Jak sprawić, by dzieci słuchały?

Wyznania matki niekonsekwentnej - list od Czytelniczki, która - no cóż... Radzi sobie równie dobrze, jak każda z nas.

Każda kobieta po urodzeniu dziecka marzy, że będzie mamą idealną. A na pewno inną niż jej mama, po wzięciu poprawki na sprawy, które ją samą w dzieciństwie uwierały i bolały. Ja też tak chciałam.

Oczytana fachową literaturą, widziałam siebie jako oazę spokoju, cierpliwą i nie okazującą własnych słabości... Jakiż człowiek jest naiwny. Co wieczór robię rachunek sumienia, obiecuję sobie że będę inna, bardziej wyrozumiała. I każdy ranek zaczynam tak samo, popędzając rozespane dzieciaki do szkoły i przedszkola.

Najpierw łagodnie.

- Kochanie, wstajemy... Sorki ale weekend się skończył... Wiem, że Ci się nie chce..

- Halo, pobudeczka! No otwieramy oczy... - ćwierkam słodko.

Mija 15 minut

- Wstawaj! - odzywam się już bardziej stanowczo.

- Zaraz...

- Już! Późno jest, jeszcze śniadanie, plecak spakowany?

- Noo nie...

- Wczoraj miałeś spakować! Ile razy będziemy przerabiać to samo, znowu czegoś zapomnisz...

- Znowu się czepiasz mamo!

Syn wstaje już z fochem...

- Mamo, długopis ktoś mi zabrał!

- Jak to zabrał, przecież wczoraj odrabiałeś lekcje?

- No tak i schowałem do piórnika, a teraz go nie ma!

Mój zaspany syn ze złością wytrząsa zawartość plecaka. Widzę długopis wystający spod sterty kartek na biurku i czuję jak znowu budzi się we mnie irytacja.

- Poszukaj - mówię spokojnie, musi tutaj być.

- Nie ma! Przecież Ci mówię! - podnosi na mnie głos.

- Zawsze tak jest, że ktoś mi coś wyciąga, mam już tego dosyć!

Wyciągam triumfalnie długopis, na co on się oburza jeszcze bardziej.

- No tak, czyli uważasz że jestem idiotą, nie było go tutaj!

- Był! - podnoszę już głos - Tylko trzeba się rozejrzeć!

- Jasne! - zabiera mi długopis i człapie poczochrany do łazienki trzaskając za sobą drzwiami.

Mija kolejne 10 minut, wchodzę sprawdzić czy się myje. Siedzi na wannie ze szczoteczką w ustach i patrzy się w przestrzeń.

- Myj się, dziecko, co robisz?

- No przecież widzisz, myję zęby.

- Ja widzę że się zawiesiłeś, a jeszcze masz się przebrać i zjeść śniadanie!

- Bo ja w ogóle nie mam czasu dla siebie! - zaczyna się codzienna śpiewka. - Ciągle mnie popędzasz, chcę mieć odrobinę prywatności! - po czym wypycha mnie z łazienki.

- Ja też nie mam czasu dla siebie! - odkrzykuję do zamkniętych drzwi. - Myślisz że szczytem moich marzeń jest ściąganie was rano z łóżek i słuchanie wiecznych pretensji!

- To po co wstajesz? - odkrzykuje mój pierworodny.

- Rzuć pracę, a ja nie pójdę do tej głupiej szkoły!

- Jasne, ciekawe skąd będziemy mieli pieniądze i co będziesz w życiu bez szkoły robił.

- Będę informatykiem jak tata, do tego nie muszę się uczyć kretyńskiego grania na flecie!

Sapnęłam jeszcze ze złości i dyskusję z drzwiami uznałam za zakończoną. Zaraz znowu mu nagadam, znowu się pokłócimy, znowu dzień jak co dzień... Ech.

Kiedy już wyjdzie do szkoły, zamkną się za nim drzwi dopadają mnie wyrzuty sumienia. Ale to tylko na chwilę, bo młodszy przedszkolak już grymasi.

- Nie założę tych butów, mowy nie ma!

- Dlaczego?

- Bo nie mają rzepów, ja wolę z rzepami, łatwiej się zakłada!

- Ale w tych nie ma rzepów, ale jest taka gumka i też łatwo się zakłada... - jęczę zrezygnowana

- Nie chcę, daj mi te stare!

- Ale w nich będzie ci za gorąco!

- Wolę tamte!

Jest taka ciekawa książka, o tym jak mówić żeby dzieci słuchały itd. Przez głowę przewija mi się fragment tej przydatnej lektury.

Nasza rozmowa obracała się w kółko. Nie tylko nie zdołałam wyjaśnić o co mi chodzi, ale również uporczywie nie pozwalałam dziecku wyrazić jego spostrzeżeń, a w zamian starałam się przeforsować swoje zdanie"

- brzmiało mądre zdanie z książki.

Pewnie powinnam usiąść z synkiem i spokojnie wytłumaczyć różnicę między butami z rzepem a bez i racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego powinien założyć te drugie. Podstępem sprawić, żeby sam się na nie zdecydował, ale za 10 minut zacznie się śniadanie w przedszkolu i mnie diabli biorą, telepie febra, iskry sypią się z uszu...

W efekcie moich przemyśleń do przedszkola idziemy już pogodzeni, on zadowolony, bo w butach z rzepami, ja zrezygnowana, bo znowu poniosłam sromotną klęskę wychowawczą. Tak, jestem niekonsekwentna. Nie potrafię inteligentnie postawić na swoim, w efekcie dziecko się nauczyło, że zrobi aferę i poddam się dla świętego spokoju.

Ale nic to, wieczorem przeczytam tą książkę jeszcze raz, może w końcu coś przyswoję i będzie lepiej?

Beata

Więcej o: