"Gwałt? Za pierwszym razem ci darujemy, tylko już nie rób tego więcej" [LIST]

Sprawa Brocka Turnera - gwałciciela z Uniwersytetu Stanforda - porusza cały świat. Także nasze Czytelniczki mają coś do powiedzenia na ten temat.

Dziękuję za artykuł "Kultura gwałtu istnieje". Bardzo żałuję, że nadal musimy o tym przypominać i nadal to wyjaśniać. Sposób, w jaki społeczeństwo, kultura, prawo i instytucje obchodzą się z ofiarami gwałtów - czy to w Polsce, czy za granicą - w ogromnej większości przypadków uważam za skandaliczny. Niestety, na obecnym etapie świadomość większości mężczyzn i kobiet na ten temat można skomentować uroczym "Sorry, taki mamy klimat". Mamy i jeszcze długo będziemy mieć, jeśli jako społeczeństwo nie dojdziemy do właściwych wniosków co do źródeł kultury gwałtu.

Od bardzo dawna również mnie zastanawiało i bulwersowało - mówię o niskich wyrokach, wyrokach w zawieszeniu, o poszukiwaniu okoliczności łagodzących dla sprawców gwałtów.

O tym można pisać długo, ale dzisiaj chciałam zwrócić uwagę na coś, co w zwyczajowych przepychankach w komentarzach do tematu "gwałt" umyka wszystkim - i autorom, i ekspertom, i komentatorom. To coś nie umknęło jednak "Emily Doe" - czyli ofierze Brocka Turnera, o której liście w ostatnich dniach było głośno.


W swoim poruszającym liście "Emily" ubrała w słowa coś, co od bardzo dawna również mnie zastanawiało i bulwersowało - o niskich wyrokach, wyrokach w zawieszeniu, o poszukiwaniu okoliczności łagodzących dla sprawców gwałtów. Wyrok dla Brocka jest śmiesznie niski, o czym zresztą huczy w Stanach od kilku dni - wyrok dla innego studenta-gwałciciela Cory'ego Batey, przy podobnych zarzutach i "obiecującej karierze sportowej" był znacznie wyższy (o 3000% !), najwyraźniej dlatego, że był - jak śpiewa Kazik - Afroamerykaninem.
Argument "wcześniejszej niekaralności" zadziałał dla Brocka wyśmienicie. Przecież wiadomo, że więzienie zniszczyłoby tego biedaczka (kto by się przejmował, co ten biedaczek zrobił "Emily", to było tylko 20 minut akcji, większość morderstw trwa krócej, a on to się mógł jeszcze bidulek zmęczyć).) Ten argument pojawia się w znanych mi uzasadnieniach wyroków dla gwałcicieli również w Polsce - m.in. w głośnym procesie tłumaczki zgwałconej w czasie wyjazdu na szkolenie do Kaliningradu.

Dlaczego za pierwsze obniżamy? To do hasła "GWAŁT JEST ZAWSZE ZŁY" dodaje gwiazdkę "*ale za pierwszym razem ci darujemy, tylko już nie rób tego więcej".

Tymczasem "Emily" pisze: "Ponieważ to pierwsze wykroczenie, mogłabym zrozumieć zastosowanie wyrozumiałości. Z drugiej jednak strony, jako społeczeństwo, nie możemy wybaczać wszystkim pierwszej napaści seksualnej czy gwałtu (z użyciem rąk - autorka odwołuje się do zarzutu dla Brocka). To nie ma sensu. Powaga gwałtu musi być jasno komunikowana. Nie możemy tworzyć kultury, która podpowiada, iż o tym, że gwałt jest czymś złym można się uczyć metodą prób i błędów". ("As this is a first offense I can see where leniency would beckon. On the other hand, as a society, we cannot forgive everyone's first sexual assault or digital rape. It doesn't make sense. The seriousness of rape has to be communicated clearly, we should not create a culture that suggests we learn that rape is wrong through trial and error.")


Te słowa bardzo dokładnie oddają i moje odczucia - dlaczego w tak poważnych sprawach jak gwałt szuka się okoliczności łagodzących, dlaczego brak wcześniejszych zarzutów jest tutaj jakimkolwiek argumentem? Czy w innych wyrokach np. dla morderców również się go stosuje - to było pierwsze morderstwo, więc wyrok złagodzimy? Czy prawo nie powinno działać tak, że za pierwsze - BARDZO POWAŻNE - przestępstwo należy się słuszna kara, a jeśli ta kara nie podziałała i dochodzi do kolejnych wykroczeń, to wtedy możemy tę karę podwyższyć? Dlaczego za pierwsze obniżamy? Dla mnie - i dla "Emily" - to nielogiczne. To nie wysyła właściwego komunikatu. To do hasła "GWAŁT JEST ZAWSZE ZŁY" dodaje gwiazdkę "*ale za pierwszym razem ci darujemy, tylko już nie rób tego więcej".

We mnie, jako kobiecie, i co więcej matce dwóch dorastających córek, pozostaje głębokie poczucie niesprawiedliwości i niezgody na taki stan rzeczy.


Do tego w przypadku gwałtów zbiorowych - z punktu widzenia ofiary jeszcze bardziej traumatyzujących - dochodzi do rozmywania odpowiedzialności. Skoro było wielu sprawców, to tak naprawdę nic się nie stało, bo każdy "tylko troszeczkę" skorzystał. To okrutne, podłe, po prostu O B R Z Y D L I W E. Czy tylko mnie wydaje się, że coś tu jest nie tak?

Bardzo chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o zasadach orzecznictwa w takich sprawach. O tym, dlaczego powołuje się na wcześniejszą niekaralność. Czy to jest wybór sędziego, czy to jest jakaś wytyczna, sugestia?


Na ten moment we mnie, jako kobiecie, i co więcej matce dwóch dorastających córek, pozostaje głębokie poczucie niesprawiedliwości i niezgody na taki stan rzeczy.

Foszanna

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kolorowy detoks głowy". Życzymy miłej lektury.]

Foch.plFoch.pl

Więcej o: