"Polscy piłkarze? To są fajni chłopcy, ale naprawdę nie od nich zależą losy tego kraju" [LIST]

Gdy po wielkiej bitwie nieco opadł kurz, czas na małe podsumowanie. Możemy sobie pozwolić na kroplę sarkazmu. Nasza Czytelniczka w doskonałym stylu przekłuwa balonik narodowych emocji i zakochania się w polskich piłkarzach.

Football Soccer - Switzerland v Poland - EURO 2016 - Round of 16 - Stade Geoffroy-Guichard, Saint-Étienne, France - 25/6/16 Poland's Grzegorz Krychowiak celebrates with team mates after scoring the winning penalty during the penalty shootout REUTERS/Kai Pfaffenbach Livepic SLOWA KLUCZOWE: 2016 SoccerKAI PFAFFENBACH/REUTERS

Nie wiem, jak będą wyglądały komentarze w pozostałych krajach, których drużyny odpadną w ćwierćfinale Euro, ale zerkam sobie w tej chwili na włoskie, niemieckie, belgijskie serwisy i widzę na nich artykuły o zamachach w Stambule, kolejne analizy konsekwencji Brexitu, lokalne doniesienia polityczne i społeczne, no i oczywiście serwisy meczowe w dziale „sport”. W serwisie islandzkiego dziennika pierwszy news faktycznie dotyczy Euro, ale mówi o tym, że islandzki kibic dostał we Francji butelką w twarz. Z perspektywy „świata” oczywiste jest zresztą, że to Islandczycy są największą sensacją tych mistrzów. I się tym cieszą. Dość chyba.

Największe serwisy informacyjne uginają się do tej pory pod ciężarem wywiadów z piłkarzami, wypowiedzi ekspertów, zdjęć dziewczyn piłkarzy.

Tymczasem w wydaniu Faktów po meczu Polski z Portugalią nie padło ANI JEDNO SŁOWO na jakikolwiek temat niezwiązany z turniejem piłki nożnej. Ani jedno. A zaiste, nie żyjemy w nudnych czasach. Największe serwisy informacyjne uginają się do tej pory pod ciężarem wywiadów z piłkarzami, wypowiedzi ekspertów, zdjęć piłkarzy, zdjęć dziewczyn piłkarzy, zdjęć trybun, filmików z meczu, filmików z chwil po meczu, filmików z lotniska, na którym wylądowali „nasi bohaterowie”, memów dziękczynnych, memów pochwalnych, memów nostalgicznych.

Chciałabym, żeby mali chłopcy mieli wśród idoli nie tylko piłkarzy, ale też wielkich naukowców czy artystów.

I teraz tak: oglądałam TEN mecz. Oglądałam też mecze ze Szwajcarią i z Niemcami. Nie należę do osób, które specjalnie interesują się piłką nożną, ale też nie prezentuję całkowitego désintéressement. Oglądanie meczów bywa ekscytujące. Wydaje mi się - na ile jestem to w stanie ocenić - że mamy niezłą drużynę złożoną z sympatycznych, pracowitych chłopaków, z których niektórzy, jak Kuba Błaszczykowski, włączają się w działalność charytatywną i społeczną. Takiego na przykład Łukasza Fabiańskiego dotąd nie znałam, ale grał dobrze, wypowiadał się inteligentnie i też mi było przykro, że się popłakał. Krychowiak zachęca do adopcji psów, za co też ma u mnie wielki plus. Fajnie, że dobrze grali, że dostarczyli kibicom dużo radości. Wydają mi się pozytywnymi postaciami. Nawet już nie będę po próżnicy pisać, że chciałabym, żeby mali chłopcy mieli wśród idoli nie tylko piłkarzy, ale też wielkich naukowców czy artystów. Naprawdę, nie chodzi mi o to, żeby popsuć zabawę. Ale czasami nie mogę.

Nie mogę, na przykład, kiedy znany dziennikarz pisze: „Są takie chwile w historii narodów, które w momencie, gdy się dzieją, wydają się być ważne, ale dopiero potem okazuje się, że były wręcz historyczne”. Przypomnijmy: pisze o przegranym (owszem, w bardzo dobrym stylu) meczu ćwierćfinałów mistrzostw Europy w piłce nożnej, które odbywają się co cztery lata.

Uważam, że nawet zdobycie mistrzostwa nie byłoby „historyczną chwilą w historii narodu”, ale to już nieistotne. Nie jestem pewna statystyk, ale podejrzewam, że kilkadziesiąt procent Polaków w ogóle nie uważa tego meczu za żadną chwilę w swojej historii, bo go nawet nie oglądała. Niektórzy, na przykład, słuchali w tym czasie na Openerze koncertu Red Hot Chilli Peppers (nie mogę, kiedy dziennikarz jednego z portali, któremu płacą za relacje z koncertów, pisze, że widział tylko końcówkę, bo oglądał mecz. Stary, jesteś w pracy). Inni w tej wiekopomnej chwili pracowali, spali, robili na drutach, oglądali filmy, jechali samochodem, jedli kanapkę albo miętolili kubek.

Byliśmy już w pierwszej ósemce na Eurowizji, w pierwszej ósemce na Euro, teraz jeszcze zajmijmy miejsce Rosji w G8.

Co ma dziennikarz na myśli? Że sukcesy na boisku przełożą się na polityczne sukcesy na arenie międzynarodowej? Że podzielona Polska w czarodziejski sposób się sklei na dłużej niż tylko na czas kilku meczów w międzynarodowych rozgrywkach? Że - chociażby - polscy kibice (którzy tak pięknie zachowywali się przecież na Euro) nagle się zintegrują, odrzucą ksenofobię, agresję i przestaną niszczyć stadiony? Że Polska - cokolwiek to w retoryce rządzących znaczy - „wstanie z kolan”? Byliśmy już w pierwszej ósemce na Eurowizji, w pierwszej ósemce na Euro, teraz jeszcze zajmijmy miejsce Rosji w G8 i będziemy w domu.

Nie mogę, kiedy czytam o wielkich herosach, wzorach do naśladowania, niemal świętych. Piłkarze zarabiają grube miliony (sam Błaszczykowski stwierdził, że „zdecydowanie za dużo”), a kiedy grają, są po prostu w robocie. Wyobrażam sobie jakiś miły, europejski kraj, w którym komentarze po takim dniu jak wczorajszy, brzmiałyby mniej więcej tak: „nie no, fajnie chłopcy grali”, „rzeczywiście mamy niezłą drużynę, oby tak dalej”, „pecha mieli trochę w tych karnych, ale teraz wreszcie mamy szansę na wielkie sukcesy” czy „nie martwcie się, oby tak dalej”. Ale jesteśmy w Polsce. Musimy poprzesadzać, wejść na najwyższe C, nadąć się do nieprzytomności. A przy okazji - jak sądzę - wywrzeć na tych chłopakach taką presję, jakby co najmniej bronili nas w czasie bitwy o niepodległość. Na ich barkach - parafrazując reklamę szamponu z największym gwiazdorem reprezentacji - faktycznie spoczywa wiele. Zachowujemy się tak, że bałabym się na ich miejscu, że, jeśli nie wejdą do następnego turnieju, naród się rozpadnie, a kraj pochłoną wiekuiste ciemności.

To jest 23 fajnych chłopaków, ale naprawdę nie od nich zależą losy tego kraju.

Wiem, że ten podziw jest lepszy niż hejt. Wiem też, że całe to narodowe wzmożenie minie, a za parę dni media powrócą do ekscesów posłanki Pawłowicz, winy Tuska, Twittera prezydenta Dudy. I że to wcale nie będzie lepsze od analiz ruchu lewej nogi Lewandowskiego na piętnastym metrze. Ale mam dosyć wmawiania nam wszystkim, że wydarzyło się właśnie coś wiekopomnego, niesamowitego, porażającego. I że wszyscy mamy obowiązek być teraz dumni, zachwyceni, wdzięczni. To jest dwudziestu trzech fajnych chłopaków, ale naprawdę nie od nich zależą losy tego kraju.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem są to "Seksolatki" Izabeli Jąderek. Życzymy miłej lektury.]

Wydawnictwo PWN

Więcej o: