"A gdy przyjdzie wojna, ratujmy to bez czego schamiejemy!" [LIST]

Są listy, które najbardziej przypominają kartkę wyrwaną z pamiętnika. Przed wami historia pewnej rodzinnej pamiątki przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Może przywoła także i wasze wspomnienia.

W 1939 roku moi dziadkowie uciekali przed wojną. Dziadek pakował po "męsku" - czyli co może być najpotrzebniejsze - musiało być pod ręką, a nie na spodzie . Najważniejsza była siekiera, żeliwny sagan i zapałki. Bo to i obronić się da, ogrzać a i coś zjeść będzie można. Upychał na drabiniastym wozie cenne rzeczy zawinięte w kołdry i pierzyny, pozaszywane w rogi serwet i ubrań. Dokładnie wiedział, gdzie co jest. Babcia zajmowała się wielkim wiklinowym koszem wyściełanym sianem i płachtą starej pierzynowej wsypy. Tam trzymała najcenniejszy skarb - porcelanowy serwis po swojej babce. Dziadek powoził delikatnie. Unikał twardych dróg, kocich łbów i traktów po bombardowaniu. Babcia była w zaawansowanej ciąży.

Przyszedł dzień, w którym znów trzeba było uciekać.

Kiedy wóz zanadto podskakiwał na wybojach, babcia podnosiła kosz w górę, wzdychała głośno i upominała męża: "Jasieńku, bo będzie nieszczęście". Więc dziadek spinał konia i starał się wypatrzyć jak najbardziej spokojną drogę. A potem znów się rozpakowywali, pakowali, przemieszczali i jechali. Już z niemowlęciem mojej mamy. I pewnego dnia trzeba było uciekać tak, jak się stało. Nie było czasu na układanie pierzyn i kołder.

Są rzeczy, które czynią nas ludźmi.

Babcia złapała tobołek z dzieckiem, a do dziadka krzyknęła "porcelana". W pobliskim lesie kiedy już uspokajali się nawzajem, dziadek z wściekłością kopnął wypchany sianem kosz "ze skorupami". Krzyczał na babcię rozdygotany, że przez te talerzyki i filiżanki zostawił na zatracenie i siekierę, i żeliwny garnek. Babcia jak to babcia, ugłaskała męża, przytuliła i sprawdziła zawartość wiklinowego kosza. Po czym wyjęła porcelanową filiżankę ze spodkiem i podsuwając dziadkowi pod nos powiedziała:

- Bez tego Jasieńku, schamiejemy do reszty.

Dziś jedyna ocalała z tamtego kosza filiżanka z jedynym spodkiem stoi w moim domu. Na wszelki wypadek mam wymoszczone specjalne pudełko. I mamy umówione: mąż "gdyby co" - łapie się za nośniki pamięci, a ja za pudełko z filiżanką. Bo tego co się zdarzyło, już się nie odtworzy.

Renata

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Taniec w rytmie rewolucji" Ece Temelkuran. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!


Więcej o: