Może to właśnie ty uratujesz komuś życie prostym pytaniem?

Czytelnik opowiada o sytuacji, która mu się przydarzyła, a płynące z niej wnioski warto wziąć pod rozwagę.

Oglądam filmy na YouTube, jak miliony ludzi na świecie. A że jestem motocyklistą, jak wielu ludzi w tym kraju, to oglądam filmy o motocyklach. Choć nie tylko, oczywiście, nie ograniczajmy sami siebie. Zanim przejdę do sedna rzućcie okiem, proszę, na kilka sekund z linków poniżej:

Widzicie wspólny mianownik?

Te dwa filmiki - a właściwie te dwa fragmenty - jakoś ze mną zostały, wobec czego dzisiaj przytrafiło mi się to, co mi się przytrafiło, a to nasunęło mi z kolei pewne małe przemyślenia.

Pytam się, czy coś się stało, a pani mi mówi, że zatrzymała się, bo zrobiło jej się słabo.

Jadąc do pracy motocyklem, na wysokości Cmentarza Prawosławnego na ulicy Wolskiej w Warszawie przy krawężniku zauważam stojące Audi, otwarte drzwi i rękę na klamce od środka. Zatrzymuję się, zaglądam do wnętrza i widzę panią w wieku około pięćdziesiątki (jeśli przesadziłem, to przepraszam). Pytam się, czy coś się stało, a pani mi mówi, że zatrzymała się, bo zrobiło jej się słabo. Pytam, czy może wezwać pogotowie, ale pani mówi, że nie, powinno jej przejść za chwilę, ale byłaby wdzięczna, gdybym został z nią przez chwilę. Postawiłem motor przed jej samochodem, zsiadłem, zdjąłem kask i ponownie się pytam, czy może jednak nie wezwać pogotowia, bo niewyraźnie pani jednak wygląda. Mówię jej, że może lepiej dmuchać na zimne i pytam, dlaczego jej słabo. Pani powiedziała, że upadła rano i coś tam sobie w nodze skręciła czy coś i że chce iść do lekarza, ale najpierw musi do pracy i potem dopiero lekarz. Na co ja pani mówię, że żadne spotkanie ani prezentacja nie są tego warte, że może lepiej od razu do lekarza i olać robotę?

Podczas tej rozmowy cały czas stoję na środku trzypasmówki, z kaskiem w ręku, w otwartych na oścież drzwiach samochodu, pokazując jedną ręką nadjeżdżającym samochodom, żeby kapkę szerzej temat omijały - ruch tam nie za duży, więc krzywdy wielkiej nie było. Na światłach przy Elekcyjnej widziałem wcześniej mrugające światła policyjne i zacząłem się zastanawiać, czy może jednak po prostu nie zadzwonić na pogotowie czy 112, żeby ktoś bardziej rozgarnięty w takich sprawach temat ogarnął. Ale widzę po chwili, że panowie policjanci z następnego skrzyżowania zauważyli, że coś jest nie halo i normalnie podjechali, pod prąd, na kogucie. Podchodzę do wysiadającego policjanta, który się mnie pyta, co jest grane z miną mówiącą: "Kurwa, baba za kółkiem, fajerka, pewnie spsuła i nie umi odpalić”. To mu mówię, że pani zasłabła i nie może chwilowo jechać. Trochę się zreflektował i zaczął bardziej profeska wywiad, czy pani bierze jakieś leki, czy coś ją boli i inne takie. Powiedziałem pani i panom, że w takim razie zostawiam ją w ich rękach i że życzę dobrego dnia. Pani, ściskając mi dłoń, podziękowała mi bardzo za to, że się zatrzymałem.

Podchodząc do motocykla miałem trochę mokro w oczach, poczułem się, jak człowiek.

Myśl moja na koniec i wniosek, jaki wyciągam na własny użytek, a którym się podzielić chciałem ze wszystkimi, szczególnie z motocyklistami - mamy łatwiej, poruszamy się sprawniej, zaparkujemy wszędzie, czasami nie do końca zgodnie z przepisami, nie mamy problemu, żeby nadgonić trochę tego "straconego” czasu, bo przeciśniemy się w korku, a patrzymy i widzimy więcej, niż ludzie w autach. Korzystajmy z tego mądrze: zatrzymaj się, zapytaj, może to właśnie ty uratujesz komuś życie prostym pytaniem "Czy wszystko w porządku?”.

Pan z brodą

[Od Redakcji: List nagradzamy książką Simone de Beauvoir "Pewnego razu z Moskwie". ]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: