"W jednej szkole połączono dzieci biedne z tymi z zamożnych rodzin. Gimnazjum wspominam jako patologię" [LIST]

Gimnazjum to równanie poziomu w dół. Twierdzę tak jako ktoś, kto takie gimnazjum przeszedł - pisze nasza Czytelniczka. I powołuje się na bardzo konkretne przykłady.

23.04.2013 Kielce . Egzamin gimnazjalny w Liceum im. Hanki Sawickiej  Fot. Jaroslaw Kubalski / Agencja Gazeta DLOKI strony lokalne GW - Kielce ZDJĘCIE DO WKŁADKI: DLOKI strony lokalne GW - KielceFot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta

Była sobie podstawówka A i podstawówka B w Małym Mieście. Do podstawówki A, małej szkółki na 3 klasy w roczniku, chodziły dzieciaki z ładnej dzielnicy willowej, gdzie zwykle mieszkali ludzie pracujący w pobliskim Dużym Mieście. Dzieci w miarę dobrze wychowane, typowa klasa średnia. W większości rodzice dbający o edukację, z inicjatywą. Nauczyciele w podstawówce A też byli dobrzy i fajni, uczyli więcej niż było w programie, organizowali wycieczki, konkursy i kółka zainteresowań.

Nauczyciele "z rejonu" do podstawówki B szli pracować "za karę".

Do podstawówki B chodziły dzieciaki dużo biedniejsze. Ich rodzice byli w większości byłymi pracownikami dwóch upadłych zakładów przemysłowych. Często nie pracowali nigdzie, siedzieli na socjalu jako ofiary przemian ustrojowych. Nauczyciele "z rejonu" do podstawówki B szli pracować "za karę". Tam nie działo się nic, ta szkoła przegrywała we wszystkich zawodach międzyszkolnych, a w wielu w ogóle nawet nie startowała. W podstawówce B w roczniku było dużo więcej dzieciaków (wiele rodzin wielodzietnych), klas chyba do "f". Co się stało, gdy przyszedł czas gimnazjum?

Wrzucono dzieciaki do jednego wora, zaczęła się gehenna.

Rodzice z podstawówki A wnioskowali usilnie, żeby klasy przenieść w takiej formie w jakiej są. Ewentualnie połączyć trzy klasy w dwie (klasy w podstawówce A były małe, po ok. 20 osób). Oparło się to nawet o kuratorium. Ale nie wydano zgody. Wrzucono dzieciaki do jednego wora, zarówno z podstawówki A, jak i podstawówki B. Wymieszano i podzielono na podstawie przypadku. Zaczęła się gehenna.

Pamiętacie nauczyciela, któremu uczeń wsadził kosz na głowę?

Nagle dobrze wychowane i zainteresowane światem dzieciaki z A zetknęły się z patologią z B. Nauczyciele nie wiedzieli, jak uczyć. Poziom wyrównał się w dół, do tych z B. Każda inicjatywa była torpedowana. Dochodziło do scen niemal dantejskich (pamiętacie nauczyciela, któremu uczeń wsadził kosz na głowę?).

Dzieciaki z A jedyne czego się nauczyły to przeklinać, popalać za szkołą i nosić wyzywające landrynkowe szpilki z czubem do wieśniackiej miniówy. No i ten bimber, wykradziony przez kumpla od ojca, na torach za szkołą...

Cały trud wkładany przez rodziców i nauczycieli z A został zniweczony. W trzy lata dzieciaki z A nabawiły się zaległości w stosunku do rówieśników z Dużego Miasta. Ambitni mieli korepetycje do testów gimnazjalnych, żeby zdać do liceum w Dużym Mieście. Z mojej klasy do liceum poszło 6 osób na 27. Wszystkie wcześniej były w podstawówce A. Ci z B w większości poszli do "Zety" samochodowej, gastronomicznej albo fryzjerskiej w Dużym Mieście. Po co to komu było?

Jako czternastolatka siedziałam w jednej klasie ze "spadochronami", który mieli po lat 17.

Od siebie dodam, że rok zajęło mi zrównanie się poziomem z dzieciakami z Dużego Miasta. Dużo mojej pracy i wylanych łez. Opłaciło się. Gimnazjum wspominam jako koszmarną patologię. Jako czternastolatka siedziałam w jednej klasie ze "spadochronami", którzy mieli po lat 17. Jeden nawet osiemnastkę z nami obchodził. Był to ostatni dzień jego edukacji.

Byliśmy początkiem gimnazjum, ten twór po części tworzył się na nas. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że moja siostra chodziła do tej szkoły kilka lat później, kiedy zmieniła się dyrekcja, i nie wspomina tego aż tak źle. Może rozwiązano część problemów. Może miałam pecha być królikiem doświadczalnym eksperymentu edukacyjnego. Śmiesznym zrządzeniem losu jest fakt, że jeśli teraz nastąpi reforma, jej ofiarą stanie się mój o niemal dwie dekady młodszy brat.

Trudno mi ocenić, na jakim poziomie gimnazja są obecnie. Jednak z głosów, które do mnie docierają, tworzy się obraz niewiele odbiegający od moich doświadczeń. Nie wiem, czy ośmioklasowa podstawówka byłaby lepsza, bo jej nie przeszłam.

Jednak nie zdziwię się, jeśli społeczeństwo będzie za reformą PiS-u. Wiele osób z mojego rocznika, które obecnie mają kilkuletnie dzieci, ma podobne doświadczenia do moich. I chcą swoje dzieci przed tym ochronić.

Pyrka

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem są to "Seksolatki" Izabeli Jąderek. Życzymy miłej lektury.]

Wydawnictwo PWN

Więcej o: