"Drogie kobiety, przestańcie holować swoich facetów przez życie" [LIST]

O wymaganiach wobec facetów, a raczej ich zupełnym braku, napisała do nas stała Czytelniczka. Celnie i mądrze. Niekiedy boleśnie.

fot. Pexels.com CC0fot. Pexels.com CC0

Małżeństwo rozbiła teściowa. Koleżanka z pracy zabrała męża. Znamy? Jak łatwo powtarzamy takie stwierdzenia, nie zastanawiając się wcale, że przecież dorosły człowiek nie jest łopatką w piaskownicy, którą można zabrać, ukraść, zawłaszczyć, przełożyć z kąta w kąt. Mamy jednak (my, kobiety) tendencję do myślenia o facetach jak o dzieciach.

Jego rozgrzeszamy albo bierzemy całą odpowiedzialność na siebie - on ma takie relacje z mamusią i koniec.

To nie jego matka zepsuła ich małżeństwo. To on nie umiał ułożyć sobie dorosłych relacji z matką, a w konsekwencji - z żoną. Żona w ogóle nie ma wpływu na relacje męża z jego mamą - bo niby skąd miałaby mieć? Próby naprawienia tej relacji za strony zainteresowane kończy się zwykle w wiadomy sposób - konfliktem. Ale to nie jest konflikt żona-teściowa, bo przecież w ogóle by te kobiety nie miały powodu do napięć, gdyby nie mężczyzna pomiędzy nimi. Tymczasem jego rozgrzeszamy albo bierzemy całą odpowiedzialność na siebie - on ma takie relacje z mamusią i koniec, musimy z tym żyć, wada fabryczna, nic pani nie zrobisz? Ewentualnie wojujemy z teściową nad głową męża, który rozsądnie ustępuje pola i jakby coś, to one się kłócą, nie on. Halo, czy to przypadkiem nie jest najpierw jego rola, aby zająć stanowisko i postawić granice obu stronom? Mamo, nie traktuj tak mojej żony? Kochani, nie mów tego o mojej mamie? Dlaczego tego od nich nie wymagamy?

To ta zła go trzyma, omotała, nie chce dać rozwodu, nie pozwala odejść? Rany, dziewczyny, serio?

"Męża trzymaj krótko". Po co? Jest dorosły. Nie będę pilnować. Nie uważam, że jakaś inna kobieta go "zabierze". Nie jest w końcu posągiem ze złota. Jeśli odejdzie, to jest to sprawa między mną a nim, a nie między mną a jakąś inną kobietą. Tamta baba mnie szczerze mówiąc nic nie obchodzi. Nigdy nie rozumiałam kobiet, które wydzwaniają do "tej drugiej", aby misia "oddały". I to z obu stron. To ta zła go trzyma, omotała, nie chce dać rozwodu, nie pozwala odejść? Rany, dziewczyny, serio? A własna wolna wola i decyzyjność dorosłego człowieka gdzie, zanikła po drodze? Każdy tkwi w jakimś układzie sił z reguły mocą własnej decyzji. Chce odejść, to odchodzi, chce z kimś być, to jest. Domagajmy się konkretów - och, tak, wiem, to nieuprzejme, miłe dziewczynki nie stawiają sprawy wprost.

Pójdą sobie? Trudno, znaczy nie warto być z takim dużym dzieckiem.

Boimy się ich obrazić. Boimy się, że się sfochają i sobie pójdą. Wiecie co? A niech się sfochają. Co z tego? To nie małe dzieci. Pójdą sobie? Trudno, znaczy nie warto być z takim dużym dzieckiem. Szczerze mówiąc, jak spotykam faceta, który usiłuje we mnie wzbudzić zazdrość albo manewruje mną, aby o niego walczyła (bo go próbuje zabrać: mama, zła eks, tłum kochanek), to momentalne tracę zainteresowanie. Nie znoszę grać mamuni dorosłych facetów. Mają złą żonę, złą mamę, złą eks? Trudno, muszą sobie z tym radzić. To ich rola, nie moja. Mogę wspierać, nie mogę wyręczać. Nie będę wychowywać dorosłego chłopa. Nie będę go pilnować ani sprawdzać, czy zjadł obiadek i nie poszedł po drodze na dziwki. Nudzi mnie to.

Och, to tylko mężczyzna. Ale spokojnie, ja wezmę nadgodziny, ja dorobię.

A bo my kobiety - bohaterki. Znam was, znam, sama kiedyś taka byłam. Nie ma pracy? Ja mu znajdę. Niedouczony? Ja go na studia wyślę, przypilnuję aby skończył, magisterium napiszę (przykłady z życia). Mamusia-harpia go prześladuje? Niech się biedactwo nie stresuje, ja z nią porozmawiam (i stanę się tą złą na resztę związku). Schlał się? Ależ on ma tyle stresów. Przehulał kasę? Och, to tylko mężczyzna. Ale spokojnie, ja wezmę nadgodziny, ja dorobię. Ja zszyję, załatam, nie będzie śladu. Będę szła trzy kroki przed mężem i chroniła go przed upadkiem. Będę kryła jego błędy przed otoczeniem, bo jeszcze pomyślą, że jestem z nieudacznikiem. Jestem w końcu odpowiedzialna za to, jak się zachowuje, jak się ubiera, jak wygląda (utył? to moja wina), ile zarabia, jak traktuje swoją matkę, jak traktuje moją matkę, no, za wszystko. Dzieciuch może sobie co najwyżej wybrać markę samochodu, bo to jego zabawka. Albo, już lepiej ja mu wybiorę. Na pysk padnę, ale go wychowam. A potem, jak odejdzie, to będę się biła po głowie, że to moja wina.

Z dorosłymi rozmawia się wprost i konkretnie. Nie mówię, że to zawsze jest łatwe, ale na pewno zaprocentuje, bo o ile ktoś nie jest totalną amebą, to na szacunek odpowie szacunkiem. Warto spróbować.

Cesarzowa Furiosa

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Z Galileusza też się śmiali" Alberta Jacka. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: