Masz dwoje dzieci? Czas na trzecie! Rzecz o tym, jak zirytować matkę

Matka pracująca i prowadząca dom. Wyczerpana codziennością, ale jeszcze bardziej pytaniami o... kolejne dziecko.

Macie dzieci? My mamy, dwoje, tzw. "drobiazg" jeszcze - lat 3 i 6. Macierzyństwo jest dla mnie niemałym wyzwaniem, uwielbiam swoje dzieciaki, chociaż czasem mam ochotę je związać srebrną taśmą, zakneblować i zamknąć w szafie. Albo dać im do rąk tablet i kupić sobie pół godziny resetu. Jako pracująca mama świetnie godzę obowiązki zawodowe z życiem rodzinnym. Wzorowo wręcz panuję nad wszystkim, naprawdę.

Tylko gdy wsiadamy do samochodu okazuje się, że właśnie koniecznie musimy jednak wrócić do domu.

Jak dojadę do pracy na 8.15 to uważam to za wielki, ogromny sukces (po 1 września nie udało mi się dotrzeć na 8.00 mimo nadludzkich wysiłków i nic na to nie poradzę). Tuż przed wyjazdem zawsze okazuje się, że czegoś nie zabraliśmy albo, że muszą jeszcze zrobić siusiu / pogłaskać kota / zabrać najmniejsze i najdawniej niewidziane autko z bogatej kolekcji zabawek.

W pracy podpieram się czasem nosem, żeby nie usnąć przed komputerem po zarwanej nocy (Bo akurat zapalenie ucha! Albo rotawirus! Albo koszmary senne i pięć pobudek jednej nocy! Albo... Repertuar u moich dzieci jest dość szeroki, niech każdy dopisze co chce). Ogólnie jestem bardzo wydajna, świetnie zorganizowana i uporządkowana.

W domu jestem równie doskonałą Panią Domu jak nieskalaną Matką Polką.

Jak wsiadam do samochodu, muszę uważać, żeby się do czegoś nie przykleić (tak, moje dzieci to flejtuchy, a ja jak zwykle nie miałam czasu odgruzować auta, więc wala się po nim wszystko). W domu - wzorowo posprzątane! Zawsze ugotowane, uprane, wyprasowane itd. Ekhm. Do podłogi można się przylepić, o zabawki potykamy się w całym domu, żeby usiąść przy stole trzeba najpierw przełożyć gdzieś stertę czasopism, rysunków (bardzo dbamy o rozwój plastyczny dzieci), farbek, kredek, plasteliny. Gry - też walają się po salonie, a najczęściej po kanapie (starszy lubi grać i wykorzystuje każdą wolną chwilę, żeby nas wciągnąć do rodzinnego zbierania grzybów, a młodszy też chętnie zbiera grzybki - wysypane uprzednio na kanapę). Klocki lego, hmm jak odkurzę dom i wysypuję potem śmieci z odkurzacza, zawsze zastanawiam się, ile kasy właśnie wrzucam do kontenera (tak, klocki lego są drogie i tak, zawsze coś wciągnę odkurzając i nie, nie chce mi się wysypywać tego bajzlu i przebierać wśród kotów kurzu, czy są tam jakieś klocki). Prasowanie - uwielbiam! Z wielkim zapałem biorę się za te góry ciuchów, najchętniej w sobotnie wieczory - nie pójdę przecież oglądać telewizji albo nie daj Boże może zająć się jakimiś "małżeńskim sam na sam" skoro po drodze przewróciłam się prawie na tej wielkiej stercie ubrań, czekających cały długi tydzień na litościwe wyprasowanie, złożenie i ułożenie na półkach.

Synek chciał mi pomóc w polerowaniu okien. Wysmarował je zatem masłem.

Okna - o to osobna kategoria, dla mojego trzylatka nie ma lepszej przestrzeni do smarowania paluszkami niż świeżo umyte okno balkonowe. Do współpracy w tym procederze zatrudnił też psa, szczególnie zaraz po deszczu musi się oprzeć łapami o okno. A młody to nawet kiedyś w przypływie kreatywności zwinął z lodówki kostkę masła i wsmarował w szybę, podczas gdy mamusia myła akurat okno w drugim pokoju. Chciał chyba pomóc w polerowaniu? Ściany - tak, przeszły wiele, nie widać po nich w ogóle, że nie tak dawno były malowane... a tu się ślady łapek znajdą, a tam się znajdą ślady kółek od rowerka itd. To nie tak, że chłopaki są jakoś szczególnie nieznośni, albo rozwydrzeni. Nie, są przeciętni na tle rówieśników, mają wielkie pokłady energii. Oczywiście staramy się z mężem je jakoś poskramiać, z różnym skutkiem.

Proszę, nie pytajcie mnie o to, kiedy pojawi się kolejne dziecko!

I dlatego z ulgą wysyłamy dzieci do placówek edukacyjnych - wiadomo, w grupie rówieśników łatwiej spożytkować energię. Dzieciaki wracają ZMĘCZONE, więc i spokojniejsze i grzeczniejsze Widzimy też, że z biegiem lat jest chyba trochę łatwiej ogarnąć pewne sprawy. Maluchy już starsze, łatwiej się na coś umówić, ustalić zasady żeby były zrozumiałe. I chyba dlatego właśnie zawsze zalewa mnie fala gorąca, kiedy spotykam znajomych (lub nieznajomych) i słyszę pytanie - to kiedy trzecie? Kiedy będzie córeczka?

Litości ludzie! Mamy dwoje dzieci i staramy się ich wychować na przyzwoitych, cywilizowanych ludzi. Nie, nie czuję się gotowa, na kolejne wyzwanie w postaci noworodka. Tak, źle przechodziłam ciąże. Nie, nie zachwyca mnie wizja kolejnego porodu. Tak, moje dzieci miały kolki / alergie / ulewania itd. Itp. Nie, nie mam ochoty na powtórkę. Tak, wracałam do pracy zaraz po (krótszym niż dziś) macierzyńskim. Nie, nie mogę dalej wykorzystywać babci, a na opiekunkę nas nie stać. Tak, ulgi podatkowe i dłuższy macierzyński to wspaniałe udogodnienia. Nie, nie przekonuje mnie to, żeby podjąć się po raz kolejny tego trudu i wyzwania. I w ogóle, to urodź sobie Kochana najpierw dziecko, chociaż jedno, a potem dopiero dopytuj, kiedy my będziemy mieć trzecie!

Kochająca Matka Dwóch Łobuzów

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Podwójne życie Pat" Jo Walton. Życzymy miłej lektury.]

Podwójne życie Pat (Świat Książki)Podwójne życie Pat (Świat Książki)

Więcej o: