"Dziękuję ci za odebranie mi mężczyzny, gdy byłam w siódmym miesiącu ciąży" [LIST]

List od Czytelniczki, która doskonale czuje się w roli kochanki wywołał falę komentarzy. Doczekał się też odpowiedzi. Od tej, która przez kochankę straciła ukochanego mężczyznę.

Kochanko i tak przegrasz (fot. Pexels.com CC0)Fot. Pexels.com CC0

Dziękuję Ci za odebranie mi mężczyzny, którego kochałam do szaleństwa. Dziękuję Ci za odebranie ojca mojemu synowi. Wyleczyłaś swoje kompleksy, bo masz faceta? Super. Jesteś szczęśliwa? Świetnie. Obie wiemy, że przegrałaś.

List od kochanki: "Chcesz być kochanką? To prostsze niż sądzisz, i przyjemniejsze niż przypuszczasz".

Wiesz, jak to jest, kiedy rozpadasz się na milion kawałków? Kiedy zapadasz się w siebie i nie wiesz, jak wydostać się spod ciężaru bólu, łkania, zduszania w sobie lęku o przyszłość? Wiesz, jak to jest, kiedy dziecko pod Twoim sercem wariuje, napina się i daje Ci kopniaka tak mocno, że zginasz się w pół? Skąd możesz wiedzieć.

Masz jakieś kompleksy, że po trzech miesiącach znajomości pakujesz się w gościa, któremu za dwa miesiące urodzi się dziecko?

Siódmy miesiąc ciąży. Nasza rozmowa telefoniczna. Mówisz mi: Wreszcie spotkałam faceta z moich marzeń i mam z niego zrezygnować? Ja: Chcesz budować swoje szczęście na mojej krzywdzie? Na krzywdzie mojego nienarodzonego dziecka? Serio? Masz jakieś kompleksy, że po trzech miesiącach znajomości pakujesz się w gościa, któremu za dwa miesiące urodzi się dziecko? Po tej rozmowie ulżyło mi, bo sądziłam, że skoro pojawiłaś się, to musisz być wyjątkowa, lepsza ode mnie, a okazało się, że jesteś zwyczajnie głupia.

Spakowałam się, wyjechałam do rodziców, którzy jeszcze długo mieli nie wiedzieć nic o tym, co mi zgotowałaś. Na odchodne powiedziałam do niego: Jak wrócę, ma Cię tu nie być. I nie było, kiedy wróciłam za kilka dni. Powitały mnie niemal puste ściany i własne wycie za miłością, która mnie oszukała. Zaczęłam się bać.

Z dnia na dzień rósł mi brzuch i poczucie krzywdy. Chciałam Cię zabić, chciałam byś się rozbiła na pierwszym lepszym drzewie. Nie spałam, nie żyłam, choć życie we mnie miało zaraz pojawić się na świecie i spojrzeć na mnie swoimi niewinnymi oczkami. I znów miałam pokochać, tym razem na całe życie. Ty miałaś swojego faceta, a ja jego dziecko.

Zawalczyłam o siebie. Kilka rozmów z terapeutką pozwoliło mi stanąć na nogi.

Po wielu wyczerpujących miesiącach wyjechałam do rodziców. Kupiłam niewielkie mieszkanie w niewielkim mieście, ale moje, nasze. Zawalczyłam o siebie. Kilka rozmów z terapeutką pozwoliło mi stanąć na nogi. Napisałam biznesplan, wygrałam dotację z UE. Mam firmę. Mam też kogoś, kto mnie pokochał. Mnie i mojego syna. Po trzech latach mogę powiedzieć Ci: Bardzo dziękuję.

W jakim miejscu jesteś Ty? Co dwa tygodnie pakujesz się w samochód, by przejechać te 200 kilometrów, w jedną stronę, wynajmujecie pokój w hotelu i przez weekend udajesz, że świetnie się bawisz z dzieckiem, dla którego nie miałaś serca jeszcze nim pojawiło się na świecie. Wydajesz kasę, rezygnujesz ze swoich planów, marzeń. Nie ruszyłaś się z miejsca od tamtej pamiętnej rozmowy telefonicznej. Pamiętasz, jak opowiadałaś mi o Waszych planach? Nie jesteś żoną, matką czy nawet narzeczoną a wiem, że tak bardzo Ci na tym zależy. Masz już 35 lat.

Piszę do Ciebie, bo zamykam pewien rozdział w swoim życiu. Nie, nie wybaczam i nie wybaczę Ci nigdy, ale za tydzień wychodzę za mąż i zaczynam nową drogę. Podsumowanie poprzedniej jest dla mnie chyba swego rodzaju oczyszczeniem.

Dziękuję za każdą wylaną łzę, która mnie wzmocniła.

Raz jeszcze dziękuję Ci, że mogę doświadczać mojego obecnego życia dzięki temu, że okazałaś się kiedyś nikim. Prostą dziewuchą z kompleksami, bez zasad i moralnego kręgosłupa. Dziękuję Ci, że przy nim jesteś, bo jesteście siebie warci. Dziękuję za każdą wylaną łzę, która mnie wzmocniła. Wiem, że mogę wszystko!

Chciałabym Ci życzyć czegoś, ale nie wiem co by to mogło być. Chyba wieczności z nim. Tyle.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Jak w kabarecie. Obrazki z życia PRL" Andrzeja Klima. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: