"Teść nigdy mnie nie szanował. Mąż nie zwracał na to uwagi" - historia pewnego małżeństwa

Słowo - rozwód - pada w chwili, gdy przynajmniej jedna ze stron rezygnuje z walki o związek. Oznacza koniec małżeństwa, ale może też być początkiem nowego życia. Nasza Czytelniczka jest dopiero na początku trudnej drogi...

Weszłam ostatnio na forum ludzi po rozwodach i przeczytałam list pewnej kobiety. Ja także chciałabym się podzielić moimi doświadczeniami. Dopiero jestem na początku drogi do rozwodu, ale już wiem i myślę, że słusznie zrobiłam. Choć zawsze znajdzie się przez jedną setną sekundy myśl, czy może warto wrócić? Myślę, że to wynika z tego, iż człowiek jest jednostką społeczną, która musi żyć i przebywać z ludźmi. Przywiązanie do drugiej osoby powoduje, że brakuje nam tej właśnie cząstki.

Jako mężatka wielokrotnie płakałam. Prosiłam męża o wsparcie. Bez skutku.

Ja niestety rozstałam się z mężem w dużej mierze przez jego rodziców, czyli syndrom znany każdej kobiecie - nieodciętą pępowinę. Moi teściowie byli wszędzie, mieszkając z nimi przez 6 lat czułam się jak w więzieniu. Nie mogłam robić różnych rzeczy, bo wszystko było nie tak. Najgorsze w tym wszystkim było to, że mieszkając tam nie miałam oparcia w mężu. Nieraz płakałam, prosząc męża o wsparcie i pomoc, abyśmy wreszcie poszli na swoje, ale oczywiście mojemu mężowi było wygodnie.

Teściowie od początku nie byli do mnie dobrze nastawieni. Mąż na to nie zwracał uwagi.

Ja zostałam wychowana na Zosię Samosię i wszystko robiłam sama, nie chciałam pomocy. Nie powiem czasem teściowa mi pomogła, ale później zostało to wykorzystane przeciwko mnie. Mój teściu od początku mnie nie szanował, nawet z nim 4 lata nie rozmawiałam. A mój mąż nie reagował na tę sytuację.

Powiem jedno do wszystkich kobiet - nie pozwólcie się nie szanować, a przede wszystkim niech żadna kobieta nigdy nie mieszka z teściami bądź odwrotnie. Każde małżeństwo powinno mieszkać osobno i być dla siebie. A jeśli mąż idzie za mamą, a nie za żoną to żaden z niego mężczyzna. I jeszcze jedna rada, pamiętajcie, jeśli jeszcze przed ślubem jest źle, to nie wierzcie, że wasz ukochany mężczyzna się zmieni. To błędne koło.

Córka, choć malutka, wspiera mnie ze wszystkich sił. Mąż nigdy tego nie robił.

Wiem i wierzę, że do mnie też przyjdzie szczęście, bo jestem wartościową kobietą, która wierzy w miłość i wiem, że wreszcie znajdę osobę, która mnie pokocha i zaakceptuje. Dodam, że jest mi teraz ciężko, bo sama zostałam z córką, ale wiem, że dam radę, bo jestem silna i nikt mi tej siły nie zabierze. Moja córka jest najukochańsza i pomimo że ma dopiero 4 lata wspiera mnie bardziej niż mój mąż.

M.K.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Bycie miłym to przekleństwo"Jacqui Marson. Życzymy miłej lektury.]

Bycie miłym to przekleństwoFoch poleca!

Więcej o: