Dzieckiem być! (A nie "smutnym, przeżartym smutkiem cieniem człowieka")

"W życiu nadchodzi pewien moment, którego nie wolno przegapić. Chwila, w której trzeba się rozejrzeć i zrozumieć, że bycie dorosłym ssie" - pisze nasza Czytelniczka. Warto zachować w sobie wrażliwość dziecka?

Masz dwadzieścia/trzydzieści kilka lat i nie masz czasu podrapać się w tyłek. Skończyłaś studia, z przekonaniem twierdzisz, że prowadzisz dorosłe życie wzorowego obywatela, mimo że kompletnie nie masz pojęcia kim byłaś, jesteś i kim być chcesz/powinnaś.

Jak nie prześpisz co najmniej sześciu godzin, ogarnia cię lekkie zdenerwowanie i rozdrażnienie.

Mieszkania są drogie, więc przez najbliższe kilka lat nadal będziesz mieszkać w starym, odrapanym bloku z kilkoma debilami, którzy wspinają się na wyżyny kultury i dobrego smaku, kiedy uda im się w końcu spuścić po sobie wodę. O więcej nawet już nie prosisz. Przez następne kilka lat będziesz korzystała z cudzej pralki, cudzego kibla i czyjejś szafy, która niejedno w życiu chowała.

Na zakupy chodzisz do Biedronki, na przystanek wolisz przejść się szybkim marszem (dla zdrowia!), a nuż zaoszczędzisz jeden bilet na jutro rano. Chodzisz spać o jedenastej, bo jak nie prześpisz co najmniej sześciu godzin, ogarnia cię lekkie zdenerwowanie i rozdrażnienie.

Nie wychodzisz, bo nie masz z kim, nie masz czasu, nie masz za co.

Nie masz kumpli, bo nie masz czasu; nie masz kumpli, bo te nieroby wiecznie ów czas mają. Piwo pijesz w sobotę, kiedy w końcu uda ci się obejrzeć odcinek jakiegoś serialu, ale gdy ten ładuje się na portalu dla tych, którzy trochę cykają się jeszcze torrentów, kimasz już w fotelu. Zbyt długi czas oczekiwania sprawia, że i tak zadowolisz się krzyżówką rozwiązaną pośpiesznie z rana. Nie palisz, bo akcyza pędzi jak sąsiedzi po Crocsy. Nie pijesz, bo piwo w pubie mogłoby nadszarpnąć budżet na ten miesiąc. Nie wychodzisz, bo nie masz z kim, nie masz czasu, nie masz za co.

Myślisz o kredycie, martwisz się rachunkiem za gaz, twój były znalazł sobie jakiegoś niskiego osiedlowego gałgana w wełnianej czapce, który poci się jak świnia, bo na zewnątrz jest dwadzieścia stopni. Chciałabyś sprzedać mu ostrzegawczy strzał w tył głowy, ale masz już dobrą posadę i całkiem niezłą opinię na dzielnicy, więc w myślach sprzedajesz jej tylko wychowawczego i nie patrzysz w ich stronę, kiedy przytuleni spacerują pod twoim blokiem.

Wpisujesz „jak być szczęśliwym”, Google pyta, czy chodziło ci o powiększanie piersi.

Martwisz się pogodą, brakiem perspektyw, błędnym kołem, chorobą syna koleżanki twojej ciotki, który też zmagał się z osiadłym trybem życia oraz stresem i nie ma go już między nami. Boli cię szyja, Google znów podpowiada ci, że to rak. Wpisujesz „jak być szczęśliwym”, Google pyta, czy chodziło ci o powiększanie piersi. Cieszysz się, kiedy zaoszczędzisz godzinę życia, bo kumpela jedzie w tę samą stronę. Ktoś ukradł ci rower, twój ojciec mówi, że stracił już nadzieję, a twój pies udaje, że jest głuchy, kiedy tylko otwierasz gębę.

Od trzech dni jesteś na lekach, a włosy nadal nie rosną. Może powinnaś zmienić pracę, może dom, może rodzinę. Może warto byłoby uciec gdzieś za granicę, bo drogo, szaro, źle i ludzie w tramwaju. Po cóż tyle wulgaryzmów, w tym wieku już nie przystoi. Olaboga. A niech mnie kaczuszki podepczą. A niech to, cóż za niefart, że nie wolno, że się nie godzi, że nie wypada. Oto życie, oto dojrzałość emocjonalna, mała, kulawa, prowizoryczna dorosłość. Oto koniec.

Wierząc w dorosłość, stajesz się kimś, kim nigdy być nie chciałaś.

W życiu nadchodzi pewien moment, którego nie wolno przegapić. Chwila, w której trzeba się rozejrzeć i zrozumieć, że bycie dorosłym ssie, a kiedy zabijesz w sobie to, co najcenniejsze, kiedy pozwolisz umrzeć swojemu wewnętrznemu dziecku. Przestajesz żyć. Przestajesz czuć. Przestajesz oddychać. Kiedy pozwolisz mu zasnąć - giniesz, bledniesz i przestajesz się stawać. Wierząc w dorosłość, stajesz się kimś, kim nigdy być nie chciałaś. Stajesz się naiwnym, smutnym, przeżartym smutkiem cieniem człowieka, który już w poniedziałek rano, w kolejce do ksero, czeka na sobotę.

Stajesz się gościem, który nie ma marzeń, bo już ich nie potrzebuje; bo wszystko, czego teraz chce, to święty spokój. Kimś, kogo cieszy już tylko stówka więcej na koncie, szybki seks z pijanym kolegą z pracy, dodatkowa warstwa w rolce papieru toaletowego czy też gratisy w sklepie osiedlowym. Przecena, obniżka, last minute, bonus, dwa za jeden, raty zero procent, najlepsza jakość w dobrej cenie. Dużo, tanio, nic. Pięknie opakowane wstążeczką.

Rozumiem, że nie jest łatwo lekko żyć, ale żyć chyba każdy powinien...

Złam zasady, złam dress code, złam kolesia, który od tygodnia podbiera ci spinacze z biurka.

Wyjdź z domu bez makijażu, z tłustymi włosami. Przejdź się w dresie do centrum miasta. Nie wycieraj się obsesyjnie rękawem, kiedy lody w waflu wylądują na twoim nosie. Pożycz od kogoś na kino. Kup sobie kalosze w kropki. Upij się w środku tygodnia. Zadzwoń do mamy. Przeskocz przez płot, zrób sobie bubę na kolanie, znajdź stare plastry z Kubusiem Puchatkiem. Idź tak do pracy, nawet, jeśli to Prosiaczek, a jeśli ktoś spyta, o co chodzi z tym całym cyrkiem, powiedz mu, żeby spadał.

Załóż dwie różne skarpetki i nie wstydź się ściągnąć butów, kiedy ktoś zaprosi cię do domu. Złam zasady, złam dress code, złam kolesia, który od tygodnia podbiera ci spinacze z biurka. Przestaw budzik, zjedz coś, na co masz ochotę, nawet, jeśli ma milion kalorii, a dzieci w Afryce głodują. Uśmiechnij się do bezdomnego, uściśnij łapę psu, który obszczekuje cię pod sklepem.

Płacz, kiedy ci źle. Krzycz, kiedy już nie możesz.

Zacznij mówić, nie wszystko musi ci się w życiu podobać. Powiedz, że nie chcesz, nie możesz, nie dajesz rady. Że boli, o tu, że trzeba pocałować, to się szybciej zagoi. Wrzucaj monety do świnki i podkradaj je po kryjomu, gdy nikt nie patrzy. Zapal papierosa, mimo że tak długo już nie palisz. Idź po krawężniku. Powiedz komuś, że ma świetny sweter, że wcale nie wygląda jak debil i zapytaj, czy pożyczy. Pokaż komuś język. Idź na rower i pedałuj dziko pod prąd, zanim złapie cię dwóch zdyszanych gości i radiowóz.

Powiedz, komuś, że kochasz. Powiedz, że ci zależy, że jest całym światem. Śpij nago. Zjedz śniadanie w łóżku. Ukłoń się komuś, kogo nienawidzisz, a potem powiedz, że żartowałaś i może ci skoczyć. Obejrzyj dobre porno na głośnikach, niekoniecznie w trybie incognito. Płacz, kiedy ci źle. Krzycz, kiedy już nie możesz. Przeczytaj dobrą książkę, zarwij noc, zostaw światło w przedpokoju. Przyznaj się, że tak naprawdę nic nie zrozumiałaś z tego filmu, że czekolady z rodzynkami nie ma na liście grzechów głównych, a żarty tego gościa po lewej wcale nie są śmieszne.

Oddychaj, a potem śpij. Jak dziecko.

Pani Sweter

[Od Redakcji: List nagradzamy książką Karine Lambert "Dom bez mężczyzn". ]

"Dom bez mężczyzn"

Więcej o: