"To rodzina zaszczepiła we mnie przekonanie, że jestem nie dość dobra" [LIST]

Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy wizyta w domu wiąże się z poczuciem odrzucenia? Jak wytrzymać, jeśli najbliżsi zamiast wspierać, nieustannie porównują cię do innych? Czytelniczka opisuje swoją codzienność.

Lektura listu koleżanki Nijakiej - "Jak przestać być zupełnie przeciętną dziewczyną", zwłaszcza fragmentu o obawach partnersko-sercowych, w nieco absurdalny sposób przypomniała mi o moich własnych, spychanych w tył głowy, strachach matrymonialnych. A zdawałoby się, że charaktery mamy dość odmienne. I pewnie bym się nie odezwała, gdyby nie fakt, że bardzo wyraźnie widzę, gdzie mają źródło moje własne rozterki. W „trosce” osób, które są mi najbliższe, a także w zaszczepionej mi przez nich chorobie wiecznego porównywania się z innymi. Piszę, bo również nie wiem, co robić.

Kwestionowanie moich wyborów stanowi jedną z głównych atrakcji świąt i rodzinnych spędów.

W odróżnieniu od Nijakiej, ja jestem chyba aż nazbyt wyrazista. Nie powiedziałabym, że „nieszablonowa”. Wręcz przeciwnie, nie wykluczam, że jestem chodzącym stereotypem pokroju tych, których „normalsi” obśmiewają za bycie alternatywnym na siłę. W rodzinie uchodzę za przesadnie wygadaną, radykalną wariatkę. Moje poglądy, zainteresowania, styl życia, aktywizm, wygląd, a nawet sposób żywienia części po prostu spędzają sen z powiek, podczas gdy dla reszty kwestionowanie moich wyborów stanowi jedną z głównych atrakcji świąt i rodzinnych spędów. I mimo że zgrywam twardziela, to każda wizyta w domu wiąże się dla mnie z koszmarnym stresem. Pół biedy, gdy kończy się na wypowiadanych z nieukrywaną ulgą słowach „od razu bardziej cię kocham, jak schowałaś kolczyk”, pokiwam wtedy głową i przez kilka następnych minut zasępię się nad tym, jakie odległe i obce są mi priorytety emocjonalne mojej babci. O wiele ciężej mi jest wtedy, gdy pod płaszczykiem troski o moją przyszłość przeprowadzane są ze mną poważne rozmowy o tym, że nikt mnie TAKIEJ nie będzie chciał, bo włosy, bo buty, bo tatuaże, bo poglądy, bo, bo, bo. Że będę sama. Że oni marzą, żebym miała rodzinę, oparcie, a ja na własne życzenie się na to wszystko zamykam. Tylko czy dobrym wyborem jest pójście na kompromis wbrew sobie, po to tylko, by ku uciesze rodziny „oszukać” jakiegoś przyzwoitego kawalera? I które elementy mojej osobowości czy szeroko pojętego "imażu" mam porzucić, żeby stać się bardziej akceptowalną?

Przynajmniej raz na dwa tygodnie słyszę na imprezie pytanie, czy aby nie jestem lesbijką?

Jakiś czas temu porzuciłam próby wyglądania, że użyję sformułowania mojego taty, „bardziej jak dziewczyna”. Czułam się wtedy przebrana, jak świniak w smokingu, ten dyskomfort może i nie jest najgorszą rzeczą, jaka się może człowiekowi w życiu przytrafić, ale codzienność w nieswojej skórze jest zwyczajnie mniej znośna. I tak generalnie, życiowo, jestem typem pesymisty, więc po co sobie dokładać. I choć mocno zbliżyłam się do osiągnięcia jakiegoś poziomu samoakceptacji i zadowolenia z tego, jaka jestem i jak wyglądam, to ostatnio pod wpływem nacisków zewnętrznych znowu zaczęłam się kwestionować. Zupełnie nie pomaga fakt, że przynajmniej raz na dwa tygodnie słyszę na imprezie pytanie, czy aby nie jestem lesbijką, bądź stwierdzenie, że na pierwszy rzut oka nie wyglądam na tak fajną, przystępną czy ciepłą osobę.

Wiem, co chcę zrobić ze swoim życiem tylko skupić się nie mogę, bo widzę proporczyk "Forever alone".

Od prababci usłyszałam kiedyś piękne słowa: „Trzeba sobie radzić, kochanie. Chłop nie jest w życiu najważniejszy”. Ja sama również wolę trochę poczekać, niż wiązać się z byle kim w obawie przed samotnością. Spędziłam w takich związkach prawie dziesięć lat i nikomu tego nie polecam. W odróżnieniu od Nijakiej, wiem też, co ze sobą zrobić, wiem, co chcę osiągnąć i do czego dążę. Tylko nie mogę się na tym, do cholery, skupić, bo wisi nade mną malowany przez najbliższych proporczyk „Forever alone” i to wieczne poczucie, które chyba z Nijaką dzielimy, poczucie bycia niewystarczającą.

Pozdrawiam serdecznie z odmętów zagubienia.

Ewa

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to 30-dniowy kod do Kinoplex.pl.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: