"Miałam bardzo dużo szczęścia, że nie zaliczyłam żadnej wpadki, bo kiedyś moja antykoncepcja przypominała rosyjską ruletkę"

Milena mieszka w dużym polskim mieście, ma 43 lata, dwie nastoletnie córki i żadnych dzieci więcej w planach. Z perspektywy czasu uważa, że początki jej antykoncepcji były jak rosyjska ruletka i dopiero po czterdziestce z wkładką na pięć lat ma poczucie, że odzyskała pełną kontrolę nad swoim życiem intymnym.

Zanim zapytam cię o to, jaką antykoncepcję stosujesz teraz - jako 43-latka - chciałabym się dowiedzieć, jakie metody antykoncepcyjne stosowałaś wcześniej?

Jak przyglądam się temu, jak to wyglądało - zwłaszcza na początku mojej drogi, to z przerażeniem stwierdzam, że była to rosyjska ruletka, a ja miałam bardzo, ale to bardzo dużo szczęścia, że nie zaliczyłam żadnej wpadki, ani nie zakaziłam się niczym. Bo wszyscy moi rówieśnicy byli jak dzieci we mgle - o ewentualnych chorobach przenoszonych drogą płciową nie słyszeliśmy. 

W świat poszłam bez żadnej edukacji seksualnej - rodzice mnie nie uświadomili, a w szkole materiał na biologii podany był jak należy, ale na komórkowym poziomie. Rozumiałam z tego nie więcej niż z rozmnażania sosny. Miałam epizod z pigułkami hormonalnymi, ale miało to związek z leczeniem dermatologicznym, nie z zabezpieczaniem się. Jak już byłam po 24. urodzinach, to wszyscy moi kolejni partnerzy stosowali prezerwatywy. Jedna pękła i musiałam sięgnąć po pigułkę „po”. 

Masz dwie planowane córki, czyli ostatecznie temat dni płodnych zgłębiłaś.

No właśnie dopiero po roku bezowocnych starań o pierwszą córkę okazało się, że przy cyklach dłuższych niż 28 dni - a takie miałam, dni płodne wypadają zupełnie kiedy indziej. Że w moim przypadku owulacji towarzyszy dość silny ból i sama nie wpadłabym na to, żeby przy takich dolegliwościach oddawać się miłosnym igraszkom. Jak już zaczęłam odczytywać dobrze sygnały ciała, przypominać sobie, co pani na naukach przedmałżeńskich opowiadała o naturalnych metodach antykoncepcyjnych i stosować je na odwrót - w celach prokreacyjnych, wspomagana usg z monitoringiem cyklu - natychmiast zaszłam w ciążę. Z drugim dzieckiem - doskonale znając mój cykl i sygnały ciała - zaszłam w ciążę natychmiast.

Planujesz więcej dzieci?

O nie! Mam dwie córki, które są nastolatkami i wreszcie odzyskaliśmy z mężem wolność. Gdybym miała znowu być w ciąży, mieć małe dziecko, nieprzesypiać nocy, być wystawianą na płacze - bo obie moje córki do ukończenia piątego roku życia były pod względem liczby robionych nam codziennie awantur nieznośne, to nie wiem, co bym zrobiła.

Wiem, że nie z powodu obawy przed niechcianą ciążą zdecydowałaś się na wkładkę domaciczną na pięć lat.

To prawda. Na taką decyzję wpływ miało kilka spraw, ale obawa przed ciążą także. Jesteśmy z mężem parą ponad 15 lat, a w ostatnim roku dwa razy w ciągu miesiąca zawiodła nas prezerwatywa - metoda antykoncepcyjna, która stosowaliśmy przez lata. Musieliśmy iść do lekarza, prosić o receptę na tabletkę “po”. Na szczęście mieszkamy w Warszawie i mamy abonamenty medyczne w prywatnej klinice - zmieściliśmy się więc w 72 godzinach, w ciągu których trzeba antykoncepcję awaryjną przyjąć. Po drugim takim przypadku pomyślałam sobie, że mamy dużo szczęścia, że nie jesteśmy nastolatkami w malutkiej miejscowości gdzieś w Polsce. Te zdarzenia sprawiły, że trochę się przestraszyłam, bo my naprawdę więcej dzieci nie chcemy mieć.

Niedawno zmieniłam ginekolożkę i nowa specjalistka zachęciła mnie do założenia wkładki - miałam mieć święty spokój z antykoncepcją na pięć lat. Stwierdziłam, że spróbuję. Ja akurat wybrałam wkładkę hormonalną, bo – jak już wspomniałam na jej założenie miała wpływ nie tylko antykoncepcja. Miałam bardzo, ale to bardzo obfite i bolesne miesiączki. Doprowadziły u mnie do poważnych niedoborów żelaza, ferrytyny na dramatycznie niskim poziomie, anemii. Gdyby nie potrzeba włączenia hormonów na pewno zdecydowałabym się na miedzianą wkładkę niehormonalną, która w macicy po prostu jest i działa tylko antykoncepcyjnie. No ale miałam inne - lecznicze - zalecenia. Zresztą wśród moich koleżanek, które rodziły, jestem jedynym przypadkiem, który miał aż tak obfite miesiączki. Koleżanki także nie narzekały na ból w pierwszym dniu okresu. Im by wystarczyła wkładka niehormonalna, mnie potrzebna była hormonalna. 

Założenie jej bolało?

Wcześniej musiałam zrobić badania krwi i usg. Wszystko wyszło OK. Ja miałam wkładkę zakładaną podczas okresu - wtedy szyjka macicy jej bardziej miękka i jakby szersza. Nie było to przyjemne, ale także nie było dramatu, jeśli chodzi o ból. Cała wizyta trwała 10 minut.

Długo myślałaś nad zastosowaniem tego typu antykoncepcji?

Dla mnie założenie wkładki domacicznej to była bardzo świadoma i przemyślana decyzja. Najważniejsze jest dla mnie to, że czuję maksymalnie zminimalizowane ryzyko zajścia w ciążę. Dla pewności w dni około owulacji zabezpieczamy się jeszcze kondomem. Wreszcie mam poczucie, że mam pod pełną kontrolą ten aspekt mojego życia. 

Jak zabezpieczają się twoje znajome, w podobnym wieku?

Specjalnie w związku z naszą rozmową przepytałam najbliższe znajome. To zresztą dość śmieszne i w sumie dziwne, że wcześniej o tym nie rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się niesamowitych rzeczy. Na przykład jedna znajoma, która ma z partnerem troje dzieci, a on z poprzedniego związku ma dwoje własnych, obawiając się swojej i męża płodności ma wkładkę niehormonalną, a partner poddał się na jej prośbę podwiązaniu nasieniowodów! Dwie inne stosują pigułki, jedna używa ringów, dwie stosują prezerwatywy, ale zaczynają się zastanawiać nad antykoncepcją długoterminową. Jedna koleżanka podobnie jak ja ma wkładkę, ale niehormonalną. Ta ostatnia to zresztą taki nasz drogowskaz jeśli chodzi o zdrowe odżywianie się, ekologię i zdrowie. Rozmowy z nią wiele wnoszą do mojego życia i aż się dziwię, że wcześniej nie gadałyśmy o antykoncepcji.

Więcej o: