BDSM - zanim spróbujesz, przeczytaj. Dla własnego bezpieczeństwa

Po obejrzeniu "50 twarzy Greya" rozmyślasz o wprowadzeniu niekonwencjonalnych zabaw do swojej sypialni? Najpierw poczytaj o tym i przygotuj się, głównie psychicznie - radzi Czytelniczka od lat bawiąca się w tym klubie.

Nazywam się Ola i jestem masochistką. Zabrzmiało jak początek spotkania klubu AA, prawda? Tak, należę do klubu fanów BDSM, który ostatnio stał się bardzo modny. W związku z ostatnią popularnością BDSM, który został wypromowany i wprowadzony na salony przez książkę i film "50 twarzy Greya" obawiam się lawinowego wzrostu cen kajdanek z futerkiem, czemu się stanowczo sprzeciwiam!

A teraz trochę poważniej...

Książki nie czytałam, filmu nie oglądałam. Za to dominacja i uległość goszczą w mojej sypialni od wielu lat. Bardzo cieszy mnie, że te "niekonwencjonalne" zabawy w sypialni, tracą status tabu. Cieszy, a jednocześnie trochę martwi.

Można powiedzieć, że całkiem sporo osób kręcą tematy BDSM, lecz nie zawsze są to nazwane pragnienia.

Co prawda statystyki często zafałszowują obraz rzeczywistości (statystycznie, ja i mój pies mamy po 3 nogi), jednak przeróżne badania seksualności podają podobny wynik na pytanie jaki odsetek populacji czerpie satysfakcję seksualną z różnych form sadomasochizmu bądź przemocy - zazwyczaj wynik ten oscyluje wokół 10-15%, w zależności od tego jak przeprowadzane są badania. Jedno z bardziej obiektywnych badań, o którym słyszałam, nie opierało się na ankiecie, ale na badaniu reakcji fizjologicznych organizmu (pojawienie się wzwodu u mężczyzn, nawilżenie pochwy u kobiet, uaktywniające się w mózgu ośrodki i inne objawy rosnącego podniecenia) w reakcji na obrazy związane z przemocą i zniewoleniem. Niestety, nie pamiętam dokładnie wyniku tego eksperymentu (kołaczę mi się w głowie 15%).

Do czego zmierzam? Do tego, że jest nas stosunkowo dużo. Można powiedzieć, że całkiem sporo osób kręcą tematy BDSM, lecz nie zawsze są to nazwane pragnienia. Jedynie część z tych osób jest świadoma czego chce, część z tej części akceptuje swoje upodobania, a jeszcze mniej z tego grona ma odwagę realizować swoje fantazje. Cieszy mnie więc niezmiernie, że dzięki kulturze masowej krąg tych osób może się powiększyć. Im nas więcej tym raźniej (i nie mam tu na myśli seksu grupowego ). Chodzi mi raczej o to, że ludzie mogą być szczęśliwsi akceptując to, jacy są.

Znalazłam jedno z wielu for BDSM i zobaczyłam, że nie jestem sama, oraz że większość z piszących to zupełnie normalni, inteligentni, kulturalni ludzie.

Mi osobiście zajęło sporo czasu zaakceptowanie swoich upodobań seksualnych. Dzięki internetowi uświadomiłam sobie czym są moje fantazje, co na początku wpędziło mnie w konsternację i niedowierzanie. Sadomasochizm jawił mi się jako jakaś straszna dewiacja, zboczenie i w ogóle BE! I FU! Internet pozwolił mi zaakceptować moje upodobania i przejść do realizacji seksualnych pragnień. Znalazłam po prostu jedno z wielu for BDSM i zobaczyłam, że nie jestem sama, oraz że większość z piszących to zupełnie normalni, inteligentni, kulturalni ludzie. Oczywiście na takich forach trafiają się użytkownicy nie potrafiący uszanować innych (niektórzy dominujący mają ochotę dominować także w internetowej dyskusji), ale receptą na to (jak na każdym innym forum) jest nadzór moderatorów i administracji.

Z forum dowiedziałam się też, że samo BDSM, praktykowane rozważnie, przy chętnym współudziale obu stron, jest uznawane przez seksuologię za rzecz całkiem normalną. Wiem, że od paru lat ta informacja przewijają się chociażby w prasie kobiecej, ale 12-15 lat temu nie była to wiedza powszechnie dostępna (wow! Poczułam się seks-hipsterką!).

Oczami wyobraźni widzę panie, które chciałyby ulec i skrępowane przyjmować orgazm za orgazmem... a do tanga trzeba dwojga.

Co mnie zatem martwi? Martwi mnie to, że ktoś zainspirowany filmem lub książką zechce wprowadzić elementy BDSM do swojej sypialni bez uprzedniego przygotowania. Nie mówię tu o odpowiednich akcesoriach (chociaż one też są ważne). Raczej o odpowiednim przygotowaniu mentalnym siebie i partnera. O odpowiedzialności podczas zabaw, ustaleniu granic. Nawet o tak podstawowym aspekcie jak dobrowolność! Oczami wyobraźni widzę po prostu panie, które chciałyby ulec, skrępowane przyjmować orgazm za orgazmem, może jakiegoś klapsa czy raz trzcinką, bądź niecenzuralne określenie rzucone w swoją stronę, a które zapominają, że do tanga trzeba dwojga. Boję się, że niektórzy panowie będą siłą kobiecej perswazji (czyt. szantaż emocjonalny) lub siłą własnego ego (przecież nie przyznam się, że NIE jestem maczo, NIE jestem pogromcą smoków i dziewic, NIE jestem stanowczy niczym walec drogowy i NIE kręci mnie TAKI seks) wciśnięci w rolę zupełnie sobie obcą.

Co radzę?

Po pierwsze: nic na siłę.

Po drugie: najpierw teoria potem praktyka.

Linda (tzn. wszystkie Lindy w redakcji) odwala kawał dobrej roboty swoimi felietonami na łóżkowe tematy. Dellfina i Dorota pytając o wszystko, wszystkich i wszędzie obalają mit zaściankowości obyczajowej mniejszych miast. Pojawia się u was też czasami temat BDSM. Jeden z fochowych wpisów "BDSM (nie) dla wrażliwych" autorstwa fochowej pani seksuolog jest bardzo dobry, jednak dotyka tematu dosyć powierzchownie.

Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo fizyczne, ale także emocjonalne.

Miejscem, w którym można było znaleźć ciekawe wykłady dla początkujących adeptów BDSM, była Szkoła BDSM im. Arystypa z Cyreny. Były tam teksty pisane przez doświadczonych dominujących i dominujące, jak i przez uległych i uległe. Strona internetowa niestety już nie istnieje, forum które teoretycznie przejęło zawartość szkoły niestety nie ma wszystkich publikowanych wcześniej materiałów. Wiem, że Lindy z redakcji Focha nie założą raczej Szkoły BDSM im. Christiana Greya (a szkoda, na pewno byłoby wielu pilnych uczniów). Mimo wszystko jest to dosyć wąski i trudny temat, a Linda jest od tego, by pisać nam o każdej fajnej rzeczy związanej z seksem w sposób lekki, łatwy, przyjemny i zabawny.

Na szczęście Internet Archiv ma w swoich zasobach kopię wspomnianej przeze mnie strony, wraz z wieloma wykładami, które tam się znajdowały. Na wielu forach poświęconych BDSM są też działy dla początkujących. Można tam znaleźć ogólnie przyjęte i akceptowane przez środowisko reguły bezpiecznej praktyki BDSM. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo fizyczne, ale także emocjonalne.

Chodzi przecież o wspólną przyjemność a nie o wyrządzenie sobie realnej krzywdy.

Ważne jest też zapoznanie się z akcesoriami i technikami. Fora są w tym przypadku kopalnią wiedzy. Na przykład, jeżeli chcemy użyć liny do przywiązania naszego partnera do łóżka, to warto się dowiedzieć: jaką linę wybrać? Jaki węzeł na linie nie będzie się samoczynnie zaciskał na nadgarstkach partnera? Jaki węzeł jest łatwy do rozwiązania? Czy gdy będąc związanym odczuwam drętwienie dłoni to jest to niebezpieczne i trzeba mnie już rozwiązać? Chodzi przecież o wspólną przyjemność a nie o wyrządzenie sobie realnej krzywdy. W gazetach od czasu do czasu pojawiają się niestety tragiczne historie ludzi, którzy nie zachowali zdrowego rozsądku i ostrożności i poważnie uszkodzili bądź nawet uśmiercili (niezamierzenie) partnera podczas seksualnych zabaw.

Naprawdę, polecam zapoznanie się z odrobiną teorii, zanim zakupimy nasze pierwsze kajdanki z futerkiem (bardzo niewygodna opcja, na początek polecam coś innego - szerokie kajdanki wykonane ze skóry, na przykład bardzo dobre produkty polskich rzemieślników, cenowo niewiele odbiegające od chińszczyzny wykonanej z śmierdzącej eko-skóry, która zalewa polskie sex-shopy. Opcja ekonomiczna tuopcja luksusowa tutaj).

I jeszcze słowo o książkach... "50 twarzy Greya" nie jest pierwszym bestsellerem w którym pojawia się wątek zabaw BDSM. Zapewne od razu nasuwa się wam na myśl twórczość pisarska Markiza de Sade czy "Wenus w futrze" Leopolda von Sacher-Masocha.

Wydaje mi się natomiast, że niewiele osób w Polsce zna książki Francuzki Anne Desclos, szerzej znanej pod pseudonimem Dominique Aury, która to pani pod jeszcze innym pseudonimem, Pauline Réage, w 1954 roku wydała książkę pt. "Historia O." Książka przez lata była we Francji na cenzurowanym, co nie przeszkodziło jej zostać najbardziej poczytną powieścią francuską XX wieku. Aktualnie "Historia O." zaliczana jest do kanonu literatury francuskiej i uznawana jest za arcydzieło literatury erotycznej. Oczywiście, jest to pozycja w której seksualne, masochistyczne oddanie się kobiety mężczyźnie jest głównym wątkiem powieści, a nie jedynie pikantnym dodatkiem do płomiennego romansu - jest to więc raczej pozycja dla odważnych.

Ola

Więcej o: