Sklep czy dzieło sztuki?

Nie wystarczy już ładnie zaaranżowana wystawa i schludny wystrój salonu. Dziś, żeby przyciągnąć klienta do sklepu, trzeba dać mu obietnicę niezwykłej przygody, która wzbogaci jego wrażliwość estetyczną.

Czasy, gdy w całym mieście były tylko trzy sklepy, gdzie można się ubrać, odeszły do przeszłości. Dziś na każdym rogu czeka na nas salon odzieżowy, który zaprasza w swoje progi. W takim urodzaju, zanim zdecydujemy się na zakup, musimy najpierw dokonać wyboru sklepu. Czasu mamy  zwykle mało - marki dwoją się więc i troją, żeby zachęcić nas do odwiedzin.

W kosmopolitycznych metropoliach całego świata powstają zakupowe ulice, gdzie obok siebie zamieszkują najlepsze światowe marki. 5th Avenue czy Rue St. Honoré to konkurs na najbardziej błyszczącą, ekstrawagancką i luksusową witrynę w okolicy. Walka jest bezpardonowa. Zwycięża tylko najlepszy.

Dlatego przy budowaniu nowych salonów czy projektowaniu wystroju zatrudnia się największych artystów i designerów. Już samo ich nazwisko wzbudza zainteresowanie prasy, a klienci decydują się odwiedzić sklep, nawet jeśli nie mają zamiaru zrobić w nim zakupów. W ten sposób wieść o marce niesie się w świat i darmowa reklama jest zapewniona.

Do jednych z największych i najbardziej cenionych fachowców w tej dziedzinie należy Peter Marino, architekt który pracował dla Chanel, Fendi, Diora i Hermenegildo Zegna. Uważa się go za pierwszego człowieka, który do luksusowych sklepów wprowadził naturalne światło. Nie znosząc ślepych pokoi ze sztucznym oświetleniem, które zmienia odcienie kupowanych ubrań, wprowadził w życie bardziej humanistyczne, jak sam powiedział, podejście do klienta. W końcu nikt z nas, nieważne czy płacąc 200 zł czy 2000 dolarów za bluzkę, nie chce się przekonać w domu, że malinowy kolor jest w rzeczywistości buraczkowym.

Jego ostatnim projektem jest flagowy sklep Louisa Vuittona w Londynie na The New Bond Street, otwarty w maju 2010 r., który od początku miał zrewolucjonizować podejście do projektowania salonów odzieżowych. Łączy on w sobie innowacyjne podejście do marki - szklane ściany, z tradycyjnym umiejscowieniem - stara kamienica i luksusowym sznytem należnym LV - złote zdobienia. To nie pierwsza jego współpraca z tą marką, już projekt przezroczystego salonu LV w Hongkongu z 2007 r. został uhonorowany prestiżową nagrodą AIA Institute. Równie wielkie poruszenie wzbudziła tzw. The Chanel Tower, zbudowana w tokijskiej dzielnicy Ginza. We frontową ścianę budynku wbudowano 700 tysięcy gęsto utkanych lampek LED, które tworzą wrażenie trójwymiarowego logo marki lub sterowane komputerowo wyświetlają kadry z pokazów Chanel. Jednocześnie od wewnątrz ściana jest przezroczysta, dzięki czemu jest stały dostęp do światła dziennego.

Chanel Tower, Tokio, Peter Marino

Chanel Tower

Obecnie Marino pracuje nad kolejnymi sklepami dla tych marek, głównie w Chinach, o których mówi się, że za chwilę będą najbardziej liczącym się rynkiem towarów luksusowych. A skoro tak, Peter Marino i jego ekstrawaganckie pomysły znajdą tam podatny grunt.

Dzięki Marino i jego nowatorskim realizacjom, świat wielkich architektów spojrzał przychylnym okiem na projektowanie salonów znanych domów mody. Do grona wielkich sław designu, które weszły w mariaż ze światem mody dołączyła Zaha Hadid, dziś najlepsza kobieta architekt na świecie.

Zaha Hadid

Cała branżowa prasa rozpisywała się swego czasu o jej tokijskim projekcie dla Neila Barretta. W minimalistyczną filozofię marki wpisuje się surowy, futurystyczny wystrój salonu - gładkie powierzchnie, ostre wycięcia i warstwy białej powierzchni, która tworzy półki. Tu wystrój staje się przestrzenią galeryjną a architektura miesza się z rzeźbą. Zresztą słynną panią architekt moda nęci coraz bardziej. Do historii przeszła już jej współpraca z Karlem Lagerfeldem przy projektowaniu przenośnego pawilonu Mobile Art, który wędrując m.in. po Tokio, Moskwie, Nowym Jorku, Londynie i Paryżu składał hołd słynnej marce z okazji 50-lecia jej istnienia.

Chanel Mobile Art

Projekt Chanel Mobile Art, www.zaha-hadid.com

Zupełnie inny pomysł na swój pierwszy salon miał Tom Ford, który w 2004 roku zaczął projektować pod własnym nazwiskiem. Zamiast tworzyć sklep, który przyciągnie wszystkich, postawił na jego ekskluzywność i niedostępność. Flagowy butik Toma Forda na Madison Avenue w Nowym Jorku to w 100% męski buduar z zamszowymi tapetami, wypełniony kanapami, szezlongami z londyńskiego domu projektanta i prywatnymi przymierzalniami. Cała sława salonu oparta jest na marketingu szeptanym, domysłach, legendach o dyskretnej, super zaufanej obsłudze salonu i horrendalnych rachunkach, jakie płacą goście butiku. Już sama wizyta tutaj, nie mówiąc o zakupach, to pewnego rodzaju nobilitacja, dołączenie do grupy ludzi sukcesu, którzy nawet u Toma Forda czują się jak u siebie.

Tom Ford, salon w Nowym Jorku, Madison Avenue

Salon Toma Forda w Nowym Jorku, Madison Avenue

Można się tylko zastanawiać co jeszcze wymyślą projektanci, żeby skusić nas do zakupów w swoich sklepach, bo same ubrania to już niewystarczający powód. W podjęciu decyzji na pewno pomogłaby nam gruntowna obniżka cen.

 

Magdalena Kacalak

 

Więcej:

pokaz Tom Ford - harper's bazaar styczeń 2011

Oficjalna strona pokazu Toma Forda