"Mój ojciec jest pedofilem. Chcę, żeby to wreszcie przestało być tajemnicą!" [LIST]

"Podczas rozprawy rozwodowej z moją matką ojciec nie ukrywał, że dopuszczał się wobec mnie czynów lubieżnych. W latach osiemdziesiątych nikt jednak nie karał za takie wydarzenia automatycznie. Nie został w żaden sposób ukarany. Ożenił się kolejny raz" - wstrząsająca historia Czytelniczki.

Byłam niedawno na pogrzebie żony mojego ojca. Pomimo wszystkiego, o czym napiszę poniżej, było mi szczerze, ogromnie przykro. Płakałam, mój ojciec płakał, jej córki płakały. Płakałam, bo jest mi go strasznie żal. To jest uczucie, którym darzę moich rodziców. Jest mi ich żal. Jego jest mi żal, bo jest słaby, ma popierdoloną matkę i miał popierdolonego ojca. Jak to stwierdził mój wuj od strony mamy: "Jak są popierdoleni rodzice, to są i popierdolone dzieci".

Ode mnie i jego pasierbic oczekuje się opieki nad ojcem.

Z ojcem od lat utrzymuję kontakt bardzo luźny (mój ślub i pogrzeby), co zdaje się wprawiać w zdumienie rodzinę od jego strony. Przy okazji pogrzebu dowiedziałam się po pierwsze: że mój ojczulek związał się ze swoją żoną już po tym, jak przestał być z moją matką (pierdol się wujku! dzieci pamiętają doskonale, poza tym są FAKTY, które mówią, że było jednak inaczej), a po drugie: że oczekuje się od nas - jego pasierbic i mnie - opieki nad nim, doglądania go, "bo nie doje", spędzenia z nim tego, czy innego dnia Świąt. A gońcie się!

Druga żona ojca wiedziała od początku o jego skłonnościach.

Próbuję z nim utrzymywać kontakt, ale po pierwsze nie czuję się komfortowo sama z sobą robiąc to (jeśli nie brzydzę), po drugie, gdy już zdarzyło mi się go odwiedzić czy zadzwonić z okazji Świąt, oddzwaniał później, pijany. Podczas ostatniej rozmowy przed śmiercią jego żony, a było to rok, może dwa lata temu, podpity zacytował ją mówiąc, że ja to już "ch** na niego położyłam". Dziwiła się? Co ona sobie wyobrażała? Że będę się spotykać z tatusiem co weekend przy herbatce i tartinkach? Tym bardziej że wiedziała.

Wiedziała dlaczego moja matka się z nim rozwodzi (bynajmniej nie z jej powodu, w każdym razie nie głównie). Dowiedziawszy się, co jest przyczyną szybkiej decyzji mojej matki, powiedziała: "Ja jego biorę takim, jakim jest".

Ojciec do wszystkiego przyznał się podczas sprawy rozwodowej. Nikt go za to nie ukarał.

Mój ojciec jest pedofilem. Nie zgwałcił mnie. Dokonał czegoś, co w języku fachowym nazywa się czynem lubieżnym. Mówiąc wprost: onanizował się w mojej obecności, chciał, żebym ja też to robiła. Raz schował moją szmacianą lalkę pod kołdrą i traf chciał, że próbując ją wyciągnąć złapałam zamiast nogę lalki - jego penisa. Oglądał przy mnie filmy pornograficzne, czesząc swoje włosy łonowe małym grzebyczkiem. Ojciec przyznał się do wszystkiego na sprawie rozwodowej. Sprawa karna się nie odbyła, gdyż w latach 80. nikt z automatu nie karał za takie czyny.

Nie mam i nigdy nie miałam odwagi powiedzieć jednej z jego pasierbic jaki był główny powód rozwodu, uważałam, że kiedyś, przy jakiejś okazji, gdy spotkam ją gdzieś na mieście, powiem, aby zapytała własnej matki.

Boję się o małe dzieci, które są w jego towarzystwie.

Zastanawia mnie, dlaczego moja matka wyszła za niego wiedząc, że gdzieś, kiedyś jako nastolatek jeszcze - robił sobie dobrze w miejscu publicznym, a okoliczne dzieci, jak to określiła "rzucały w niego kamyczkami". Zastanawia mnie też to, że dziewięcioletnia córka jednej z jego pasierbic jest i zawsze była bardzo nieśmiałym, zamkniętym dzieckiem, pomimo że rodziców ma w porządku.

Mam nadzieję na ukazanie się tego listu. Mam nadzieję, że te informacje dotrą do nich w jakiś sposób. Z czysto egoistycznych pobudek mam taką nadzieję. To nie jest moje widzimisię, że nie spotykam się z ojcem, choćbym miała ochotę. Próbowałam, ale czułam niesmak. Nie chcę kreować rzeczywistości, wyobrażając sobie, że jest kimś innym. Chcę żeby wszyscy wiedzieli dlaczego nie czuję się zobowiązana do czegokolwiek wobec niego i mam do tego pełne prawo.

H.

Więcej o: