Co zrobić, gdy przyjaciółka staje się obca i nieobecna?

Czasem ktoś zachowuje się w stosunku do nas sztucznie, nie angażuje się w rozmowę, tylko ślizga po powierzchni. Niektórzy są mistrzami takich nieznaczących konwersacji. Nasza Czytelniczka opisuje historię swojej przyjaciółki, która - według niej - stała się nagle robotem...

Mam przyjaciółkę jeszcze z czasów licealnych, znamy się prawie dwie dekady. Czy raczej może powinnam napisać: miałam, bo jak to bywa z przyjaźniami czasem - w wyniku życiowych decyzji, zmian i osłabienia kontaktu - przyjaźń nieco zmieniła swoje kształty, niemalże w zasadzie je tracąc.

Moja przyjaciółka stała się towarzyską ikoną zdrowego stylu życia, osiągnęła mistrzostwo small talku.

Moja przyjaciółka poznała dwa lata temu człowieka, który jest mistrzem perfekcji i dżentelmenem w każdym calu. Tak przynajmniej wygląda to z zewnątrz. Co jest pod tą powłoczką nie wie nikt, może nawet on sam. Boję się takich idealnych ludzi - zawsze ulizanych, pięknie ubranych, którzy nigdy nie pozwalają sobie nawet na drobne potknięcia. Przypominają mi takie osoby roboty, a z robotami trzeba uważać, sporo filmów hollywoodzkich o tym powstało.

Moja przyjaciółka, która zawsze była fajną, wesołą i towarzyską dziewczyną, stała się teraz towarzyską ikoną zdrowego stylu życia, tracąc swoją fajność na rzecz mistrzostwa small talku. Ta zabawna, dowcipna osoba teraz serwuje oklepane formułki, ma zawsze w pogotowiu zestaw bieżących informacji kulturalnych, wie - jak mądrze, w jednym zdaniu podsumować sprawy polityczne. Brak w tym jednak spontaniczności, choć pewnie ci, co jej nie znali parę lat temu nie zastanowią się nad tą sztucznością, bo - trzeba jej to oddać - wychodzi jej to nieźle. Świetnie naoliwiony robot!

Co się dzieje z niektórymi kobietami, że tracąc łeb z miłości, tracą też siebie i swoją tożsamość?

Nie czuję się za dobrze w ich towarzystwie, więc staram się ograniczać spotkania do minimum. Proszone kolacje, na których serwowane są obowiązkowo zdrowe (co jest głównym tematem podczas posiłki, obok jogi i innych superpozytywnych elementów życia Lepszych Ludzi) i pięknie podane dania, a obrus i serwetki pasują pod kolor do poszetki pana domu i apaszki jego partnerki - to nie dla mnie.

Tęsknię za tą starą przyjaciółką, której czasem zdarzało się przyjąć gości - grupę bliskich znajomych - w dresie, bo gotowała i piekła dla nas cały dzień (głównie ociekające tłustym sosem makarony i kaloryczne ciasta) i zwyczajnie nie zdążyła się przebrać przed naszym przyjściem. Tęsknię za wciągającymi rozmowami, pełnymi spontanicznych wniosków i poszukującej niepewności - bo przecież nie na każdy temat człowiek ma od urodzenia wyrobione zdanie!

Prawdziwi przyjaciele to ci, co wytrwają. Ale takie rzeczy to chyba też w hollywoodzkich filmach.

Tęsknię za rozmową w ogóle, bo teraz jedyne czego mogę się spodziewać z jej strony to pojawiających się z zegarmistrzowską precyzją - co 8-10 dni - smsów z pytaniem, co słychać.

Co się dzieje z niektórymi kobietami, że tracąc łeb z miłości, tracą też siebie i swoją tożsamość? Najgorsze jest to, że nie sposób nawet próbować przemówić im do rozumu, bo jest to postrzegane jako atak na nie i na ich miłość. Która - oczywiście - może trwać i może być pięknie. Ale historia zna też smutne przypadki, gdy taka pozbawiona prawdziwych więzi osoba zostaje nagle sama, bo wielka miłość się wyczerpała. I wtedy okazuje się, że dookoła jest pusto.

Oczywiście, prawdziwi przyjaciele to ci, co wytrwają. Ale takie rzeczy to chyba też w hollywoodzkich filmach. W życiu zwyczajnie szkoda czasem energii...

Rozgoryczona

Więcej o: