Zdradzona z plastikową panną

Zasmucił nas ten list, bo - sami zobaczycie - sprawa jest niemiła. Nasza Czytelniczka opowiada historię zdrady, a może oznak nałogu ukochanego? Oceńcie sami.

Jestem wściekła! Na siebie, na moje koleżanki, na cały świat, na swojego (chyba już niedługo byłego) chłopaka. Niby nic, niby jestem dorosła, dojrzała, powinnam rozumieć, że takie czasy, że to normalne, powszechne, życiowe i tak po prostu jest w wielu parach. Nie potrafię.

Ja szukałam miłości, kogoś na stałe, do końca życia, on chyba też tego chciał.

Poznaliśmy się trzy lata temu. Oboje lekko po trzydziestce, po paru udanych (jak widać - nie do końca) związkach. Po paru nieudanych też. Ja szukałam miłości, kogoś na stałe, do końca życia i wydawało mi się, że znalazłam. On chyba też tego chciał. Spotkaliśmy się przypadkiem, w kolejce do warzywniaka (tak, wiem jak to brzmi). Pochodziliśmy za rękę, jakieś kino, impreza, wspólny piknik, wieczory pod gwiazdami. Po czterech miesiącach, głównie dlatego, że musiałam zmienić mieszkanie, postanowiliśmy zamieszkać razem. To był taki piękny czas - wicie gniazdka, mały remont, wspólne ustawianie mebli, przesuwanie kanapy tak, byśmy razem, spokojnie wygodnie i przytuleni do siebie, mogli oglądać jego tenisa i moje komedie romantyczne.

Oglądaliśmy te cholerne komedie, piliśmy wino, kochaliśmy się. Chodziliśmy do łóżka regularnie dość często w porównaniu do koleżanek. Potem coraz rzadziej, mniej, jakoś tak na szybko, mniej intensywnie. Kładłam to na karb zmęczenia i stresu w pracy. W końcu było całkiem rzadko, może raz na miesiąc.

Pomyślałam: może za mało się staram.

Zaczęłam podejrzewać, że mój chłopak ma kochankę. Wpadłam w totalną schizę, że przestałam mu się podobać, że przytyłam albo znudziłam mu się. Pytałam, sprawdzałam, szpiegowałam, przeszłam na dietę. Nie odkryłam nic, ale przynajmniej schudłam. Miałam pewność, że to nie żadna trzecia osoba. Pomyślałam więc: może za mało się staram, może jestem jakaś zdenerwowana z powodu stresów, zmęczona po pracy - to przecież mało atrakcyjne. Przeczytałam tysiąc porad dotyczących seksu po trzydziestce, cudownych trików na temat "robienia dobrze” i zaspokajania faceta jak gejsza. Wszystko na nic. Żadnych czułości, poza takim którym można obdarzyć własną matkę. Koleżanka podpowiedziała: "idź do sexshopu, kup bieliznę”. Nic. Głowa go boli. Ile facet może mieć migren w czasie roku? Uznałam, że jestem beznadziejna albo on jakiś aseksualny i tak żyliśmy sobie jak bardzo dobrze dopasowani współlokatorzy.

On, przy biurku, spuszczona piżama, w ręku telefon...

Tydzień temu załamał się mój świat. Ja dość wcześnie chodzę spać ze względu na pracę, on siedzi po nocach (wolny zawód). Nie miewam koszmarów, poza tym jednym. Było burzowo i cały dzień czułam się fatalnie. Nagle obudziłam się w środku nocy, zlana potem, nawet nie pamiętam czemu. Wstałam na autopilocie do łazienki i wtedy zobaczyłam TO i nogi się pode mną ugięły. On, przy biurku, spuszczona piżama, telefon w JEDNYM ręku, w drugim - no wiadomo. Nawet sobie słuchawki sprytnie zamontował, żebym nic nie słyszała. Oczywiście było tłumaczenie i przeprosiny ale takie podszyte fałszem. Że on po prostu tak ma, że to nie to, że mnie nie kocha i że rozumie mój żal choć w sumie nie do końca, bo przecież WSZYSCY faceci oglądają porno. Że on sam wie najlepiej z czym mu dobrze i jak mu dobrze i że może w ten sposób nie zdradzając mnie "na niby" mieć inne kobiety. I jeszcze, że może kiedyś znów mu się odwidzi.

A ja myślałam, że coś takiego w realnym życiu się nie zdarza. Niedawno jeszcze oglądaliśmy razem (ja wtulano w jego misiowy brzuszek) film na ten temat - "Don Jona" i taki mi się wydawał z palca wyssany...

Czy ja wyolbrzymiam problem? Czy coś ze mną jest nie tak? Czy myślicie, że jest szansa na ratowanie tego związku, może jakaś terapia, nie wiem? Może to się da leczyć, jak alkoholizm? Najgorsze jest to, że chyba już wolałabym, żeby mnie zdradził z prawdziwą kobietą, bo mogłabym się na niego wściec, wrzeszczeć, wywalić walizki za drzwi. Ale zostać zdradzoną wielokrotnie z cyfrową dmuchaną panną? To tylko upokarzające.

L.

Więcej o: