"Jest ci źle w pracy? To ją zmień, zamiast narzekać!" [LIST]

List nauczycielki, która miewa dość swojej pracy nie wszystkim się spodobał. Napisała do nas Czytelniczka, wskazując zawody, w których praca jest znacznie gorsza. Pytanie, czy argument, że "inni mają gorzej" jest na pewno dobry?

23.09.2011 WARSZAWA , LEKCJA  JEZYKA POLSKIEGO W SPOLECZNEJ SZKOLE PODSTAWOWA NR 2 STO PRZY ULICY DZIATWY .  FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETAFot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Kilka dni temu przeczytałam list od nauczycielki, która bardzo narzeka na realia panujące w zawodzie nauczyciela. List, który mocno mnie zirytował. Autorka wspomniała w nim, że wolałaby czasami zostać kasjerką w Lidlu, bo taka praca w porównaniu z jej belfrowską gehenną, jest istną sielanką.

Widziałam jak kasjerka się rozpłakała, bo nie mogła wyjść do toalety.

Otóż droga Autorko, w okresie przedświątecznym byłam świadkiem sytuacji, kiedy to kochająca swoją pracę kasjerka, rozpłakała się siedząc wygodnie na swoim krzesełku przy superprzestronnej kasie. Nie ze szczęścia. Od dłuższej chwili chciała udać się do toalety, a że kolejki były szalenie długie, a nie mogła doczekać się zmiany przy swojej kasie, bo zmienniczka wykładała akurat towar, który osobiście wcześniej przytargała na potwornie ciężkiej palecie.Kasjerka zwyczajnie nie wytrzymała. Inna w tym czasie wysłuchała mocno przesadzonych pretensji od uśmiechniętej klientki, że ruszają się jak muchy w smole.

Kolejny przykład rewelacyjności pracy w supermarkecie? W moim mieście przez wiele miesięcy kasjerki jednego ze znanych dyskontów musiały po kilka godzin pracować w pozycji stojącej przy kasie, bo przez to wyrażają szacunek dla klienta, a kierownictwa nie stać za zakup krzeseł. Dobrze, że media regionalne poruszyły tę kwestię i dziewczyny mogą teraz spokojnie, w pozycji siedzącej uśmiechać się do zrzędzących klientów i oczekiwać na możliwość skorzystania z toalety.

Kolejny przykład zawodu, który jest szczytem marzeń każdej Polki: telemarketerka-pracownica infolinii.

Teraz pozachwycajmy się pracą w markowych butikach. Po pierwsze prestiż, a co! Po drugie umowa-zlecenie i najniższa krajowa. Całe 1360 PLN! Ambasadorki marek (ależ zacna nazwa) mają stać po 12 godzin (a potem jeszcze sprzątanie butiku, min. godzinka), szczerzyć zęby do klientek i nawet nie wspominać kierowniczkom o tym, że są głodne, spragnione, chcą siku, mają wysoką gorączkę, boli je żołądek etc. Bo na ich prestiżowe miejsce są przecież tłumy chętnych nauczycielek.

Kolejny przykład zawodu, który jest szczytem marzeń każdej Polki: telemarketerka-pracownica infolinii. Te to dopiero mają fajnie, cały czas siedzą przy komputerach i mogą bez ograniczeń rozmawiać przez telefon. A ich interesanci prezentują niekiedy taki poziom kultury i słownictwa, których nie powstydziły się żul spod monopolowego. Och, i jeszcze pracownice sklepów monopolowych, te to dopiero mają rozrywkową pracę i klientelę.

Nauczycielka? Jak ma okienko, to wyskoczy sobie do galerii po nową kieckę.

A teraz popłaczmy nad losem nieszczęsnych nauczycielek. Moja bliska znajoma, biedna belferka. Pracuje czasem po 3, 4 godzinki dziennie. Płaca ok. 2000 zł (bez zastępstw, za te dostaje ok. 400 zł dodatkowo), wyższa niż najniższa krajowa. Wolne święta, weekendy, ferie, wakacje. Nie ma problemu, co zrobić w tym czasie z dziećmi, kiedy szkoła jest zamknięta, bo ona sama do pracy jednak iść nie musi. Jak ma okienko, to wyskoczy sobie do galerii po nową kieckę. Nad uczniami, a tym bardziej ich rodzicami, wcale się nie rozczula.

Koleżanka nauczycielka nr 2. Kończył się jej macierzyński, więc od razu zdecydowała się na drugie dziecko, żeby ciągnąć wolny okres, w pełni płatny przecież. A powrót do pracy ma pewny w państwowej podstawówce. A jak to się zawsze chwali prezentami na dzień nauczyciela i imieniny!

Drogie nauczycielki, nie miejcie mi za złe niniejszego listu, wiem, że łatwo nie macie. Ale nie mogę znieść słów waszej rozżalonej i nieszczęśliwej koleżanki po fachu. Mocno przesadzonych.

A jak ci tak bardzo źle i się wstydzisz - zmień pracę.

Każda z nas ma lepsze i gorsze chwile w pracy. Każdy zawód niesie za sobą przeróżne irytujące i demotywujące kwestie. I każda z nas ma prawo czasem sobie ponarzekać. Ale sposób, w jaki robi to Autorka poprzedniego listu, a zwłaszcza porównanie do pracy na kasie w Lidlu, jest co najmniej nie na miejscu.

Otóż, droga nauczycielko, te pracownice marketów, sklepów z ciuchami w galeriach, sprzątaczki, telemarketerki etc. też są niekiedy po studiach wyższych. Nieraz po kilku fakultetach. I za studia zazwyczaj płaciły sobie same, bo też mają pracodawców, którzy nie raczą zasponsorować im edukacji. I pracują często na śmieciowych umowach, bez wolnych weekendów, ferii i wakacji, bez prawa do urlopu! Bo umowa-zlecenie nie przewiduje takiej opcji. 12 godzin w pozycji stojącej, znosząc złośliwości poirytowanych klientów, często bezzasadnych. Więc nie rozczulaj się nad sobą, bo inne mają naprawdę gorzej. A jak ci tak bardzo źle i się wstydzisz - zmień pracę. Przynajmniej zwolnisz etat jakiejś nauczycielce z powołaniem.

NieNauczycielka

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Krocząc w ciemności" Leonie Swann. Życzymy miłej lektury.]

Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016

Więcej o: