"Zakochanie jest spektakularne. Prawdziwa miłość jest zupełnie zwyczajna" [LIST]

Nie każda kobieta oczekuje od swojego partnera kwiatów, słodkości czy romantycznego celebrowania dnia św. Walentego. A przynajmniej nie nasza Czytelniczka. Co zatem ją rozczula najbardziej?

zakochaniefot. Shutterstock

Zakochanie minęło chyba po jakichś czterech miesiącach. Zaczęły się schody, po których wchodzimy wspólnie od 16 lat - a od sześciu z dodatkowym dziecięcym bagażem. Najczęściej ramię przy ramieniu, ale bywa i tak, że jedno z nas przeciera szlak na wyższe piętro. Wtedy trzeba przystanąć i poczekać, aż druga osoba dojdzie.

Nie, nie jestem zakochana.

Dużo razem przeszliśmy i mogę z całą świadomością powiedzieć, że nie jestem zakochana: w bałaganie na pulpicie komputera, ani jak widzę brudne rzeczy rzucone na podłogę, albo buty stojące przy wejściu - idealnie tak, żeby się o nie potknąć wchodząc. A do szału doprowadza mnie nieposprzątana łazienka, bo nasz wypracowany sprzątaniowy kompromis reguluje ten obszar w Jego zakresie kompetencji. Nie, nie jestem zakochana w nieogarniętej kuchni, ani naczyniach, które dziwnym trafem nie wchodzą same do zmywarki. Ani cholernych okruszkach, które zostają na stole. Nie, nie jestem zakochana.

Ale kocham całym sercem, choć czasem nóż mi się w kieszeni otwiera, jak muszę wyprasować tę cholerną koszulę na 10 minut przed wyjściem. Jakby nie można było jej wybrać wcześniej, niż na ostatnią chwilę. Ale kto by to wszystko robił, jak nie on?

Kocham go naprawdę, bo mam za co.

Nie dostałam 14 lutego kwiatów, ani zaproszenia do kina na komedię romantyczną, ani nawet cholernych czekoladek. Bo wcale ich nie chcę - i z ręką na sercu - nigdy nie chciałam. Za to on zawsze dzwoni, jak ma się spóźnić z pracy choćby 5 minut. Zorganizował obiad z przy okazji kupionych półproduktów, bo naprawdę w ostatnią niedzielę nie chciało mi się stać przy garach. Kupuje wino, które lubię, choć sam za nim nie przepada. Nie skomentował niemiło, jak przez dwoje drzwi na prawym boku przyhaczyłam na parkingu śmietnik, którego tam wcześniej naprawdę nie było! Obśmialiśmy to razem. Odebrał dziecko z ferii od mojej mamy, która nagle zachorowała w środku tygodnia (200 km w jedną stronę), bo ja naprawdę musiałam tego dnia być w pracy. A odkąd nastała zima, wstaje 10 minut wcześniej, żeby oskrobać szyby w moim aucie...

I jak kupuje e-booki, to zawsze wysyła jeden egzemplarz na mojego Kindle'a... A przy ostatnim gwałtownym hamowaniu na autostradzie - było naprawdę niebezpiecznie - chwycił dłonią moje kolano, jakby chciał mnie przytrzymać mocniej niż pasy, żeby na pewno nic mi się nie stało.

Naprawdę, nie potrzebuję żadnych róż ani bombonierki raz do roku, ani nawet romantycznej kolacji czy innego kina. Chciałabym tylko do końca życia widzieć troskę w oczach i móc wsiadać do odrapanego i odśnieżonego samochodu...

Tygryskowata

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Jaskiniowiec" Jorna Liera Horsta. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: