"Nikt nie jest uprawniony, by decydować czyje życie jest lepsze czy gorsze. Nawet matka wobec własnego dziecka" [LIST]

Nie milkną głosy w sprawie zaostrzenia ustawy o aborcji. Napisała do nas Czytelniczka, która ma w tej kwestii wyrobione zdanie. Jakie?

Rejestrować dziecko może jedno z rodziców - w urzędzie może pojawić się zarówno ojciec dziecka, jak i matka niemowlaka, jeśli stan zdrowia jej na to pozwalaiStockPhoto

To mój poranny rytuał, wejść do Internetu, ustalić co słychać w świecie. Padło na artykuł Pauliny Młynarskiej, która ma problem z facetami. Pomyślałam, to jest coś dla mnie. Owoc pracy redaktor Młynarskiej miał wyjątkowo ożywczy wpływ. Zagotowałam się.

Jestem kobietą świadomą własnej wartości. Znam potrzeby swojego partnera.

Uważam, że każdy ma prawo do własnych poglądów i do walczenia o nie. Jednak generalizacje, które znalazły się w artykule, świadczą o pisaniu w najlepszym razie po winie (bo przecież pyfko jest złe), a jeśli nie, to albo o niezrozumieniu tematu i prawa do samostanowienia, albo - co gorsza o manipulacji tematem. Otóż czego się dowiedziałam - że przeciętny polski facet... A co mnie obchodzi przeciętny polski facet? Jestem kobietą świadomą własnej wartości, owszem widzącą swoje wady, ale nie obwiniającą się o całą beznadzieję świata. Jestem kobietą, która żyje w szczęśliwym związku partnerskim, mam dwójkę dzieci. Jestem wykształcona, znam swoje potrzeby. Znam również potrzeby partnera. Ale nie powiedziałabym nigdy o nim, że jest przeciętny.

Związek bowiem to  współistnienie jednostek, które realizując swoje prawa, nie naruszają praw innych.

Niewątpliwie ma wiele typowych dla mężczyzn cech, czasem korzysta ze swojego imperium (ma być tak jak ja chcę, bo to ja daję na to i na to pieniądze), ale nie wynika to z faktu, że jestem ofiarą przemocy ekonomicznej, a z tego, że każdy kto posiada środki finansowe może wykorzystywać je w sposób jaki sobie upatrzył. Jeśli mi się to nie podoba, mogę strzelić focha, mogę się z tym pogodzić albo przekonać do mojej wizji. I te trzy metody dotyczą każdej materii w związku - spędzania czasu, obowiązków domowych, zajmowania się dziećmi, czy poglądów. Związek bowiem to (tu kłania się John Stuart Mill) - współistnienie jednostek, które realizując swoje prawa, nie naruszają praw innych.

To, że się kochamy, nie znaczy, że musimy mieć takie same poglądy.

Natomiast z artykułu redaktor Młynarskiej przebija myśl - jeśli mnie kochasz, walcz o moje prawa. I jest to kontestacja praw jednostki - do samostanowienia i posiadania własnych poglądów. Związek (ten nietoksyczny) opiera się na poszanowaniu prawa partnera do posiadania własnych poglądów. To, że światopoglądowo nie zgadzamy się ze sobą, nie znaczy, że się nie kochamy. To, że kochamy, nie znaczy, że musimy mieć takie same poglądy lub, co gorsza, popierać poglądy drugiego wbrew swoim.

O ile rozumiem intencje autorki, o tyle sposób zaprezentowanej argumentacji, jest dla mnie manipulatorski. Jeśli mężczyźni mają walczyć o naszą (kobiet) równość, to pytam o równość z kim? Czym innym jest walka o wyrównanie niesprawiedliwości społecznej, a czym innym kwestie związane z prokreacją. Wprawdzie w artykule nie padło słowo aborcja, ale wydźwięk tego artykułu - w świetle ostatnich wydarzeń w naszym kraju jest dla mnie jednoznaczny.

Sprawiedliwość nie oznacza równości. Tak stworzyła nas natura albo Bóg.

Z artykułu wyłania się teza, że kwestia antykoncepcji i aborcji - jest kwestią równości. Ale wobec kogo? Jeśli wobec mężczyzn - to w tym zakresie nie będzie równości, bo mężczyźni nigdy nie zajdą w ciążę. Czy jest to sprawiedliwe? Tak. Sprawiedliwość nie oznacza równości. Tak stworzyła nas natura albo Bóg (podkreśl właściwe).

Jeśli natomiast walka o równość w kwestiach prokreacyjnych ma dotyczyć li tylko obrębu samych kobiet, to także jest to argument chybiony. Wszystkie kobiety są i będą równe wobec prawa. Do wszystkich kobiet w danej sytuacji będą miały zastosowanie takie same przepisy.

Nosząc pod sercem dwójkę moich dzieci, miałam problemy zdrowotne. Musiałam się poświęcić. I choć kochałam je od samego początku, to nieraz czułam się jak żywy inkubator. Ale tak stworzyła nas natura albo Bóg (podkreśl właściwe).

Prawo do życia jest najważniejszym prawem człowieka.

Pytanie więc jest takie - czy istotne z punktu widzenia wolności jednostki niedogodności są wystarczające, by ingerować w wolność drugiej osoby? Na jednej szali mamy wolność do samostanowienia, a na drugiej prawo do życia. Prawo do życia jest najważniejszym prawem człowieka.

Nikt nie jest uprawniony, by decydować czyje życie jest lepsze czy gorsze. Ono jest. Nie możemy więc go odbierać, bo akurat w naszej opinii życie z trisomią czy bez nóżek jest mniej warte niż życie zdrowego dziecka. Nie możemy za nikogo podejmować takiej decyzji. Jeden taki Mały Pan z Wąsikiem wartościował, a dziś mówimy, że był jednym z największych zbrodniarzy.

Nie stawiam tu znaku równości między zwolennikami aborcji i zwolennikami eugeniki, bo istotą sporu toczącego się w Polsce jest kwestia światopoglądowa - czy to, co znajduje się w łonie kobiety jest już człowiekiem czy nie. Dopiero, jeśli ktoś wektor ten przesuwa w innym kierunku - lokatora z macicy uważa za człowieka, a mimo to uważa, że kobieta ma prawo usunąć ciążę, to wtedy zaczyna - razem z tą kobietą - wartościować życie ludzkie.

Wiem jednak, że gdybym została zbrukana przez innego mężczyznę, mój partner na pewno nie powiedziałby, bym usunęła ciążę.

Mój partner jest zaborczy. Nie podoba mu się, kiedy obcy mężczyzna choćby spojrzy na mnie. Wiem jednak, że gdybym została zbrukana przez innego mężczyznę, na pewno nie powiedziałby, bym usunęła ciążę. Nie wiem, czy zdecydowalibyśmy się wychować to dziecko, ale osobista tragedia nie jest przesłanką do odebrania życia komukolwiek.

Jeśli więc ktoś jest zwolennikiem aborcji - niech przedstawia argumenty, dlaczego maciczny lokator (i nie myślę tu o mięśniaku, mięsaku czy polipie) człowiekiem jeszcze nie jest, a nie, że kobieta nie jest inkubatorem. Przecież jest, bo tak stworzyła nas natura albo Bóg (podkreśl właściwe).

J.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to zbiór felietonów "Tata w budowie" Tomasza Bułhaka. Życzymy miłej lektury.]

Foch.pl poleca!Foch.pl poleca!

Więcej o: