"Gdy dach zardzewiały, to mokra piwnica - tak się podrywa rudowłose dziewczyny!" [LIST]

Wydawać by się mogło, że naturalnie rude, bujne loki to dar. Powód do radości, kto wie, może nawet karta ulgowa, bo kto oprze się zalotnemu uśmiechowi rudowłosej kobiet. Otóż w prawdziwym życiu jest inaczej. Jak? Przeczytajcie list Czytelniczki.

seks, kobietaCC BY-SA 2.0 Flickr.com/mayron avelar www.flickr.com/photos/mayronavelar/12613345655/in/photostream/

Pod artykułem o rudowłosych kobietach "Rude wcale nie są bardziej puszczalskie", przeczytałam: „Rude koleżanki w moim otoczeniu są absolutnie oblegane przez osobników płci męskiej, budzą zachwyt i zazdrosne spojrzenia koleżanek, które farbują się na rudo. Rudzi wyśmiewani? Gdzie, gdzie, bo nie widzę?”.

Droga autorko komentarza, może tego nie zauważasz, ale gdybyś zapytała przynajmniej jedną z naturalnie rudych koleżanek, jak wyglądało jej życie w przedszkolu, podstawówce czy liceum, to już tak różowo by nie było. Rude osoby nie mają łatwego życia i z autopsji mogę potwierdzić (ruda od urodzenia, dodatkowo z burzą loków, którą wszędzie widać), że w artykule jest dużo prawdy.

Zrzucanie ze schodów, plucie, podpalanie włosów, zranione uczucia - "bo rude to nie człowiek".

Wszystkie rude osoby jakie znam (wliczając także siebie), mają kilka sytuacji związanych z kolorem włosów, o których naprawdę trudno mówić. Zrzucanie ze schodów, plucie, podpalanie włosów, zranione uczucia - "bo rude to nie człowiek". Pogarda chłopaków, w których skrycie się podkochujesz, obelgi, które na każdym kroku słyszysz - tak wygląda codzienność rudej osoby. Nie tak dawno miałam taką sytuację - chciałam pomóc starszej pani z zakupami, a zostałam wyzwaną od rudych ladacznic i złodziejek. Nie dlatego, że pani sądziła, że chcę ją okraść - wystarczyła jej moja fryzura.

Każdy w wieku lat kilkunastu nabywa kompleksów, to rzecz niezależna od nas. Tylko w przypadku rudych osób, jest się atakowanym z każdej strony. Nieustannie. To wystarczy, by naprawdę siebie znienawidzić. Koleżanki twojej mamy z jednej strony mówią, że wyglądasz jak "laleczka", ale nie pozwalają bawić się swoim dzieciom z rudymi - "bo wredne". W szkole jesteś kwintesencją obciachu, która non stop obrywa tekstami w stylu "gdy dach zardzewiały, to mokra piwnica?" (któraś z was chciałaby usłyszeć coś takiego pierwszego dnia w liceum?). Dobrze, gdy masz wiernych znajomych wokół siebie, bo gdyby nie oni, wszyscy dookoła utwierdzaliby cię w przekonaniu, że jesteś brzydactwem i wynaturzeniem. Niestety, tak to wygląda.

Rude kobiety są symbolem seksu? W popkulturze na pewno, w życiu niekoniecznie.

Jasne, wzbudzasz jakieś emocje, ale one wzmagają poziom alienacji, jaki odczuwasz. Dlatego rude osoby często nie traktują siebie zbyt serio - to mechanizm obronny wyrobiony przez lata przykrych przeżyć. Śmiech z samej siebie pozwala oswoić rzeczywistość - nawet, jeśli czasami śmianie się z siebie to przyznawanie niesłusznej racji innym.

Rude kobiety są symbolem seksu? W popkulturze na pewno. Normalnie wygląda to tak, że dopiero w pewnym wieku przekłada się to na zainteresowanie płci przeciwnej. I uwierzcie na słowo, w 80 procentach to zainteresowanie ma formę wyrywania "jak prostytutkę". Bo nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę - rude kobiety są tylko puszczalskie. Puszczalskie i dzikie w łóżku, bo temperamentne.

Większość upokorzeń w mojej młodości wiązała się właśnie z tym, jak wyglądam.

Do końca liceum nie miałam chłopaka, teraz wciąż mam problemy z wchodzeniem w związki. Mam bardzo mocno zakorzenioną niską samoocenę, która wynika z tego, jak wyglądało moje dorastanie. Nie mam tej pewności i aury, która idzie niejako w parze z wizerunkiem pięknych, rudych femme fatale. Większość upokorzeń w mojej młodości wiązała się właśnie z tym, jak wyglądam. Oczywiście, to jest małostkowość, cały czas przejmować się tym, jak inni cię oceniają. Ale czy w wieku 13 lat największym problemem nie jest to, jak postrzega cię otoczenie? To bardzo mocno odciska się na twojej pewności siebie.

Obecnie, gdy jestem już dorosłą kobietą (28 lat), nie mam z moim kolorem włosów tak dużo problemów jak kiedyś. Owszem, ciągle zdarza się, że trafiam na jakieś przejawy nietolerancji (choć teraz jest głównie werbalna - z klasą mogę to już ignorować, udając, że nie słyszę chamskich docinek). Wiem, że to, co przeżyłam przez swoją rudą czuprynę siedzi głęboko we mnie i będzie tam zawsze. Pewnie nigdy nie powiem, że się sobie podobam, tak w sposób totalnie bezkrytyczny. Ale wiem też, że to, co przeżyłam, sprawiło, że jestem dziś silniejsza i tolerancyjna.

A

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Niegrzeczne księżniczki" Lindy Rodriguez McRobbie. Życzymy miłej lektury.]

Niegrzeczne księżniczki (Wydawnictwo Znak)Niegrzeczne księżniczki (Wydawnictwo Znak)

Więcej o: