"Jestem fit i jem chleb" [LIST]

"Kult szczupłej sylwetki zmierza w jakimś złym kierunku moim zdaniem" - zauważa Czytelniczka i punktuje szaleństwa współczesnych mód dietetyczno-fitnessowych.

Zbliżają się wakacje, więc wszyscy wybrali się do siłowni, na rower. Ścieżki pełne biegaczy. Super. Aż miło popatrzeć jak nasze społeczeństwo się rusza. Naprawdę. Super.

Co jeść by być cool i fit? Ano, mąka kasztanowa, kokosowa, masło jakieś tam, jogurt bio - wróć - podwójne bio.

Namnożyło się także trenerek i trenerów fitnessu, a to pewnie za sprawą dwóch najbardziej popularnych trenerek. Owe pseudotrenerki i trenerzy zdobywają dyplomy na weekendowych szkoleniach, nie mając większego pojęcia o anatomii pokazują nam swoje postępy na Fejsie i Instagramie. Pokazują, co jedzą. Mówią, czego nie jeść, jak ćwiczyć i w czym ćwiczyć, no bo zwykły tshirt i adidasy to już nie jest fajne. Teraz na topie koniecznie markowa oddychająca koszulka, legginsy w super wzór i koniecznie miętowe adidaski.

Przejdźmy do jedzenia. Co jeść by być cool i fit? Ano, mąka kasztanowa, kokosowa, masło jakieś tam, jogurt bio - wróć - podwójne bio. Orzechy z Kongo??? Kasza gryczana?? To już jest be, podobnie jak zwykły ryż.

Jak byliście mali to jedliście wszystko i nikt nie cierpiał na nietolerancje laktozy, o glutenie nie było mowy, bo był tylko biały chleb dostępny.

Czy świat oszalał? Czy nikt już nie je kanapek z pomidorem, rzodkiewką, serem żółtym? Czy nikt nie je zwykłej jajecznicy - tylko omlety koniecznie z syropem, odżywką, na megadrogim oleju? Czy nikt nie je już zwykłego serka wiejskiego, owoców?

Kult szczupłej sylwetki zmierza w jakimś złym kierunku moim zdaniem. Śledząc z czystej ciekawości fit profile widzę, że trenerka na śniadanie smaży placuszki na fit mące albo omlet z prosa ekspandowanego (WTF?). Dziewczyno, jak zjesz kanapkę z ciemnym chlebem, to ci się nic nie stanie!

Trenerzy wołają: w mojej diecie nie ma nabiału bo powoduje... nie jedz owoców, bo cukry proste, krzywe czy jakieś jeszcze inne. Nie pij kawy, a jak już to koniecznie z olejem. Ludzie. Jak byliście mali to jedliście wszystko i nikt nie cierpiał na nietolerancje laktozy, o glutenie nie było mowy, bo był tylko biały chleb dostępny.

Jeżdżę na rowerze, biegam, idę czasem na siłownię, skąd wychodzę spocona jak świnka - no bo na Insta nie widziałam żeby ktoś się pocił na siłowni.

To jeszcze nic. „Najlepsi” są trenerzy, który przez cały dzień - na 5 posiłków - mają to samo. Boże, przykładowo: na śniadanie makaron bezglutenowy, sos pomidorowy, mięso mielone z indyka (nie, to nie jest zwykłe spaghetti); na drugie śniadanie to samo, na obiad to samo, podwieczorek to samo, kolacja również (do końca życia nie zjadłabym spaghetti). Tak się zastanawiam, czy owi trenerzy idąc na imprezę jak np. wesele - zabierają ze sobą pojemniki ze swoim jedzeniem?

A teraz co robię ja: mam dietę 1500kcal (-7kg w 3 miesiące - powoli, bez ciśnienia), na śniadanie: chleb ciemny z sałatą, wędliną, pomidorkiem, na drugie śniadanie: owoc i jogurt (zwykły z Biedronki), obiad: warzywa, ryba/drób, podwieczorek: galaretka, kolacja: znów kanapka. Żyję i mam się dobrze.

Ćwiczę w domu z Chodakowską i Choińskim, jeżdżę na rowerze, biegam, idę czasem na siłownię, skąd wychodzę spocona jak świnka - no bo na Insta nie widziałam żeby ktoś się pocił na siłowni. Jak przychodzi sobota, to owszem na śniadanie jem omlet ale najprostszy, bez fit dodatków. Jadę na targ po świeże truskawki i rabarbar, robię zwykły biszkopt na zwykłej mące i swojskich jajach, do tego krem Gellwe i galaretka Winiary. Po południu siadam z książką w ogrodzie i jem, a wieczorem piję wódkę.

Chcemy być zdrowi, piękni i fit ale nie róbmy sobie krzywdy. Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba znać umiar.

Justyna

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kolorowy detoks głowy". Życzymy miłej lektury.]

Foch.plFoch.pl

Więcej o: