"Niby jest XXI wiek, ale kobiety głupie jak za króla Ćwieczka!" [LIST]

Ile razy poruszany był temat kobiet nieszczęśliwych przez mężczyzn? Zbyt wiele razy. Przynajmniej zdaniem naszej Czytelniczki.

Za każdym razem, gdy słyszę historię kobiety, której partner okazał się tyranem, przecieram oczy ze zdumienia i niemal natychmiast dłonie zaciskają mi się w pięści. To samo uczucie towarzyszy mi, gdy czytam na przykład list do redakcji, w którym jakaś tam dziewczyna cierpi lub cierpiała. Pisząc to nie chcę się wywyższać, ani nikogo urazić. Chodzi mi raczej o to, że skoro temat jest powszechny i stary jak świat, to chyba możliwe jest wyedukowanie kobiet tak, aby wiedziały jak się w takiej sytuacji zachować? No, do cholery? Ile razy będzie odtwarzana ta banalna do bólu historia? Naprawdę jesteśmy tak bezsilni?

Dlaczego wciąż tyle matek wbija dziewczynkom do głowy, że prawdziwy dom to taki, w którym są męskie spodnie?!

Czy to jest wiedza tajemna, jakie zachowania męskie są zupełnie nieakceptowalne? Czy to jest tak cholernie skomplikowane, że jeśli nie zaczniesz szanować siebie, nie zrobi tego nikt? Czy wreszcie naprawdę w imię (rzekomej) miłości fajne dziewczyny będą wiecznie przymykać oczy na niedociągnięcia ich pseudopartnerów? Kiedy wreszcie kobiety pojmą, że jeśli nie zaczną walczyć o szacunek, więcej wymagać, to nic się do cholery nie zmieni! Dlaczego wciąż tyle matek wbija dziewczynkom do głowy, że prawdziwy dom to taki, w którym są męskie spodnie?! Ślub to najpiękniejszy dzień w życiu kobiety? Na Boga, cóż za brednie. Dlaczego w domach i szkołach nie edukuje się dzieci o partnerskich związkach? I to zarówno dziewczynki jak i chłopców!

Chciałabym wierzyć, że są matki, które uczą córki, czym jest partnerski związek, ale moja taka nie była.

Mamy XXI wiek, a niektóre kobiety niezmiennie są głupie jak za króla Ćwieczka. Wierzą, że pod wpływem ich miłości oprawcy, którzy nimi podskórnie gardzą, nagle zaczną je szanować. No miłe moje, tak to nie działa. Mnie tę wiedzę - za moich nastoletnich czasów jeszcze - przekazała ciocia. Doświadczona przez los rozwódka, wychowująca samotnie dwie dziewczynki, postanowiła sobie, że nie pozwoli, aby żadna ze znanych jej kobiet nigdy nie doświadczyła tego, co ona przeszła ze swoim mężem. I rozmawiała ze swoimi córkami (moimi kuzynkami) i ze mną również. Chciałabym wierzyć, że są matki, które uczą córki, czym jest partnerski związek, ale przyznam, że moja taka nie była.

Myślę, że marzenia o tym, że to szkoła mogłaby uczyć dziewczynki szacunku do samych siebie, to mogę sobie między bajki włożyć. Ale przydałoby się jakieś powszechne poruszenie, jakaś akcja społeczna, która uświadomiłaby kobiety, że zasługują na szacunek. Asertywność nie powinna być słowem znanym tylko w korporacjach, kiedy to konieczne staje się odmawianie. Asertywność jest niezbędna, aby żyć szczęśliwie codziennie.

Może kontynuując akcję "Bo zupa była za słona", warto by wątek przemocy poszerzyć o razy godzące nie w ciała kobiet, ale również w duszę? Bo coś widzę, że stale rozwijający się ruch feministyczny niekoniecznie sobie z tym partnerstwem radzi. Może potrzeba na to dekad, a może stuleci - nie wiem. Wiem za to, że jeśli znów przeczytam, że jakaś dziewczyna potrzebowała 4 lat, aby zorientować się, że jest w związku z bucem, to oszaleję. Naprawdę nie trzeba uczyć się na własnych błędach.

Zmęczona

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kobieta dość doskonała" Sylwii Kubryńskiej. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: