"Nie lubię swoich dzieci" [LIST]

Rodziny się nie wybiera. Co zrobić, gdy kocha się swoją rodzinę, bo przecież to rodzina, ale nie przepada za tym, jakimi są ludźmi?

Jesteś złą, niedobrą matką! Głupią kobietą! - to bym usłyszała, gdybym tylko powiedziała na głos to, co wam napiszę.

Nie lubię swoich dzieci. Kocham je, bo jestem ich matką, więc to chyba oczywiste, taki odruch bezwarunkowy. Urodziłam je i na całe życie jesteśmy związani ze sobą. Więc tak, kocham. Ale nie lubię ich.

Ubiera się jak wywłoka, tak samo zresztą, jak jej koleżanki, wszystkie wymalowane jak nieletnie prostytutki.

Ania i Krzyś: dwójka nastolatków bez pasji, bez hobby, bez choćby ulubionego zespołu. Czasami zastanawiam się, jak by to było, gdybym była w ich wieku. Na przykład, gdybym była koleżanką z klasy mojego syna. Czy wraz z koleżankami na przerwach obgadywałybyśmy jego styl jego ubierania i śmiałybyśmy się z tego, że jedyne, co ma w głowie, to jakieś głupie filmiki na YouTube? Czy omijałybyśmy go szerokim łukiem? A może dla młodych dziewczyn to też jest fajne? Czasem myślę, że on jest jakiś ogłupiały od tego komputera, już nawet jakoś tak tępo patrzy. I jego siostra, niby starsza, ale chyba jeszcze głupsza. Ubiera się jak wywłoka, tak samo zresztą, jak jej koleżanki, wszystkie wymalowane jak nieletnie prostytutki. Chodzi ze starszymi chłopcami, tylko po to, by imponować koleżankom - trzynastolatkom.

Czasem mam wrażenie, że one zmieniają się tylko na gorsze.

Może i gdzieś popełniłam błąd, powiem więcej: na pewno to zrobiłam. Choć nie wiem, co to było? W którym momencie ich wychowywania coś przegapiłam? Może gdzieś nie zadbałam o nie odpowiednio? Może mój mąż nie był wystarczająco stanowczy? Tyle pytań bez odpowiedzi. Czasem mam wrażenie, że one zmieniają się tylko na gorsze i boję się co będzie za chwilę. Do pracy nie wygnasz, bo przecież niepełnoletnie, na wystawę nie zabierzesz, bo nie chcą, nie usadzisz na kolacji u znajomych, bo wstyd przecież przez tę ich gburowatość, pełne olewactwo, brak zainteresowań.

Muszę wyznać, że nawet zaczęłam ostatnio wychodzić z domu, tuż przed albo tuż po ich powrocie ze szkoły. Zawsze mam coś do załatwienia na mieście, tylko po to, by nie słyszeć tych dźwięków z telefonów i "apek", "snapczatów", tych zachwytów nad tym, ile więcej mają lajków na tym "Insta” niż inni.

Trochę od tego wariuję. Czasami czuję się zła, przez większość czasu - bezsilna. Spędziłam z nimi godziny rozmawiając, tłumacząc, próbując coś zmienić. Ruszyć ich jakoś. Nic. A teraz to już nawet nie próbuję, czasem tylko jak się nad nimi zastanowię, to zapłaczę, bo to straszne powiedzieć: nie lubię własnych dzieci.

Danuta

Więcej o: