję się bardzo, ale to nieuniknione i wiem, że zahartuję synowi charakter. Może dlatego jego kolegów widuję głównie na FB, ale on chyba ma podobnie.

13. Rozwijam zdolności negocjacyjne i trenuję asertywność. Gdzie? W sklepie, przy trampkach za 300 złotych. Mam wypróbowany tekst: „kupię ci nowe, jak zużyjesz te, które masz w domu”.

14. Dziecko doceni Cię jak nikt inny. Ponoć nie jestem najgorszą matką, ale matki kolegów są fajniejsze i koledzy mają lepiej.

15. Rozwijam też talent krasomówczy. To nic, że bez serii pięciu powtórzeń "wynieś śmieci" nic się nie dzieje. Mam tylko nadzieję, że pięć razy wystarczy i mój talent nie będzie wymagał dalszego rozwoju.

16. Uwielbiam też patrzeć jak śpią. Tylko dlaczego w niedzielę chcą spać do 16.00, skoro trzeba iść do babci na obiad? I mówić im, że ich stopy śmierdzą jak stare brokuły - co zawsze je rozbawia, bo one nie mają ochoty wąchać moich ubrań przed praniem.

Chciałabym, żeby były szczęśliwe, żeby akceptowały siebie, ale bez przesadnego samozachwytu. Chciałabym nauczyć je szacunku do innych ludzi i przyrody. Chciałbym, żeby potrafiły cieszyć się z tego co mają i żeby miały marzenia. Żeby były odważne, samodzielne i posiadły umiejętność obrony własnych poglądów. Chciałabym być dobrą mamą, ale jak słyszę "mamo, nie jestem już dzieckiem" to uświadamiam sobie, że ma misja wkrótce będzie skończona.

Zielona

Więcej o: