Co bardziej ogranicza? Facet czy jego brak?

To nie jest list o tym, że bycie singlem jest fajne lub nie. "Musicie mi wierzyć, ale to naprawdę przeszkadza i oprócz samooceny, zaburza poczucie bycia dojrzałym" - pisze nasza Czytelniczka.

Pewnie większość zaśmieje się pod nosem z mojego problemu, ale ja liczę na to, że ktoś, nawet prostym komentarzem, przemówi mi do rozumu.

Mam 25 lat, nigdy nie byłam w żadnym związku, na randce, z nikim nie spałam.

Mam 25 lat. Mało albo dużo. Już sama nie wiem. Zawsze czułam się młoda, niedojrzała. Ludzie w moim wieku, którzy wiedzieli czego chcą, imponowali mi. W końcu jakiś czas temu poczułam, że jestem w dobrym miejscu i czasie, czuję się ze sobą dobrze i wreszcie mogę dorosnąć. Szukam pracy, powoli będę porzucać studenckie życie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nie mam chłopaka. (Tu następuje dramatyczna pauza, a czytelnicy wybuchają śmiechem).

Tak, wiem jak to brzmi. Okropnie. Kolejna singielka, której życiowym problemem jest brak drugiej połowy. Tyle że sprawa się komplikuje. Mam 25 lat, nigdy nie byłam w żadnym związku, na randce, z nikim nie spałam. Musicie mi wierzyć, ale to naprawdę przeszkadza i oprócz samooceny, zaburza poczucie bycia dojrzałym.

W pewnym wieku brak doświadczenia w kontaktach damsko-męskich jest problemem. I z czasem pewnie będzie coraz gorzej.

Rozmawiając z koleżankami o przyszłości, związkach, dzieciach, zawsze ciąży mi ta myśl, że co ja mogę wiedzieć o życiu. A na myśl o tym, że jestem 25letnią dziewicą nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Jasne, nie jest to życiowa tragedia, ale w pierwszym odruchu pewnie sami uznaliście to za coś dziwnego.

Nie mam nic przeciwko chodzeniu samej do kina, samotnym podróżom, imprezom w gronie koleżanek. Ale widzę, że w pewnym wieku brak doświadczenia w kontaktach damsko-męskich jest problemem. I z czasem pewnie będzie coraz gorzej. Ostatnio coraz częściej chodzę na parapetówki, odwiedzam nowonarodzone dzieci, dostaję zaproszenia na śluby, na których oczywiście będę musiała pojawić się sama (albo wcale). Przy wszystkich tych okazjach, z wymuszonym uśmiechem, rzucam: „Wiecie, ja dalej prowadzę studenckie życie singielki”. I sama sobie współczuję. Znajomi mówią mi: „Tylko czekamy, aż przedstawisz nam kogoś wyjątkowego, bo skoro jesteś taka wybredna, to wiesz kogo szukasz”. Nikomu nie przychodzi do głowy, że ja nie mam w czym wybierać.

Patrzę na wszystkie zakochane pary i wpadam w błędne koło porównywania się do innych dziewczyn.

No dobrze, nie wszyscy w moim wieku muszą być w stałym związku i planować wspólną przyszłość. Wiem, bo wysłuchuję opowieści koleżanek o jednonocnych przygodach, zakazanych romansach, starszych kochankach. Nie oceniam, nie zazdroszczę, ale się wkurzam. Czy naprawdę muszę być pomiędzy? Kolejna obawa. W końcu zjawi się jakiś odważny, zaprosi mnie na randkę, będzie nawet miło. Czy zrobi wielkie oczy, jak mu powiem, że jestem dziewicą? A może zanim to powiem, sama urwę kontakt, bo się przestraszę?

Patrzę na wszystkie zakochane pary i wpadam w błędne koło porównywania się do innych dziewczyn. W końcu dochodzę do wniosku, że to bez sensu, nie jestem ani brzydsza, ani mniej interesująca. Jesteśmy ludźmi i wszyscy zasługujemy na miłość, zainteresowanie, miłe słowo. A ja czuję się przezroczysta. I sami powiedzcie, czy osoba, która pisze takie listy i ma takie problemy - może być dojrzała?

Sorella

Więcej o: