"Twój związek utknął w martwym punkcie? Powiem ci, co możesz zrobić" [LIST]

Jak skłonić partnera do wykonania kolejnego kroku? Emocjonalny szantaż, "przypadkowa" ciąża? Bzdura. Wystarczy... Zresztą, sami poznajcie historię naszej Czytelniczki.

I żebyś mnie nie opuścił aż do śmierci, zrobię sobie z tobą dziecko (fot. Unsplash.com CC0)(fot. Unsplash.com CC0)

Pamiętacie jeszcze dylematy z mojego ostatniego listu? Pisząc "Dlaczego kobiecie po pewnym czasie przestaje wystarczać to, co otrzymuje od mężczyzny" urwałam w chwili podjęcia decyzji, co dalej z moim związkiem, który najwyraźniej utknął w martwym punkcie. Prawda będzie dla niektórych niezrozumiała i zupełnie odmienna od wielu wyobrażeń wyrobionych po przeczytaniu poprzedniego listu.

Szczęśliwie spędzone wspólne lata znaczą wiele, dlaczego by to ignorować?

Bohaterka nie „wrobiła” swojego partnera w dziecko, nie postawiła mu ultimatum - „albo ślub, albo do widzenia”, nie wykrzyczała mu w złości, jakim jest egoistą, ale pozwoliła dać sobie tyle czasu, ile potrzebowała na przemyślenie tematu, wyłożenie śmiałych argumentów za i przeciw trwaniu w tym związku.

Stawiając przed sobą wszystkie punkty z łatwością doszła do wniosku, że te szczęśliwie spędzone wspólnie lata znaczą wiele i jeżeli na co dzień może dostać od swojego faceta wsparcie, miłość i poczucie bezpieczeństwa i wszystko czego właściwie czego oczekuje od drugiej osoby, to diabeł musi tkwić w małym szczególe, którego nie dostrzegła.

Nadarzyła się doskonała okazja, żeby pójść wspólnie na spotkania terapii dla par.

Postanowiła działać i mimo konsumpcyjnego społeczeństwa, w którym się wychowała, wpojone jej wartości, że nie sztuką jest wszystko wymieniać na nowe, ale naprawić to, co dla nas cenne - zdziałały swoje. Nadarzyła się doskonała okazja, żeby pójść wspólnie na (niestety, w Polsce nadal dość złą sławą owiane) spotkania terapii dla par. Po kilku razach okazało się, że jego „obojętność” na zobowiązania wychodzi niestety z przeszłości i nie ma nic wspólnego z nią samą. I mimo że tak właśnie mylnie sobie tłumaczyła to przez długi czas, okazało się, że wystarczyło kilka bodźców, żeby łatwiej im było mówić o swoich potrzebach i wspólnie je respektować. A co najważniejsze, że łatwo odkryli, jak bardzo im na sobie zależy, a główny problem jest czymś, co mogą wspólnie rozwiązać.

Zdarza się, że ludzie często ukrywają głęboko wszystkie swoje słabości i lęki, co w rezultacie może dać fałszywy pogląd na dane zachowania. A my zbyt łatwo i zbyt szybko to oceniamy. Czy nie jest tak, że zamiast zastanowić się chwilę nad przyczynami, od razu z przekonaniem o własnej racji rzucamy oskarżenia w stronę drugiej osoby? Niestety, tak się dzieje bardzo często, a to powoduje wiele niepotrzebnych konfliktów, a potem zranionych oczekiwań.

Wierzę też w większość związków, które stoją na rozstaju dróg.

Ale wiecie co jest najważniejsze w tej historii? Pomimo wszystkich problemów, pomimo bolesnych informacji, o których nie mieli pojęcia, lub doskonale kamuflowali o nich wiedzę dzięki nieświadomym mechanizmom obronnym i oczywiście mimo czasu, który ta dwójka ludzi chce spędzić na próbach osiągnięcia wspólnego celu. Tak właśnie - wspólny cel - to jest to, co pragną zdobyć i ja w nich wierzę. Wierzę też w większość związków, które mają podobne dylematy, związków, które stoją na rozstaju dróg i nie są przekonani co do tego czy iść dalej wspólnie trzymając się za ręce czy odejść każdy w inną stronę.

Tymi dwoma listami chciałabym apelować do wszystkich, którzy wybrali życie w związku i walczą o to, by być szczęśliwymi, nie dajcie się przeciwnościom losu. Wierzcie w siebie i swoich partnerów, a zakradające się w wasze życie drobne niepowodzenia zamieniajcie we wspólny sukces. Bo nieważne, w którą stronę, ale ważne, że razem. A miłość to jednak fajna sprawa.

I.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Apetyt na życie" Mary Simses. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: