Kobiety mentalnie nieumyte - o seksizmie intelektualnym Saramonowicza

"Nikt nie pokocha cię za to kim jesteś, ale za to, co masz do zaoferowania" - pisze nasza Czytelniczka, przekonując, że czytać należy dla siebie, a nie po to, by pan Saramonowicz mógł uznać cię za atrakcyjną.

Poruszyły mnie felieton Dominiki oraz tekst pana Saramowicza, ale chciałam ten temat ugryźć z innej strony. Ten pan pisał o tym, jak on się dosłownie brzydzi nieoczytanymi kobietami, bo on tak w ogóle to pragnie rozmów głębokich o literaturze. I rozbawił mnie w swojej prostocie. Ot, pseudopaplanina podstarzałego pana, co by robił, jakby mógł. Jakby większość mężczyzn tego własnie pierwiastka intelektualnego pragnęła i tego poszukiwała w kobietach, to więcej byłoby bibliotek, a mniej zakładów fryzjerskich, a ja przed imprezą zamiast depilować nogi i malować paznokcie, pochłaniałabym łapczywie najnowsze powieści, żeby odpowiednio zaprezentować mój poziom intektualny potencjalnym partnerom.

Normalnie go podnieca, jak ona czyta te opracowania literatury japońsko-koreańskiej!

Jestem realistką lub pesymistką (do wyboru), ale Ameryki nie odkryję, jak napiszę, że generalnie facet na twoją poezję nie poleci i chyba woli twórczość oralną od słowa pisanego. Oczywiście zachodzi pewna selekcja kobiet ze względu na zawartość karty bibliotecznej przez pewną grupę mężczyzn. Każdy ma swoje preferencje, ludzie dobierają sobie partnerów też pod tym względem - jedni lubią głupie, inni mądre kobiety. A wśród kobiet - do wyboru! - są mądre, i nieoczytane, są głupie pseudointelektualistki, są blachary - ale, co jest niezmienne, to dyskusja pt. jaka ta kobieta ma być. Co to jest, kurwa, lista życzeń?

Dzięki panu Saramowiczowi dowiedziałam się, że już nie wystarczy być blacharą - trzeba być bibliofilką i kulturo-lachonem. A wszystko sprowadza się do pytania, jaka mam być, żeby zadowolić mego pana, żeby nie uciekł mi do innej, zgrabniejszej, piękniejszej bardziej oczytanej, która zrozumie zakamarki duszy jego ciemnej, nic nie pragnąc w zamian (wszak czysta miłość jest bezinteresowna i w portfel nie zagląda), kobieta ideał, czysta dusza w pięknym ciele z DD w staniku. Tacy Saramowicze szukają kobiet z duszą, normalnie go podnieca, jak ona czyta te opracowania literatury japońsko-koreańskiej, jakie głębokie przeżycia z nią będzie miał filozoficzno-erotyczne! A, ups ona nie czyta? Oj jaka szkoda, nie będziesz niczyją muzą. Ale nie martw się, zawsze możesz być kochanką, jak nie ma o czym z tobą gadać, to zawsze pozostają uciechy cielesne, jak kobieta pana Z, przyjaciela Saramowicza z felietonu, dobra i to aż na 4 lata (które on jej, biedny, intelektualnie wyposzczony, żonaty poświęcił).

To nie ma znaczenia, bo każdy chłop rucha, co lubi, a jak nie ma, co lubi, to rucha to, co ma.

Możemy się zastawiać długo, czy mężczyźni pragną kobiet wykształconych i z szerokimi horyzontami, czy tylko z szerokimi biodrami, ale problem pozostaje ten sam: nikt nie pokocha cię za to kim jesteś, ale za to, co masz do zaoferowania oraz prędzej czy później znudzi się twoimi walorami, jakie by nie były. Zastawia mnie, dlaczego dyskusja skupia się na tym, czy rzeczywiście chcą kobiet oczytanych czy nie i czy oczytana to już mądra czy nie.

To nie ma znaczenia, bo każdy chłop rucha, co lubi, a jak nie ma, co lubi, to rucha to, co ma. Więc kobieto, czytaj dla siebie, a nie po to, żeby być atrakcyjnym obiektem, co ma zadowalać target mężczyzn. Ja czytam, bo lubię, czytam, bo chcę wiedzieć, studiuję i zgłębiam tematy, bo to interesujące. Do głowy mi nie przyszło, czy to czyni mnie bardziej internującą dla mężczyzn. A tu przychodzi taki Saramowicz i sprowadza wszystko do kontekstu atrakcyjności i bycia seksowną. Po prostu ręce i książki opadają - to jest seksizm intelektualny! Powiem ci chłopie coś, czego się nauczyłam w szkole, nieważne, że czytasz, musisz jeszcze czytać ze zrozumieniem. A i to nie zawsze pomoże. Amen.

Margaret

Więcej o: