"Byłam kochanką żonatego mężczyzny. Tylko ktoś o psychice bitego psa zgodzi się na taką pozycję" [LIST]

Nadesłane do Redakcji
24.07.2016 08:35
A A A
kopertaDUZA

kopertaDUZA (kopertaDUZA)

"Bardzo zakochana, uzależniona od niego jak od prochów. Sądziłam, że jestem szczęśliwa, ale po 10 latach nie potrafię zbudować nic stałego. W grę wchodzi tylko niezobowiązujący seks" - historia naszej Czytelniczki.

pexels.comFot. Pexels.com CC0

Wiedziałam, w co się ładowałam. Byłam głupia, to prawda, byłam głupia, bo zainwestowałam moją młodość i moje zaufanie do świata, a przede wszystkim ogromne uczucia w coś, co nie miało szans. Byłam głupia, bo całkowicie zakochana w mężczyźnie, nie chciałam dostrzec, że mu na mnie zwyczajnie nie zależy. Że byłam dla niego zabawką. Młodą, chętną dupą, którą można przelecieć dwa razy dziennie, w drodze z domu do pracy i z pracy do domu, a ona zawsze będzie czekać w drzwiach z wywieszonym jęzorem, jak pies. A pies ma to do siebie, że jak go właściciel tłucze kijem, to obtula uszy i daje się tłuc.

Tęskniłam za nim, kiedy tylko wyszłam, byłam jak uzależniona od prochów.

Przeczytałam list - "Chcesz być kochanką? To prostsze niż sądzisz i łatwiejsze niż przypuszczasz". Nie, pani kochanko. To nie jest przyjemne. Żaden dreszczyk emocji i nieprzewidywalności w związku nie jest w stanie zrekompensować bólu, który potem trzeba leczyć przez wiele lat. Żadne poczucie wolności czy (zupełnie złudnej zresztą) niezależności nie jest w stanie wynagrodzić tego, że jesteś gorsza. Że jesteś tą trzecią, piątym kołem u wozu. Zdarzało mi się wychodzić w nocy z jego mieszkania i stąpać cichutko na palcach, żeby tylko sąsiedzi nie usłyszeli stukotu obcasów. Tęskniłam za nim, kiedy tylko wyszłam, byłam jak uzależniona od prochów. Wtedy wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Czasem zastanawiam się, co by było, gdyby ktoś jednak usłyszał mnie na klatce schodowej i wyjrzał z głębin swojego wypasionego apartamentu.

A dziś widzę, że z własnej głupoty czy braku ciepła, którego nie dostałam zbyt wiele w domu rodzinnym, po prostu dałam się wplątać w poniżającą grę, w której nie było nagród i nie było wygranych. Ale to wiem po dziesięciu latach. Czasem zastanawiam się, co by było, gdyby ktoś jednak usłyszał mnie na klatce schodowej i wyjrzał z głębin swojego wypasionego apartamentu. Mnie, 25-letnią, uzależnioną od toksycznego związku ze starszym, żonatym mężczyzną, zakochaną po uszy. I myślę, że nie ujrzałby młodej dziewuchy w wyzywających butach na za wysokich obcasach, tylko zbitego psa. Ale to wiem dzisiaj.

Przestańcie wynajdywać wytłumaczenia dla ich nieodwzajemnionych uczuć, ich wyrachowania, ich cynizmu.

Kobiety, przestańcie się obwiniać o ich skurwysyństwo. Przestańcie wynajdywać wytłumaczenia dla ich nieodwzajemnionych uczuć, ich wyrachowania, ich cynizmu. Tak, rozumiem, że wychowujemy się w specyficznej kulturze, w której Matka Polka będzie wiernie czekać na męża/syna/brata/ojca, choćby po powrocie miał jej podbić oko. Nawet jakby miał wrócić w trumnie, bo wojny, powstania, oczekiwania, a ty siedź, babo i rób, co do ciebie należy. I wiem, że nie jest to łatwo odrzucić. Ale zrozumcie... to nie żona jest winna. To nie ona jest winna tego, że wygasły uczucia, że jest w ciąży, że zupa była za słona. I to nie kochanka jest winna tego, że mężczyzna w ogóle odchodzi. Winny jest Twój mąż, Twój kochanek. Chociażby tego, że ma za mało jaj, żeby przyjść do Ciebie i powiedzieć Ci uczciwie: "Już Cię nie kocham, odchodzę", albo: "Mam żonę, nie mogę z Tobą być". Tylko tyle i aż tyle.

Po 10 latach jestem w stanie tylko uprawiać niezobowiązujący seks, a nie umiem się emocjonalnie zaangażować.

I nie, bycie czyjąś kochanką nie oznacza tego, że jest się nikim, że jest się bez serca, że robi się coś z wyrachowania czy złośliwości. Bycie kochanką oznacza tyle, że po 10 latach nie jestem w stanie ponownie zaufać mężczyźnie. Że po 10 latach jestem w stanie tylko uprawiać niezobowiązujący seks, a nie umiem się emocjonalnie zaangażować. Że przez 10 ostatnich lat czułam, że jestem nikim, że jestem niegodna tego, żeby ktoś mnie kochał, że jestem niegodna tego, żeby ktoś mnie traktował poważnie. Że mogę mieć tylko kogoś "na boku", ale nigdy na stałe. Kochanko od motyli w brzuchu i innych fantastycznych emocji - przemyśl to. I zastanów się, czy chcesz być w tym samym miejscu, co ja. Zdradzona żono ponownie wychodząca za mąż - przemyśl to, zanim kiedykolwiek o kimkolwiek powiesz, że jest nikim i oskarżysz go o skurwysyństwo twojego męża.

I.

LTN

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Z Galileusza też się śmiali" Alberta Jacka. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca!

Tagi:

Zobacz także
  • całus 13 tekstów, których wolałabyś nie usłyszeć od kochanka
  • kopertaDUZA "Byłam tą drugą, ale nie kochanką! Byłam nieżoną" [LIST]
  • rys. Magda Danaj Dlaczego warto przeżyć romans?
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX