"Zapomnijcie o paleniu staników, teraz mamy feministyczną bieliznę"

Czy bielizna w ogóle może być feministyczna lub nie? I czy to sensowne, czy dorabianie filozofii do sprzedawania majtek? Czytelniczka zastanawia się nad stanikami z ideologią.

Takim hasłem przedstawiona jest najnowsza kampania bielizny marki Neon Moon. Założycielka marki, Hayat Rachi, ukończyła ekonomię na Kingston z najwyższymi notami. Pomysł, żeby zacząć produkować feministyczną bieliznę wziął się z jej rozgoryczenia z powodu tego, jak znane firmy bieliźniane pokazują wizerunek kobiet. Według Hayat, to niesprawiedliwa seksualizacja oraz uprzedmiotowienie, na co się nie zgadza i dlatego postanowiła stworzyć inną, lepszą bieliznę.

Standardy piękna obowiązujące w dzisiejszym społeczeństwie są niezwykle wąskie.

Jak sama mówi: ''Neon Moon to feministyczna marka bielizny, która nie seksualizuje i nie uprzedmiotawia dziewcząt. Nie skłania ich do myślenia, że mają być wyłącznie przedmiotem wystawionym na męskie spojrzenia. Bo takie myślenie nie daje nam równych szans w życiu codziennym. Pragnę, by dziewczyny dążyły do stworzenia własnej definicji sukcesu. Standardy piękna obowiązujące w dzisiejszym społeczeństwie są niezwykle wąskie. A zwłaszcza te, które przyświecają branży bieliźnianej. Dlatego Neon Moon promuje kobiety o różnych kolorach skóry. I z dumą podkreśla, że jest marką przyjazną osobom LGBT, o niebinarnej tożsamości, aseksualnym i panseksualnym.”

Kupienie innego stanika raczej nie zmieni stanu szarych komórek.

Co istotne, na początku artykułu (cały artykuł tutaj) uprzedzono czytelników, żeby nie reagowali przypadkiem znanym stwierdzeniem ''wtf?” i posłuchali, co główna bohaterka ma do powiedzenia. Zastanawia mnie w słowach założycielki Neon Moon parę rzeczy, ale zacznę od najbardziej kluczowej: czy hasło "feministyczna bielizna" jest dla feministek? Czy dla kobiet, które nie do końca czują się nimi, ale przez tę bieliznę poczują się nimi bardziej? Bo umówmy się, że bielizna proponowana przez wielkie firmy komercyjne zawiera przeróżnego rodzaju „upiększacze” piersi, typu push up czy inne podtrzymania. I sprawiają one, że piersi wyglądają lepiej, nie wiem tylko czy jest to aż tak niesprawiedliwe i robiące z kobiety obiekt seksualny. Poza tym, jeśli dziewczyna myśli, że ma być wyłącznie przedmiotem wystawionym na męskie spojrzenia, to cóż, mam wrażenie, że kupienie innego stanika raczej nie zmieni stanu jej szarych komórek.

Co do standardów piękna - nawet jeśli komuś nie pasuje push up bądź inny stanik najeżony drutami - na bogów! Dziś jest tak duży wybór w bieliźnie, że jeśli się chce, można kupić sobie nieusztywniany miękki stanik we fluorescencyjnym zielonym kolorze. Można nawet w ogóle nie nosić stanika. Nie wiem też, czy kiedykolwiek jakakolwiek bielizna była ograniczona dla osób LGBT - prędzej powiedziałabym, że to rozmiar piersi ma większe znaczenie niż to, czy ich właścicielka jest aseksualna.

To, że kobiety na plakatach przedstawia się jako obiekty seksualne jest już chyba niestety częścią współczesnego świata.

A samo wystawianie się na męskie spojrzenia... To, że kobiety na plakatach przedstawia się jako obiekty seksualne jest już chyba niestety częścią współczesnego świata. I chociaż pochwalam ambicje właścicielki, żeby odczarować trochę to szaleństwo piękna wśród kobiet, nie za bardzo rozumiem, po co przypisywać do tworzenia nowej marki wielkie filozofie, które na pewno są same w sobie szlachetne i godne powielenia, ale może zostawmy slogany o udręce kobiet i presji społeczeństwa poza biznesem bieliźnianym? Bo bielizna Neon Moon nie zawiera ''złych” drutów, pasków czy innych, ale po zdjęciach można łatwo wywnioskować, że przez biustonosz widać sutki a gdy kobieta będzie np. biegła do autobusu jej piersi będą skakać w górę i w dół, co zapewne przyciągnie wzrok mężczyzn. I choćby mężczyznom patrzącym się na nią powiedziała, że nosi bieliznę feministyczną, to mimowolnie czyni to z niej bardziej obiekt seksualny, niż gdyby założyła usztywniany, dobrze dopasowany zwyczajny stanik.

Więcej o: