"Ile jeszcze kłamstw usłyszę, nim podejmę decyzję o odejściu?" [LIST]

Co zrobić, jeśli jednocześnie kochasz i widzisz wszystkie niedoskonałości? Wierzyć w to, co podpowiada umysł, czy w to, co podszeptuje wrażliwe serce spragnione choćby minimalnego zainteresowania?

Jestem w związku z mężczyzną, który wydawał mi się na początku uosobieniem dobra. Przepełniony empatią i zrozumieniem. Poznałam go przez Internet. Od razu okazało się, że ma to coś. Zaiskrzyło. Długo trzymałam go na dystans, aby sprawdzić jakie są jego zamiary. Spotkaliśmy się dopiero po 3 miesiącach intensywnego kontakty telefonicznego, skypowego etc. Był ten błysk w oku, to coś. Stało się. Zakochałam się. Spragniona miłości wpadłam w jego ramiona. Potem wszystko poszło szybko.

Ostatnio miał dwa razy ataki agresji słownej, kompletnie niekontrolowanej.

Postanowiłam, że wraz z moją córką przeprowadzimy się do jego miasta, w innym obcym mi kraju. Nie znając języka zostawiłam wszystko, aby moc być blisko niego. Teraz mija 18 miesiąc jak jesteśmy razem. Ostatnio miał dwa razy ataki agresji słownej, kompletnie niekontrolowanej. Trwało to krótko. Jakieś 5 minut, ale jego słowa mocno nadszarpnęły moje poczucie, że warto z nim być. Czasem sobie myślę, że kochać można tylko wtedy gdy czuje się pewnym i bezpiecznym. Ja się tak nie czuję.

Jak wierzyć komuś, kto kłamie z byle powodu?

Czuję za to, że moje uczucie zaczyna słabnąć, choć mimo wszystko nadal istnieje. On ma problemy. Codziennie pali gandzie. Poza tym w między czasie wyszło na jaw, że ma 3 córki. Każda z innego związku (powiedział mi tylko o jednej). Najmłodsza ma 2 lata. Rozstał się z matką swojej córki, kiedy była ona w ciąży. Twierdzi, że ona miała problemy osobowościowe, wykazywała cechy autodestrukcji, miała kłopot z alkoholem i narkotykami. Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Tym bardziej że często się zdarza, że mnie okłamuje. Z byle powodu. Później prawda wychodzi na jaw i ja czuję się tak bardzo rozczarowana. Czuję wewnętrzny dylemat.

Zagubiona szukam odpowiedzi na pytanie gdzie jest ta granicą, której przekroczenie dla mnie nie jest akceptowalne. Chaos w mojej głowie nie pozwala mi podjąć konkretnej decyzji, co robić dalej. Oznajmiłam mu, że jeśli nic się nie zmieni, to ja nie chce tak żyć.

Mam wrażenie, że jego 42-letni umysł nie przyswaja niczego co jest dla mnie ważne.

Oświadczył mi się. Zgodziłam się. Kocham go. Chce walczyć o nas, ale czuję, że to jest walka jednostronna. Jakieś 2 tygodnie temu mi powiedział, że jest bardziej niż pewny tego, że ja jestem ta ostatnia. Sęk w tym, że ja nie jestem tego, aż tak bardzo pewna. Nie rozumiem jego zachowań, czasami brakuje mi siły, by stale w kółko powtarzać to samo. Niekiedy mam wrażenie, że jego 42-letni umysł nie przyswaja niczego co dla mnie jest ważne. A może to ja za dużo chcę? Wiem, że chcę spokojnego życia z człowiekiem, w którym znajdę oparcie, ostoję spokoju i zrównoważenie. Swój słowotok traktuję jako swego rodzaju katharsis. Chcę się oczyścić z tych wszystkich wątpliwości. Może wtedy będzie mi łatwiej podjąć jakiekolwiek dalsze działania.

G.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to e-book "Kobieta dość doskonała" Sylwii Kubryńskiej z zaprzyjaźnionego Publio. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: