Złamane serce można poskładać. Poznaj terapię... śmiechem! [LIST ZDRADZONEJ]

Oto historia kobiety, która została oszukana przez mężczyznę. Poczujcie solidarność jajników, chwyćcie za widły, pokażcie mu, co robimy z niewiernymi! Albo... popłaczcie się ze śmiechu, tak jak my po lekturze listu Czytelniczki.

Chciałabym opowiedzieć Wam, moje Panie, pewną historię. Historię jakich wiele: oto Ja - młoda - chociaż niemłodniejąca, inteligentna - chociaż mająca przebłyski wręcz zdumiewającej głupoty, niezależna chociaż niemająca nic przeciwko mężczyźnie, który wyręczyłby ją w odtykaniu rur w zlewie, poznałam mężczyznę. Kilka randek - było miło, wszystko szło w dobrym kierunku, przestałam się bać, że skończę na starość z kotami - bo catwoman ze mnie żadna i w sumie nienawidzę sierściuchów.Wizja starości w otoczeniu gromadki kotów spędzała mi sen z powiek. Mężczyzna też zwyczajny, taki szarak, nie był superprzystojny - Fassbender z niego żaden, ale był interesujący. Miał to coś i wydawał się miły, a to ważne. Moja mama zawsze powtarzała, że mężczyzna nie powinien być przystojny bo jak jest przystojny, to wie o tym i z tego korzysta, ach, te matczyne mądrości. Wydawał się sumienny, zaradny, dbający o kobietę - nie jak moi ex, wszyscy niebiańsko przystojni, pewni siebie, mówiący całym sobą: Veni, Vidi, Vici.

W czwartek mieliśmy naszą ostatnią randkę. On zawsze miły, na czas, otwierający drzwi - taki typ konia pewniaka, zawsze się stawi, zawsze pomoże, a to ważne, brakowało mi takiej pewności w moich poprzednich związkach. Randka była miła, buzi - buzi na dobranoc i koniec.

W niedzielę wracam sobie z siłowni i kogo widzę na głównej ulicy 100 tysięcznego miasteczka, w którym mieszkam? Mój pewniak idzie pod rączkę ze swoją dziewczyną. Hmm, dużo mówił o sobie na naszych randkach, ale na pewno zapamiętałabym, że ma dziewczynę. Zdarza się i tak, nie był to pierwszy raz, kiedy to mężczyzna mnie zdradził, ale to jakoś mnie zabolało. Nie spodziewałam się tego po kimś takim jak on, ale stało się. Opiszę wam proces kuracji, jaką przeszłam po moim odkryciu.

1. Pierwszy moment to był szok, jakby piorun we mnie trafił, patrzę na nich trochę z oddali, ale jestem pewna, że to On! Toć wiem jak on wygląda. Nie mam odwagi patrzyć w ich stronę. Wbijam, dokładnie WBIJAM wzrok w witrynę, jakby była tam najnowsza kolekcja H&M Balmain. Nie wiem, czy mnie widzieli, odwracam wzrok w ich stronę, dopiero gdy jestem pewna, że mnie minęli, jakoś wewnętrznie czuję, że on też mnie widział, bo też wbija w ten sam sposób wzrok, a co jak co, ale nie sądzę, by sklep z produktami regionalnymi byłby AŻ tak interesujący.

2. Śmiech, nie bardzo potrafię pokazać złość - najczęściej robię to poprzez śmiech albo łzy, myślę on, naprawdę on miałby się okazać Casanovą, przecież to nerd.

3. Wracam do domu, dzwonię po koleżankę, przyjeżdża z martini, tłumaczę wszystko i czuję złość, rosnącą złość, ale nie na niego tylko, o dziwo, na siebie - że byłam taka głupia, że nie widziałam, że nie przejrzałam.

4. Koleżanka neguje, mówi nie możesz być zła na siebie, to ON! On chce dwie dziewczyny na raz, ON jest ten zły.

5. Poszłam pobiegać, mam skumulowaną taką ilość złości, że muszę się jej pozbyć.

6. Przepłakałam cały wieczór, w sumie nie dlatego, że darzyłam go takim wielkim uczuciem, za mało było tych randek, żebym to poczuła, ale dlatego, że mnie oszukano i to w tak prosty sposób.

7. Obudziłam się wcześnie rano, musiałam lecieć do Barcelony w sprawie jednego projektu, jako że przepłakałam cały wieczór, rano wyglądałam jak żona Kurta Cobaina. Dobrze, że mam ten wypad na 2 tygodnie do Barcelony, bo ten "getleman", z którym się spotykałam był z pracy, więc przez 2 tygodnie nie musiałam go oglądać.

8. Sprawdziłam wszystkie wiadomości od niego, czy czegoś nie przeoczyłam, czy może dawał mi sygnały, ze jest coś nie tak, że ma kogoś, nie jest zainteresowany, że chce tylko przyjaźni, ale to K*** nic, wszystkie SMS-y były dość osobiste, nawracałam do naszych rozmów, może jednak coś mi wspominał, ale no nic nie mogłam sobie przypomnieć. Podczas randek próbował delikatnie dotknąć moich rąk, na chwilę przytrzymać, łapał mnie wokół talii, i tak dalej, i tak dalej, nic nie wymuszałam, czyli to jednak on i jego wina!!!

9. Na lotnisku widziałam TYLKO szczęśliwe pary i to wszędzie, ludzie byście się uspokoili z tymi czułościami.

10. Kolejny etap: niedowierzanie, może wszystko mi się przywidziało, może to wcale nie był on. Może powinnam napisać, poprosić o wytłumaczenie, przedstawienie rachunków, faktur potwierdzających, że był gdzie indziej?

11. Jestem ogromną marzycielką: pragnę by przyleciał za mną do Barcelony, czekał przy wejściu do mojego hotelu i wytłumaczył wszystko, ach te Holywoodzkie komedie nauczyły mnie czegoś, teraz wiem, że powinnam oglądać więcej National Geographic, prawdopodobnie tam nauczyłabym się więcej o mężczyznach niż w komediach romantycznych.

12. Oho, pojawiają się myśli: "Będziesz do końca życia sama!"

13. Cały dzień w pracy, dużo problemów z projektem, zero czasu na myślenie o moim - nie moim Panie.

14. Ok, jest lepiej zaczynam śmiać się z całej sytuacji, w sumie wszystko było jak w jakimś amerykańskim filmie, brawo dla Pana za inteligencję, spotkać dwie swoje dziewczyny w niedzielny poranek na głównej ulicy małego miasteczka wcale nie jest tak trudno, może miał kiepską ocenę ze statystyki?

15. Planuję weekend, spotkanie ze znajomymi w Hiszpanii, pfff, kto potrzebuje faceta, zaoszczędzę na telefonach.

16. Czas na plany zemsty, czuję, że zdrowieję.

17. Pracuję z kolesiem, co jest brzydki, ale i on znalazł miłość, na miłość boską Lady GAGA znalazła miłość, a ja nie potrafię.

18. Na ulicach Barcelony wszyscy blondyni przypominają mi mego dzielnego Pana, odwracam się za każdym razem, gdy słyszę kogoś z amerykańskim akcentem - on był Amerykaninem.

19. Kolejny etap: Co mu powiem jak go spotkam, przygotowuję cięte riposty na każde jego słowo.

20. Internet, tam można znaleźć wszystko, pytam wujka Google'a dlaczego mężczyźni zdradzają.

21. Czas na retrospekcje, wnikliwe analizy wszystkich moich związków i moich błędów.

22. Nie oceniajcie - znowu czytam wszystkie wiadomości od niego.

23. Jako że mam projekt w obcym mieście, czasami jestem zmuszona zjeść kolację sama - najgorszy moment ever - jak mówią nastolatki. Kelnerzy się na mnie patrzą, a mi smutno.

24. Ale jest mojito, kto potrzebuje faceta kiedy można mieć mojito.

25. Etap myślenia o księciu z bajki - Panu idealnym.

26. Koniec projektu, czas wracać do pracy, jutro zobaczę go po raz pierwszy od incydentu.

27. W podróży powrotnej dowiodłam sama sobie, że dam sobie sama radę - ale to nie znaczy, że chcę. Fajniej jest znosić burze we dwoje.

28. Dzisiaj dzień ognia, widziałam go, udawał, że mnie nie widzi-nie zna-czyli jednak mnie widział tamtego dnia. Olać go, będzie następny! A jak nie, to i tak wolę być sama niż z taką zdradziecką żmiją jak on.

Czego się nauczyłam: że dam sobie radę sama, ale nie chcę. Że jestem silna i co cię nie zabije to wzmocni, nadal będę wierzyła ludziom, bo taka jestem. Jeżeli umawiam się z facetem na randkę, chcę wierzyć, że jest singlem. Wiem także, że nie powinnam oceniać mężczyzn po okładce, bo każdy może zdradzać, nawet szara myszka. Że są na świecie mężczyźni źli, ale są też i dobrzy. Wierzę, że uda mi się odszukać moją drugą połówkę pomarańczy.

A co polecałabym na złamane serduszko? Praca, praca i jeszcze raz praca - jakakolwiek by nie była, róbcie coś, byleby nie myśleć i nie analizować. Sport, by zmęczyć ciało - mojito też pomaga i trochę flirtu z nieznajomymi. Czy czuję się wolna? Nie. Ktoś kiedyś powiedział, że kobieta jest sumą swoich doświadczeń, a to jest kolejny klocek Lego w moim świecie. Życzę powodzenia w kuracji złamanych serc.

Zosia - poszukiwaczka orłów, sokołów, prawdziwych mężczyzn

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to 30-dniowy kod do Kinoplex.pl.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: