"Mam 25 lat, troje dzieci, jestem aspołeczna i wiecie co? Jestem szczęśliwa!" [LIST]

"Społeczeństwo jawi mi się jako stado baranów. Nie znam pojęcia tabu. Podobno nie mam wstydu. Jestem aspołeczna". Czytelniczka prezentuje swój sposób postrzegania świata, zastanawiając się jednocześnie, czy jej dzieci będą do niej podobne?

Jestem aspołeczna. Co mam na myśli? Sięgnę po definicję. "Zachowanie aspołeczne - tzw. „wyłączeniowe” formy niedostosowania społecznego charakteryzujące się biernością, izolacją, niechęcią do bycia w grupie, zahamowaniem, brakiem inicjatywy społecznej". To ja w pigułce. Odkąd pamiętam. Odrzucam każdą tradycje, każdy nakaz i zakaz moralny. Nie nawiązuję trwałych relacji. Nie mam przyjaciół. Nie wybaczam. Nie przyjmuję do wiadomości "musisz", "tak trzeba", "tak wypada". Społeczeństwo jawi mi się jako stado baranów. Nie znam pojęcia tabu. Podobno nie mam wstydu.

W sumie akceptuję wszystko i wszystkich, dopóki trzymają się na bezpieczna odległość.

W ogóle nie odnajduje się w społeczeństwie w żadnej roli. Nie głosowałam nigdy. Nie jestem patriotką. Nie interesuje mnie nic, co mnie nie dotyczy bezpośrednio. Z drugiej strony jestem w stanie zaakceptować każdą odmienność. W sumie akceptuję wszystko i wszystkich, dopóki trzymają się na bezpieczną odległość. I lubię moje życie. Nie mam jeszcze 25 lat. Często słyszę że "wyrosnę z tego, dojrzeję". Guzik prawda. Obrałam drogę już dawno i trzymam się jej, bo jestem uparta i konsekwentna. O dziwo, mam męża. To taki bonus od losu. Bo z takim stylem życia nie brałam pod uwagę małżeństwa. Kocham go na swój sposób, ale nie wierzę w miłość do końca życia. Wiem, że kiedyś się rozstaniemy. Ale jeszcze nie teraz. Teraz jesteśmy sobie wciąż potrzebni.

Codziennie uczę się macierzyństwa, bo moje dzieci uczą mnie być mamą.

Jestem matką. Troje dzieci to podobno patologia w tym wieku. Trudno. To jedyne istoty, które potrafię kochać bezwarunkowo. Chciałam ich. Ich ojców już niekoniecznie. Wmawiają mi, że ich krzywdzę. Często to słyszę. Uodporniłam się, bo widzę, że są szczęśliwe. I ja jestem szczęśliwa. Więc, co mnie obchodzi reszta świata? Będzie mi trudno je wychować, wiem to. Nie mam wzorca, na którym mogę się oprzeć. No przecież nie na mojej matce, która do niczego się nie nadaje. Więc codziennie się uczę, bo moje dzieci uczą mnie być mamą.

Mówią, że jestem tępa, bo nie mam matury. Ale matura to kolejna bzdura.

Kiedyś jedna pani zapytała, kim będą moją dzieci, kim chciałabym, żeby były. Będą kim sami będą chcieli. Ja nie jestem od ustawiania im życia i mówienia, co jest dobre, a co złe. Sami muszą do tego dojść. Ja mogę pomóc, gdy poproszą, nigdy nie będę wyręczać. Nie rozumiem, jak można dziecku narzucać, kim ma być, co myśleć. Ale ja nie rozumiem zachowań wielu osób. Nie rozumiem jak można szanować kogoś "z góry". Mówią, że jestem tępa, bo nie mam matury. Ale matura to kolejna bzdura. Ma sens, gdy ktoś chce iść na studia. Wiem, że nie jestem jedyną aspołeczną. Znam jeszcze parę takich osób jak ja, choć my nie miewamy przyjaciół, więc są to luźne znajomości. Ciekawi mnie, jakie będą moje dzieci, gdy dorosną. Społeczne czy aspołeczne?

Aneta

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "What if? A co, gdyby?" Randalla Munroe'a. Życzymy miłej lektury.]

b

Więcej o: