Bądź najlepszą wersją SIEBIE i bądź z tego dumna!

"Przesyłam list, który jest dla mnie wyjątkowo ważny, gdyż wierzę, że może on zmienić kogoś życie" - napisała nasza Czytelniczka i przedstawiła swoją historię walki o... no właśnie, czy aby na pewno chodzi o odchudzanie?

Chciałabym powiedzieć o odchudzaniu słów kilka, ponieważ doszłam do wniosku że... to kompletnie nie ma sensu! A wręcz pogarsza sytuację. Temat odchudzania nie dotyczy kobiet, które lubią zdrowo zjeść, lubią też sobie poćwiczyć, w zdrowym ciele zdrowy duch! Taką ścieżkę wybrały i są na niej szczęśliwe, lecz czy powinnyśmy zazdrościć komuś czegoś, co zupełnie do nas nie pasuje? Czy powinnyśmy zazdrościć komuś "fit-umysłu” i wierzyć, że jeśli ONA MOŻE, to ja też?

U większości osób które schudły, waga wraca w takim czasie, w jakim udało im się schudnąć.

Co się dzieje, kiedy kobieta, tak jak i ja, nienawidziła wf-u i wszystkich warzyw, szczególnie na surowo, kocha czekoladę i sernik, nie wyobraża sobie wieczornego spotkania bez specjalności szefa kuchni? Co jeśli tej osoby nie fascynuje sport, a zamiast tego - gotowanie i szycie w domowym zaciszu, mimo iż nie jest to zbyt energiczne zajęcie? Już w gimnazjum zauważa, że je więcej od innych, następnie, że waży też trochę więcej od innych. Udaje, że jej to nie obchodzi. Próbuje mniej jeść, ale ciągle jest głodna, a presja na szczupłą sylwetkę tak ją przytłacza, że wkrótce zaczyna jeść emocjonalnie i to po kryjomu! Później zaczynają się diety. Najpierw bezskuteczne diety, na których to nie dało się wytrzymać dłużej niż dwa dni. W końcu miarka się przebiera i zaczyna się odchudzanie na poważnie. 5,10,15,20,25... waga w dół. Słyszeliście, że u większości osób które schudły, waga wraca w takim czasie, w jakim udało im się schudnąć?

To, co jesz stało się ważniejsze niż wszystko inne.

Każdy, kto się odchudzał wie, że jeśli raz sporo się schudło pojawia się duża tendencja do tycia. I tak po tygodniach zachwytu nad sobą coś w Tobie pęka, chcesz znowu być sobą, czuć się normalnie, jak wszyscy wyjść gdzieś i niczym się nie przejmować. Każdy grzech od razu po Tobie widać. Wtedy pierwszy raz zastanawiasz się, po co Ci było to odchudzanie. Przychodzi, jak u każdego, ciężki okres w życiu, kiedy nie mamy czasu gotować, kiedy poprawiamy sobie humor smakołykiem, bo cały świat zdaje się być nie do zniesienia. Jaki mamy bilans? Na początku byłaś przy kości, fakt że nie byłaś najseksowniejsza na świecie, ale byłaś szczęśliwa, ludzie lubili Cię taką, jaka jesteś, a Twoje życie nie kręciło się wokół jedzenia. Później to, co jesz stało się ważniejsze niż wszystko inne (inaczej efektów by nie było).

Ubywa Ciebie nie tylko w biodrach, ale i ucieka z Ciebie przyjemność życia. Codzienne ćwiczenia, gotowanie, jedzenie warzyw nie sprawiają Ci żadnej przyjemności, a zajmują większość czasu, ale zaciskasz zęby. Kiedy osiągniesz cel przez moment jest fajnie, wszyscy Cię podziwiają, czujesz się jakbyś dostała nowe życie i wierzysz, że to błogie uczucie potrwa wiecznie...

Wpadasz w błędne koło odchudzania. Na całe życie.

Nie przychodzi Ci na myśl, że większość obecnych zmian w Twoim życiu zaszło przez właśnie zdobytą, ogromną pewność siebie. Po jakimś czasie przestaje Cię to wystarczająco ekscytować, żeby trzymać rygor mimo osiągnięcia celu. Pojawiają się małe grzeszki, coraz częściej, aż w końcu wracasz do polskich obiadów i bułki kupionej na szybko, bo tak jest o wiele łatwiej. Tyjesz, nawet tego nie zauważasz. Po jakimś czasie się budzisz i co widzisz? Teraz oczy wszystkich znowu zwróciły się na Ciebie, tym razem nie w zachwycie. Nawet jeśli nic nie mówią, Ty wiesz o czym myślą. Wcale nie to, co myśleli, kiedy ważyłaś tyle samo, ale nie poprzedzała tego widowiskowa porażka. Teraz czujesz się przegrana, musisz coś z tym zrobić, tym bardziej, że jojo zdaje się nie mieć końca. Tak wpadasz w błędne koło odchudzania. Na całe życie. I po co Ci (mi) to było?

Oczywiście nie mam zamiaru namawiać kogoś, kto cały czas się opycha, żeby robił to dalej (ale jak chce to droga wolna), apeluję tylko do was wszystkich: znajdźcie swój zdrowy sposób na życie, taki który jesteście w stanie prowadzić już zawsze. Gratuluj sobie starań, a nie efektów! Niech osoby, w których ten optymalny styl życia wpisuje się idealna dieta i sport - zaakceptują, że nie dla wszystkich jest to takie łatwe, nie wywierajcie takiej presji! Chcemy tylko żyć w zgodzie ze sobą. A nałóg jedzenia.. Nie rozumiem dlaczego "grubasów” krytykuja Ci, którzy również mają nałóg, który tak samo służy radzeniu sobie z problemami, np. alkohol, fajki, zakupy...

Bądź najlepszą wersją SIEBIE i bądź z tego dumna.

Szczęściarze, waszego nałogu po prostu nie widać, ale wiedzcie, że skutki palenia są tak zgubne jak nadwaga, a wyczerpane limity na kartach kredytowych mogą jeszcze skuteczniej zniszczyć życie niż kilka zbędnych kilogramów... Bądź najlepszą wersją SIEBIE i bądź z tego dumna. Niech życia nie odbierze Ci dążenie do nieosiągalnych ideałów. Szybko zauważysz, że jesteś szczęśliwsza od szczuplejszej przyjaciółki, która wstydzi się rozebrać na plaży. Szczęście nie jest bowiem wykładnikiem tego, co mamy i jak wyglądamy, a tego jak to postrzegamy.

Tego właśnie dobrego postrzegania siebie samej życzę wam ja - kobieta, która nie będzie uprawiać sportu i wybrała na śniadanie zdrową, ale wciąż pyszną owsiankę.

Kasia

Więcej o: