"Chcesz być kochanką? To prostsze niż sądzisz, i przyjemniejsze niż przypuszczasz" [LIST]

Są kobiety, które stają się kochankami przez zupełny przypadek. Ale są i takie, które decydują się na zostanie tymi "drugimi" świadomie. Przed wami historia takiej właśnie kobiety.

Żona tak bardzo go nie rozumie... (fot. Pexels.com CC0)Żona tak bardzo go nie rozumie... (fot. Pexels.com CC0)

Niezrozumiałe są dla mnie gorzkie żale niektórych kobiet, że ich żonaty kochanek nie chce dla nich porzucić swojej małżonki, często matki jego dzieci. Naprawdę sądzicie, że facet chce zrezygnować z wygodnego układu, w którym ma dwie kobiety, na nudną wyłączność? Uświadomcie sobie, że bardzo rzadko on jest z tą żoną naprawdę nieszczęśliwy. I bardzo rzadko jest z nią tylko dla dobra dzieci. Chyba już nikt dorosły w to nie wierzy, prawda?

Gdy opadnie już namiętność, małżeństwo funkcjonuje jak przedsiębiorstwo.

Małżeństwo po kilku, niekiedy kilkunastu latach, przeistacza się w przedsiębiorstwo. Ma być zatem opłacalne dla wszystkich udziałowców. Nie twierdzę, że to oznacza brak seksu i wzajemną niechęć, samo zło. Twierdzę, że gdy opadnie już namiętność, to jedyne rozsądne wyjście i utopią jest oczekiwanie wiecznych uniesień. Te prędzej dostępne są właśnie w układach nieformalnych - pobocznych, powiedzmy.

Jeśli masz więcej niż 20 lat prawdopodobnie zaakceptowałaś to, że życie niekoniecznie przypomina historię księżniczki i księcia, którzy na białym rumaku odjeżdżają w stronę zachodzącego słońca. W prawdziwych związkach książę - nawet jeśli nie przestaje kochać księżniczki - niekiedy rozgląda się za dodatkową nałożnicą. Można się na to zżymać, można też ten stan rzeczy zaakceptować i postarać się ugrać dla siebie jak najwięcej. Cynizm? Może, ale podszyty gorzkimi doświadczeniami i miłością do siebie.

Akceptuję związki tylko nieformalne, preferując te z żonatymi mężczyznami.

W małżeństwie moich rodziców wszystko układało się znakomicie. Dopóki moja mama nie odkryła, że ojciec ma kochankę. Wtedy rozpętało się piekło. I widziałam, jak to moją mamę powoli zżerało. Nie odeszła od niego. Umierała z zazdrości, groziła, szantażowała. Przegrała, bo była przez to bardzo, do samego szpiku kości, nieszczęśliwa. Chcę żyć inaczej. I żyję. Akceptuję związki tylko nieformalne, preferując te z żonatymi mężczyznami. Dlaczego? Mnie czyni to szczęśliwą, a nie zabiera wolności.

Dmucham na zimne, nie marzę, więc o związku na zawsze. Marzę o wiecznym romansie. Tego małżeństwo mi nie da. Żonaty mężczyzna zaś, owszem, może. Między innymi także dlatego, że nie wymaga. Dzieci, prowadzenia domu, a tym bardziej obiadów. To ja jestem jego deserem. Minusy? Cóż, ja też nie mam prawa mieć wymagań. Te może mieć tylko żona. Well, nie twierdzę, że to układ idealny, tylko że wygodny dla kogoś, kto napatrzył się na kobiety żebrzące o miłość i tkwiące w toksycznych związkach.

Będzie OK, o ile nie zwariujesz i nie zapragniesz, aby dla ciebie znów wszedł w kolejne małżeństwo.

Chcesz być kochanką? To prostsze niż sądzisz, i przyjemniejsze niż przypuszczasz. Żonaci mężczyźni zazwyczaj - być może podświadomie - sami szukają. A nawet jeśli nie, to są celem niezwykle łatwym do ustrzelenia. Wystarczy lekka kokieteria, aby Adonis znużony wdziękami widzianej codziennie żonki, poczuł, że jeszcze całkiem nie umarł. Proste, sama przyznasz. O ile nie zwariujesz i nie zapragniesz, aby dla ciebie znów wszedł w kolejne małżeństwo, którego najwyraźniej ma dość, skoro się z tobą spotyka. Wtedy z kochanki zamieniasz się w zwykłą idiotkę. A tego nikomu nie polecam.

K

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kolorowy detoks głowy". Życzymy miłej lektury.]

Foch.plFoch.pl

Więcej o: