"Miał być ślub, ale odwołałam. I wreszcie jestem szczęśliwa" [LIST]

To nie był maj. Nie było też pachnącej Saskiej Kępy. Miał za to być ślub. Ale... Zresztą sami poznajcie historię naszej Czytelniczki.

Przygotowania do ślubu szły pełną parą. Wszyscy podekscytowani i wyczekujący tego dnia. Oprócz mnie. Panny Młodej. Każdego dnia miałam wątpliwości i każdego dnia myślałam, że może to jest normalne. Może to tylko stres. Przymierzałam suknię ślubną, patrzyłam w lustro i czułam smutek. Wszyscy tak czekają i cieszą się na ten dzień. Wytrzymam, a potem się rozwiedziemy. Dziś wydaje mi się to śmieszne.

Pamiętam wszystkie jego krzyki i swoje milczenie.

Mieszkaliśmy razem cztery lata. Mimo że oświadczył się już po roku znajomości. I właściwie nie było źle. Nigdy nie narzekałam Co dzień czułam się winna. Na dzień dobry słyszałam, że dzień będzie do dupy. Że pogoda jest niedobra. Że dlaczego on musi iść do pracy, której nienawidzi. Że zupa smakuje jak gówno. Że ja jestem nieudacznikiem i do niczego się nie nadaję. Ja z dwoma tytułami magistra i stałą pracą. Zarabiająca dużo więcej niż minimalna krajowa. I on. Zawsze ponury, niezadowolony, narzekający na wszystko: „Po cholerę przyjechałem po ciebie do pracy! Teraz będę stał w tym pieprzonym korku. Rozwaliłaś mi cały dzień! Przez ciebie są same problemy!”. Pamiętam wszystkie te rozmowy. Jego krzyki. Pamiętam moją ciszę. Żeby tylko nie pogarszać sytuacji. Lepiej się nie odzywać.

On chce żebym była inna, lepsza.

„Jesteś mało kobieca. Mogłabyś coś ze sobą zrobić. Wstyd się z tobą pokazać”. Ja? Rzadko się maluję, to prawda, ale koleżanki pytają, gdzie kupuję ubrania. Co dobrać do czego. Chodzę na fitness, do solarium i lubię szpilki. Gotuję, sprzątam, uczę się i pracuję. Ważę 60 kg przy 168 wzrostu. Patrzę w lustro i nie wiem, co zmienić. Zawsze mam zrobione paznokcie. Umalowane oczy. Ładną bieliznę.

Mama dodawała mi sił. On mi  je odbierał.

„Na sobotę umówiłam się z dziewczynami”. „Pogięło cię? Nie możesz ze mną spędzać czasu? Po co ci te twoje głupie koleżaneczki?”. Wyszłam. Nie odzywał się do mnie przez tydzień. Spał odwrócony do ściany. Aż go przeprosiłam. „Zapisałam się na niemiecki”. „Poj*ło cię? Przecież i tak nie dasz sobie rady! Przecież się tego nie nauczysz! Jezu! Nie masz na co wydawać pieniędzy? Jaka ty jesteś głupia!”. Powiedziałam też o tym swojej mamie. „Super! Zawsze chciałaś uczyć się niemieckiego!”. I to był chyba ten moment. Dwie skrajnie różne reakcje. Otwarcie oczu. Definitywne. Tak ma wyglądać moje życie? Zawsze?

Po czwartym razie, gdy obiecywał poprawę, przestałam wierzyć.

Zaliczki za salę i za orkiestrę już wpłacone. Cała rodzina już wie. Za miesiąc trzeba będzie jeździć z zaproszeniami. Mama pyta, kto, gdzie będzie siedział, a ja wybucham płaczem. Mówię mu, że to koniec. Mówię mu, że to koniec po raz czwarty. Trzy razy wcześniej błagał mnie, żebym nie odchodziła. Że nie wyobraża sobie życia beze mnie. Że zginie. Że się zabije. Że przeprasza za wszystko, i że się zmieni. Że to nie jego wina. Za pierwszym razem wierzyłam, że się zmieni. Za drugim chyba też. Za trzecim było mi wszystko jedno. Nawet nie płakałam. Było mi całkowicie obojętne czy być z nim, czy nie. Byłam bezpośrednia, chciałam żeby zrozumiał, że to koniec. Przez kolejny tydzień wracałam do mieszkania, gdzie on był. Codziennie czekał w korytarzu na kolanach z kwiatami. Płacząc. Jego mama błagała, żebym go nie zostawiała. Wyprowadziłam się do koleżanki.

Minęły dwa lata. Jestem sama. Jestem szczęśliwa. Mam przyjaciół, mam dobrą pracę, uczę się niemieckiego i robię doktorat. Odpoczęłam. Odzyskałam poczucie własnej wartości. I mam czas na tyle rzeczy! Ale ciągle pamiętam każde jego słowo, a powyżej pominęłam wiele... Unikam mężczyzn. To jeszcze nie jest mój czas. I nawet chyba nie żałuję, że z nim byłam. Nauczył mnie dużo. I ma się dobrze, bo chyba nie muszę dodawać, że wcale się nie zabił, prawda?

Prawie mężatka

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kobieta dość doskonała" Sylwii Kubryńskiej. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: